Zachodniopomorskie - Relacje.

Rogowo

Świebodzin. Powtarzam się - zanim rozstałem się z Darłowem, miałem uzgodnione zatrudnienie w Lubuskich Zakładach Termotechnicznych "ELTERMA" jako zwykły, znacznie gorzej opłacany technolog ale z przydziałem "lokalu zastępczego" z aneksem kuchennym. W roku 1964, w umeblowanym lokalu zastępczym mieszkały nawet rodziny oczekujące na przydział normalnego mieszkania w budowanych przez firmę blokach. Uczestniczyłem w zakładowej wycieczce do Szczyrku, poznałem jeziora w Niesulicach i Wilkowie oraz najbliższe - jeziorko Trzcinno. Poznałem ludzi, których wciąż chciałbym mieć blisko siebie. Więcej na stronie, po wykorzystaniu przekierowania.

Lubatka - wieś w powiecie sochaczewskim. Z tamtejszych okolic pochodzą moi rodzice. Bracia Durzyńscy jeździli "na kresy" na zarobek z potężnymi, wyostrzonymi jak brzytwa toporami. Na stacjach kolejowych rozchwytywani byli przez właścicieli lasów. Ich zarobek za sezon podobno wystarczyłby na wykupienie połowy rodzinnej wsi, ale byli młodzi. Zarobek uzyskany w niebezpiecznych warunkach tracili szybko. Wciąż bardzo żałuję, że tak mało znam historię rodziny, a pewnie tylko dla kompletnego zdołowania mnie, Paweł Durzyński z Kanady twierdzi, że jestem bardzo podobny do jego ojca. Spróbuję pociągnąć go za język. Ciekaw jestem, co wie. Też mam syna Pawła piszącego nazwisko przez "ż". Więcej po przekierowaniu strony na Lubatkę. W latach późniejszych przez teren województwa przjeżdżałem wielokrotnie, trasami - jak zwykle - różnymi.

Pięknie (prawdopodobnie najpiękniej), Rosnowo, Jezioro, Kanał Elektrowni i Elektrownię prezentuje film z drona – autor EpicLifeFlashes (https://youtu.be/-FiePZdmONg?si=P1_YAsTENJwL8VGB).

Na kanale MEW, od roku 1972, kilkakrotnie rozgrywaliśmy spławikowe mistrzostwa Miejsko-Gminnego Koła PZW Karlino. Dawniej było to senne miasteczko, zamieszkałe w odczuwalnej  większości przez rodziny o profesji wojskowej. Pozytywne zmiany od wspomnianego okresu są ogromne. Ciekaw jestem, jaki na nie wpływ miało samozaparcie fanów Koszalińskiej Kolei Wąskotorowej. Od niedawna, odbudowanym przez fanów torowiskiem,  do Rosnowa, na turystyczne pikniki i grzybobrania dojeżdżają tam koszalinianie. A to już inna bajka, aktywizująca. Po stronie miasteczka, brzeg jeziora zagospodarowano w sposób bardzo przyjazny ludziom. Piękny jest także, nieco tajemniczy brzeg po drugiej stronie jeziora. Tylko zazdrościć!.

Rejon Rosnowa, poza lotniskiem, pozostawiając Rosnowo po lewej, wielokrotnie odwiedzaliśmy na grzybobraniach. Tam także nastąpiły zmiany. Bardzo konkretne. Dawniej pozostawialiśmy auto w miejscach przypadkowych. Teraz są wyznaczone miejsca parkowania, a wszelka samowola karana jest mandatami przez Straż Leśną.

Pyszka

Piła - Relacje.

Wideo - Dojazd.

Kolegów-znajomków dałoby się uzbierać spory wianuszek, przyjaciół miałem tylko trzech - Dryndol, Jerzy i Szczygieł. Wszyscy już nie żyją Dryndol - najstarszy zmarł w Hajnówce. Nawet nie wiem kiedy i jak. Zanim powrócił do Hajnówki. pracował w Słupsku-Rędzikowie przy obsłudze samolotów. Jako mechanik korzystał z czystego spirytusu, a spory jego gąsiorek miał  zawsze dla gości. Odwiedziłem ich kilkakrotnie. Później, gdy dopadła go starcza mania prześladowcza, kilkakrotnie odwiedził nas. O "naszym" Szczygle opowiadał coś, w co - mimo najlepszych chęci - uwierzyć nie mogłem. Roli rozjemcy pomiędzy przyjaciółmi nie mogłem sobie wyobrazić więc z żalem zrezygnowałem z kontaktów osobistych z obojgiem.

Szczygieł zmarł w kwietniu 2022. Był młodszy o kilka miesięcy kończących rok - rocznikowo był datowany na rok 1941. Uroczystość pożegnalną ustalono na

Siedzibą władz MiG Karlino pozostaje ratusz odbudowany w roku 1912, usytuowany na centralnym placu miasta, w bezpośrednim sąsiedztwie średniowiecznego kościoła Parafii Rzymskokatolickiej pw. św. Michała Archanioła. Po pracach rewitalizacyjnych ratusz, kościół i ich bezpośrednie otocznie prezentują się znakomicie. Sprawność władz sprawia, że od wielu kadencji Karlino plasuje się w czołówce gmin polskich. Pod wieloma względami, wg różnych kryteriów, pod kierunkiem Burmistrza sprawującego władzę już lat 30.

2022-12-10.

Wielokrotnie słyszałem wypowiadane z głębokim przekonaniem twierdzenie, że majowy łąkowy szczaw jest nalepszy. Do wszystkiego.

Przy ustabilizowanej, słonecznej pogodzie przypomniała je żona. Bez wahania pojechaliśmy - prawdopodobnie za wcześnie...

Na przełomie lat siedemdziesiątych/osiemdziesiątch, prawdopodobnie w początkowych dniach czerwca 1979, poniosło mnie Maluchem w okolice Nosówka-Stajkowa. Leśną drogą dojechałem do przejazdu kolejowego, przed nim, zarośniętą drogą z rachitycznym, resztkowym mostkiem drewnianym dojechałem do kolejowego mostu nad Radwią. Po przejściu na północno-zachodnią stronę toru zastałem dziwny widok. Poniżej wysokich, zielonych brzegów rzeki, na zasypanej piaskiem łące, zieleniły się tylko wielkie kępy pięknie rozwiniętego szczawiu. W latach późniejszych szczaw z łąki wyparła trawa, mocno rozwinięte liście rosły tylko na podwyższonych brzegach.

Po wieloletniej przerwie, na trasie dojazdowej zastałem szereg niespodzianek na tyle konkretnych, że Stajkowo przejechałem poza rogatki, Zawróciłem dopiero przy tablicach Białogórzyna. Szukałem rozjeżdżonych dróg leśnych prowadzących do       

Wideo: Kraków 2024.

W październiku 2024 zamierzem ukończyć 84 lata. Zamierzam(!?). Uważam, że każdy, przynajmniej jeden raz w życiu, Kraków zwiedzić powinien. Powody są tak liczne, że każdy łatwo ustali własne.

Przez miasto przejeżdżałem wielokrotnie - nie zwiedzałem nigdy, więc to się nie liczy! Czas realizacji nastał od dnia, gdy na trasie Kołobrzeg-Kraków Główny uruchomiono połączenie kolejowe, przez kilka stacji Trójmiasta i Warszawy. Z rozgrzebanego przebudową dworca w Koszalinie, Pendolino pokonuje ją w ciągu siedmiu godzin a kompletny pobyt "załatwić" można przez Internet, łącznie ze zwiedzaniem Kopalni Soli w Wieliczce. I nie tylko...

(W Krakowie okazało się, że zabrany przeze mnie komplet leków nie zawiera jednego - ważnego, z ośmiu branych codziennie. Po objeździe miasta Melexem poprosiłem o radę w aptece. Doradzono kontakt z lekarzem prowadzącym leczenie. Udało się - pomogły Panie z rejestracji w Eskulapie Karlino i Białogardzie. Kod recepty otrzymałem s-emesem, lek mam...).

 

Plan pobytu staraliśmy się dostosować do prognoz pogodowych. Podejmowanie decyzji bez stosownego wyprzedzenia sprawiło nieco kłopotów. Wybrnęliśmy. Na piątkowe popołudnie zapowiadano przelotne opady, więc postnowiliśmy ów czas spędzić pod ziemią. Turnusy dla niepełnosprawnych odbywają się tylko 2x dziennie - o godzinie 8:00 i 18:00. Zjazd windą do poziomu 110 metrów z polskojęzycznym przewodnikiem. Cena biletów ulgowych 78 PLN x 2. Rezerwację zrealizować należy najpóźniej na 15 minut przed zjazdem tj. - wykup biletów.

Do Wieliczki Rynek-Kopalnia Soli dojechaliśmy pociągiem Małopolska, kursującym podobno co pół godziny. Przedziału czasu, w jakim taka częstotliwość obowiązuje - nie ustalałem. 

Na sprzęt foto-wideo spadło kilka kropel, ale tylko podczas fotografowania obiektów naziemnych i pięknych, dużych zdjęć naniesionych na ściany obiektów. Miejsca oczekiwania na zjazd (zastępczo-zejście ogromną ilością schodów) pozostają zadaszone.

Kopalnia wciąż żyje. Teraz przede wszystkim turystycznie-wielojęzycznie. Poza turystyką trwają ciągłe zabezpieczenia obiektów podziemnych, w salach głównych odbywają się  ekskluzywne wesela i okolicznościowe msze. Są także niedostępne dla osób niepełnosprawnych podziemne miesca restauracyjno-barowe, także noclegowe(!).

 

Kwaterę w Krakowie zarezerwowałem spartańską i tanią, ale z najpotrzebniejszym wyposażeniem oraz śniadaniem z różnymi wariantami jajecznicy i dodatków. Do ewentualnego wyboru - naleśniki z miodem. Lokalizacja raczej tragiczna, w podwórzu, ale jej głównym walorem pozostaje świetna lokalizacja - 7 minut spaceru od dworca kolejowego, niewiele więcej do głównych obiektów starego miasta.

Czas wolny po rozlokowaniu się w "apartamencie"  oraz przed wyjazdem do Wieliczki wykorzystaliśmy na specer pieszy. Rejetrowałem niemal wszystko, stąd taka obfitość foto.

 

18 maja mieliśmy wstępnie uzgodniony objazd Melexem. Doprecyzowaliśmy tylko 10:30 jako godzinę spotkania. Konrad, do którego trafiliśmy drogą okrężną, poprzez Pawła i jego szczecińskiego kolegę, przybył punktualnie. Z miejsca zaoferował pomoc w przemieszczaniu aktualnie nieużywanego sprzętu a trochę się tego uzbierało. Rejestrowanymi kamerą ulicami Krakowa przejechaliśmy na Wawel i Smoczą Jamę. Rejestrowałem głównie widoki i architekturę - przepych komnat królewskich nie wzbudzał mojego zainteresowania. Trafiłem na dwie ciekawostki. Na Placu Zamkowym ustawiono miniaturę wawelskiej zabudowy - dla niewidomych. Na wyjściu ze Smoczej Jamy stoi duży smok, zionący ogniem podobno co dwie minuty. Miniaturę przywieźliśmy wnuczce Oliwii.

Czas wolny po pobycie na Wawelu spędziliśmy w Sukiennicach, przy lampce wina i spacerze. Wszędzie ruch przeogromny, Plac zastawiony mnóstwem straganów, w tym z gorącymi daniami. W części środkowej duża scena, na której z okazji Święta Rzemiosła prezentowały się różne zespoły. Jeszcze inni prezentowali się poza sceną, bezpośrenio na placu, otoczeni zwartym kręgiem publiczności.

Pozdrawiamy Konrada - Przewodnika z Meleksem(!).

Najcieplejszy, z największą liczbą dni słonecznych w roku region Polski, przelotnie i bardzo pobieżnie poznaliśmy 11 sierpnia 1994 roku. W ramach "autokarowej" wycieczki trasą Rogowo-Niechorze-Klif Gosań-Międzyzdroje-jezioro Turkusowe-Świnoujście. Skorzystaliśmy z niej podczas urlopowania w Wojskowym Domu Wypoczynkowym w Rogowie, spędzanego w samodzielnym budynku skupiającym personel Ośrodka. Trafiliśmy tam jako dostawcy systemowych kłódek energetycznych, udoskonalonych wg żądań tamtejszych służb kwatermistrzowskich. Problem rozwiązałem skutecznie. Rozwiązanie zastrzegłem w Urzędzie Patentowym PRL.

Na serio, zawsze z przyjemnością, w Świnoujściu i okolicach bywam od roku 1997, od pierwszego skierowania do tamtejszego sanatorium. Teraz odwiedzamy je często łącząc przyjemne z pożytecznym - przy każdym pobycie sprawdzam i rejestruję zmiany, zmieniam drogi dojazdowe, korzystamy z wycieczek organizowanych przez lokalne biura podróży, nagrywam i fotografuję. Hobby emeryta :).

W zdaniu powyższym użyłem jednocześnie liczby mnogiej i pojedyńczej. Wyjaśniam. Bywa, że skierowania otrzymuję tylko ja - wówczas, przed wycieczką, na krótko wyjeżdżam po żonę (to tylko ok. 130 km). Bywa, że otrzymujemy skierowania "małżeńskie". Niestety, skierowania otrzymywałem-otrzymywaliśmy zawsze w sezonie jesienno-zimowym (!!). Gdy po raz pierwszy otrzymałem skierowanie na czerwiec, zaprotestował lekarz leczący moją kolejną przypadłość. Wygląda to tak, jakbym miał do dyspozycji wyłącznie własne mieszkanie lub hospicjum (??). Skierowanie odesłałem...

Spośród wycieczek ze Świnoujścia źle wspominam tylko jedną. Katamaranem BOOMERANG do Malmo. O radę poprosiłem panią prowadzącą zapisy - chodziło o podobieństwo temperatur w obu miastach. Pani orzekła, że znaczących różnic spodziewać się nie należy, więc ubrać się można lekko, jak w Świnoujściu. W Malmo zastaliśmy tak przenikliwy ziąb, że dzwonienie moich zębów zakłócało odbiór informacji serwowanych przez przewodnika. W obawie, że przeziębieniem zniweczyć mogę efekty pracy szczecińskich kardiochirurgów ustaliłem z nim, że z ogrzewanego budynku poczty zabiorą mnie w drodze powrotnej. Zwiedzanie Malmo przeczekałem na poczcie (!).

Do zarejestrowania kolejnego odcinka S6 na trasie Wicimice-Goleniów, trasy S3 Goleniów-Świnoujście z przejazdem tunelem pod Świną wybraliśmy dzień 07-07-2023, z bardzo zachęcającą prognozą pogody. S6 jedzie się bardzo wygodnie, S3 - horror, z częstą szybkością 40-60 km/godz. Tunel - ekstra. Zapraszam.

Kołobrzeg to nasz najbliższy nadmorski kurort (odległość - jak do Ustronia Morskiego :)). Stąd taka mnogość zdjęć - tu bywamy najczęściej, z powodów bardzo różnych, plażować probowaliśmy tylko raz. Jest zbyt tłoczno. W pełni sezonu na ulicach króluje język niemiecki, Średnio co czwarty przechodzeń mówi po polsku...

Kołobrzeskimi deptakami zwykle oprowadzamy osoby, które nas odwiedzają. Marina, port, deptak plażowy z zapleczem gastronomicznym. molo. Do plażowania wybieramy miejscowości mniejsze, ale coraz trudniej takowe znaleźć. 

To jest element tekstowy. Kliknij ten element dwukrotnie, aby edytować tekst. Możesz też dowolnie zmieniać rozmiar i położenie tego elementu oraz wszelkie parametry wliczając w to tło, obramowanie i wiele innych. Elementom tekstowych możesz też ustawić animację, dzięki czemu, gdy użytkownik strony wyświetli je na ekranie, pokażą się one z wybranym efektem.

W Karlinie, w roku 2023, po przejściu co najwyżej kilkuset kroków w dowolnym kierunku, trafia się na miejsce publiczne, w którym swobodnie można zrelaksować się, odpocząć, a w wielu także skorzystać z profesjonalnych urządzeń "siłowni pod chmurką". W osobistym rankingu na pierwszym miejscu stawiam Kompleks Rekreacyjny WODNIK nad rzeką Radew, ze strzeżonym kąpieliskiem. boiskiem do siatkówki i trybunami, wyposażonym w stosowne urządzenia placem zabaw dla dzieci, budynkiem socjalnym z toaletami i natryskami, ogrodzonym polem namiotowym, wypożyczalnią kajaków z samopoziomującymi pomostami, wiatami-magazynem drewna ogniskowego z uzrojonym placem i kręgiem ogniska, dużym placem postojowym ze stanowiskami doładowania camperów oraz ...dużym nabrzeżnym głazem, upamiętniającym kajakowy spływ Radwią papieża, Jana Pawła II. Prywatna posiadłość oddziela ów Kompleks od kolejnego fragmentu rekreacyjnego przy ulicy Nadbrzeżnej, zorganizowanego pomiędzy wspomnianą posiadłością i sklepem DINO, wybudowanym w miejscu niegdysiejszej restauracji-kawiarni "Na Skarpie".

Dalsze miejsca, bez szeregowania ich kolejności, zajmują: plac przy ul. Konopnickiej z wydzielonym placem zabaw dla dzieci i kolorową fontanną upamiętniającą erupcję ropy w Karlinie, park przy ul. Szczecińskiej i Oczyszczalni Ścieków, park przy ulicy Parkowej i ścieżce spacerowej wzdłuż Parsęty z dwoma miejscami odpoczynkowymi, Skatepark, park przylegający do ulic Koszalińskiej i Moniuszki z siłownią i amfiteatrem, ścieżki rowerowe po nasypie kolei wąskotorowej oraz wzdłuż drogi 163 na odcinku Homanit-Koszalińska. Trwa budowa ścieżki rowerowej od mostu białogardzkiego do obwodnicy i nieźle byłoby, gdyby od obwodnicy pobiegła do Białogardu. Wiele osób dojeżdza do miasta powiatowego z powodów b. różnych a jazdy późną jesienią są niebezpieczne nie tylko dla rowerzystów. Dla kierowców także. Trasy spacerowe, obecnie znacznie rozwinięte, prezenuję pod niniejszym adresem. Wędkarze, działkowcy oraz członkowie wielu miejscowych klubów sportowych i specjalistycznych-rekreacyjnych mają zwykle trasy własne, własne formy aktywności i wypoczynku. Świadczą o tym m.in. atrakcyjne nagrania i zdjęcia zamieszczane przez nich w Internecie. :).

pełnił tą samą funkcję, zarabiałbym co najmniej 10x więcej. Ale podobno obecne rządy, nie patrząc w przeszłość, starają się tworzyć dobre warunki tym, którzy w najbliższej przyszłości decydować będą o losach kraju. Pogląd krótkowzroczny. Potwierdzą to niegdyś i oni :).

Mieszkańcy Karlina i wychowywana przez nich młodzież mają do dyspozycji:

- duże Przedszkole, przeniesione z narożnika ulic Traugutta i Brzóski do nowego budynku przu ulicy Moniuszki

- Szkołę Podstawową z dużą salą gimnastyczną i dużym placem w obrębie narożnika ulic Traugutta i Parkowej

- Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych z Internatem oraz siedzibą Karlińskiego Ośrodka Kultury przy zbiegu ulic Parkowej i Brzóski.

- Na prawach specjalnych funkcjonuje od wielu lat Wioska SOS przy ulicy Kościuszki. Zanim powstała, wśrod "tubylców" krążyły obawy, że dzieci z Wioski źle wpłyną na młodzież miejscową. Liczne dowody potwierdziły sytuację odwrotną. Oczywiście, nie zawsze bywało słodko.

Pewnego popołudnia, grupkę młodzieży z Wioski zaprosiliśmy na działkowe papierówki i wczesne porzeczki. Gdy jeden z młodzieńców w trakcie luźnej rozmowy stwierdził, że zastępcza mama dowozi ich do SP w Białogardzie, bo tam poziom nauczania jest znacznie wyższy - trochę zabolało...

Bieżące lata dwudzieste w próbach porównania z latami czterdziestymi wieku ubiegłego mają się do siebie nijak. Przeogromne różnice cieszą nawet wtedy, gdy przez dzisiejszą młodzież pozostają nierozumiane tak dalece, jak my, starzy, pozostajemy w tyle za możliwościami i wiedzą aktualnej generacji. Takie czasy. Mnie najdotkliwiej rani świadomość wciąż rozwieranych nożycach pomiędzy emeryturą i średnią płacą w przemyśle. Gdybym obecnie nadal

Komunikacja.

Wypoczynek-Rekreacja.

Młodzież.

budownictwem prywatnym, zajmującym teren pomiędzy ulicą 4 Marca i Parsętą zaliczam ów teren do najładniejszych fragmentów Karlina. Trwa rozbudowa Osiedla Biedronka. Wcześniej ładnie zabudowano narożne place ulic Koszalińskiej, Wigury, Prusa i Szymanowskiego. Nowe osiedle powstaje przy ulicy Kołobrzeskiej. W przypadku osiedli projektowanych zespołowo - wszystko jest OK. Niedosyt sprawiają tereny wyznaczone pod budownictwo prywatne, pozostawiające swobodę architektoniczną inwestorom. Indywidualne projekty sprawiają, że z bliska posesje wyglądają pięknie. Z daleka to chaos i pstrokacizna. Ale moda ma swoje własne prawa. (Zwykle nieswojo czuję się widząc np. obwieszoną złotem panią w "modnie" poszarpanych spodniach...).

Plany rozbudowy i przeobrażeń Karlina ulegały zmianom z bardzo różnych powodów. Swoistą ciekawostkę stanowi budynek, jedyny na całej długości ulicy Koszalińskiej, ustawiony do niej ukośnie. Wg obowiązującego projektu miała tamtędy przebiegać trasa szybkiego ruchu. Na szczęście ów projekt padł, mamy obwodnicę obiegającą Karlino. Budynek ustawiony ukośnie pozostał :).

Ciągle mam wrażenie, że czas upływa bardzo szybko. Nawet za bardzo, i to nie tylko w Karlinie. Prawdopodobnie to wynik osobistej zachcianki rejestrowania i opisywania zmian, które wokół siebie dostrzegam. Lawina zmian i wspomnień narasta, a czas na ich opisanie kurczy się jeszcze gwałtowniej.

A przecież wszystkiego nie dostrzegam!!

Opisanie tematu "Mieszkania" tradycyjnie muszę sprowadzić do wydarzeń - w osobistej ocenie - najważniejszych. Przez 51 lat, w warunkach kilkutysięcznego miasteczka uzbierało się tego wyjątkowo dużo. Część zmian - nie tylko dotyczących mieszkalnictwa - opisałem na podstronie "Inwestycje w MiG Karlino", reszty doświadczyłem osobiście. W roku 1972, na krótko zamieszkaliśmy w umeblowanym pokoju gościnnym POM. Później - na mocy uzgodnień pomiędzy szefami POM i ZPPiW - w mieszkaniu ZPPiW, na Osiedlu Chopina, rozbudowywnym wspólnymi siłami Miasta, ZPPiW oraz BSM. Kolejną przeprowadzkę zrealizowaliśmy również na Osiedlu Chopina do mieszkania z puli BSM, warunkowo, tj. do czasu przyznania spółdzielczego mieszkania własnościowego.

Rozbudowa wciąż trwała i trwa nadal. Zanim otrzymaliśmy własnościowe M4 przy ulicy Świerczewskiego, (obecnie Szymanowskiego), obok Osiedla Chopina powstało Osiedle Pełki i rząd bloków ZPPiW przy ulicy 4 Marca. Plac pomiędzy hotelem ZPPiW, ulicą 4 Marca, placem wyznaczonym pod prywatne budownictwo jednorodzinne i Osiedlem Kombinatu PGR, został w okresie późniejszym pięknie zabudowany blokami TBS. Po uzupełnieniach 

grudnia roku 2021 oraz ładnie zagospodarowaną działką prywatną po stronie lewej. Dostęp do parku od strony ulicy Szczecińskiej zapewnia droga dojazdowa do KWiK , od strony ulicy Waryńskiego - solidny most nad kanałem młyńskim, zastępujący kładkę okresowo zalewaną wysoką wodą.  

W roku 1972, pod ulicą Szczecińską do Parsęty przebiegał Kanał Ulgi. Okazał się zbędny, gdy poziom wody rzeki Radew, podawanej do młyna wodnego uregulowano za pomocą dwóch hydrobudów – kanału wzdłuż ulicy Szczecińskiej, zakończonego śluzą łańcuchową przy moście szczecińskim oraz progiem wodnym z przepławką dla ryb dwuśrodowiskowych, przy moście białogardzkim. Kanał Ulgi zlikwidowano m.in. przy użyciu sprzętu POM.

Po obu stronach ulicy Szczecińskiej istnieja dwie „wyspy” – po lewej, z gruzami dawnego zamku biskupiego, wyspa otoczona wodami rzek Radew i Parsęta, oraz kanału doprowadzającego wodę Radwi do młyna, zakończonego śluzą przy moście. Wyspa przez wiele lat stanowiła siedzibę PGR Karlino. Obecnie to własność prywatna, z pięknym, imponującym planem zagospodarowania. Dotychczas, po latach, tylko z planem.

Wyspa po stronie prawej, z ulicą Szczecińską i zabudową młyńską, otoczona wodami Parsęty i kanałami młyńskimi, obecnie, w roku 2023, mieści siedzibę Karlińskich Wodociągów i Kanalizacji z biologiczną oczyszczalnią ścieków uruchomioną we wrześniu 1995 r, drogę dojazdową do niej, park po prawej stronie drogi oddany do użytku 11 

Zdjęcie z roku 1976, wykonane z balkonu 4 piętra budynku BSM, stanowiącego współwłasność ZPPiW, Urzędu Miasta oraz BSM, przedstawia widok na otoczenie niegdysiejszego Sądu Królewskiego. W dniu wykonania zdjęcia, od strony ulicy Świerczewskiego (obecnie Szymanowskiego), na I piętrze mieściła się miejska Przychodnia Zdrowia. Od strony ulicy Wigury parter zajmował Oddział Rehabilitacji. Gdy w roku 1987 zamieszkałem na II piętrze, w mieszkaniu własnościowym bloku 4A, po przeciwnej stronie ulicy Świerczewskiego, przez długie lata obserwowałem walki kawek z mewami okresowo przylatyjącymi na ówczesne wysypisko śmieci, zlokalizowane poza rogatkami Karlina, pomiędzy drogami do Koszalina i Witolubia. Kawki, obsiadujące czarnym rzędem szczyt budynku, pilnowały dostępu do swoich gniazd na poddaszu, w których "pełniły dyżury" wlatując swobodnie przez ubytki dachówek. Przez ubytki, na posadzkę poddasza, lała się także deszczówka (?!). Gdy zdarzał się nalot agresywnych mew, kawki niechętnie obsiadały anteny i dachy bloków Osiedla Chopina.

Obecnie, po rewitalizacji z roku 2007, obiekt i cały przyległy teren prezentuje się pięknie, w szczególności w zestawieniu ze zlokalizowanymi po przeciwnej stronie ulicy Wigury obiektami OSP. Poddasze (z wjazdem windą) zajmuje aktywne Muzeum Ziemi Karlińskiej, piętro Policja oraz Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty, parter - Referat Promocji i Rozwoju Gospodarczego oraz Straż Miejska.

Łączenie rodzin (głównie za sprawą młodzieży) doprowadziło do sytuacji, że nieliczne, mieszane grupy rodzinne, rzymsko- i greckokatolickie obchodziły Święta dwukrotnie, w terminach wynikających z ich własnych religii. Czy trwa to nadal - nie wiem. Wiedzę utraciłem w roku 1983...

Powojenne zawirowania polityczne sprawiły m.in., że w Karlinie osiadły rodziny wyznające różne rodzaje wiary. Rzec można z niewielkim błędem - społeczność Miasta i Gminy Karlino jest wielokulturowa, z dominującą wiarą rzymskokatolicką. Parafianie rzymskokatoliccy celebrują wiarę w kościele pw. św. Michała Archanioła, którego historię obszernie opisano pod adresem. 

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

W budynku dawnego Sądu Królewskiego.

Parafia Rzymskokatolicka.

Przez okres naszego pobytu w Karlinie -  a w roku 2023 mija już lat 51 - możliwości zatrudnienia w firmach miejscowych ulegały ogromnym wahaniom. Największymi pracodawcami były Zakłady Płyt Pilśniowych i Wiórowych (maksymalnie ok. 1200 pracowników), Państwowy Ośrodek Maszynowy Oraz Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska" - po ok. 250 zatrudnionych.

W miarę zmian ustojowych i politycznych następowały redukcje i upadłości. Płyty wykupił wyjątkowy inwestor Fritz Homann. ZPPiW to obecnie Homanit, a określenia wyjątkowy użyłem ponieważ jak nik inny przed nim, aktywnie - finansowo i osobiście - uczestniczy w wielu działaniach Miasta i Gminy Karlino, czym m.in. w pełni zasłużył na tytuł Człowieka Roku 2017, nadany przez dziennikarzy Głosu Koszalińskiego. W przebudowanej firmie zatrudnia ok. 600 pracowników. Rozbudowuje ją nadal.

POM, po 3-krotej podwyżce części zamiennych przez Rosjan, obrażonych żądaniem wycofania ich wojsk z Polski. w niewielkiej części hal pozostałej po wyprzedaży, zmieniono na spółkę pracowniczą Promech. GS "SCH", po wyprzedaży piekarni, masarni, rozlewni wód gazowanych, restauracji i sklepów, przestał istnieć. Wszystkie obiekty i place są już wykorzystane, a w miejscu wyburzonej restauracji działa sklep DINO. W dwóch strefach ekonomicznych powstało kilka firm nowoczesnych, ale niewielkich i jedna duża, chińska (na ostatnim zdjęciu). 

Miejsca Pracy.

Wypoczynek-Rekreacja

Mieszkania

Miejsca Pracy

Skatepark z sąsiadującym polem do minigolfa oddano do użytkowania w roku 2006, na terenach zielonych w rejonie ulicy Kościuszki, ogrodów działkowych i Wioski Dziecięcej SOS. Zestaw urządzeń podają strony internetowe. Nieco niżej i nieco później, poniżej skateparku powstał parking dla działokowiczów (i nie tylko :)).

Do roku 2022 kilka drzew wywróciły lub połamały gwałtowne wichury. Pozostałe trzymają się nieźle. Jak długo? Pożyjemy, zobaczymy.

Skatepark rozbrzmiewa głosami młodzieży głównie w godzinach popołudniowych, wolnych od zajęć szkolnych. Dzieje się tak o każdej porze roku.

Minigolf budzi zainteresowanie sporadyczne.

Ślepa uliczka odbiegająca od ulicy Sawickiej, w części wyprzedanej pod zabudowę prywatną. Łączy się z nią ulica Jaworskiej. Karlino w tej części pięknieje niemalże z dnia na dzień, w miarę jak zmienia się zagospodarowanie działek. Teren zastrzeżony do udokumentowania wizualnego po zabudowie wolnych działek, z zastrzeżeniem - pięknieją posesje, powstaje architektoniczny chaos.

Ślepa uliczka odbiegająca od ulicy Jedności, w części wyprzedanej pod zabudowę prywatną. Karlino w tej części pięknieje niemalże z dnia na dzień, w miarę jak zmienia się zagospodarowanie działek. Teren zastrzeżony do udokumentowania wizualnego po zabudowie wolnych działek, z zastrzeżeniem - pięknieją posesje, powstaje architektoniczny chaos.

Ulica Wojska Polskiego łączy ulicę Koszalińską z ulicami Kościuszki i Traugutta. Przylegają do niej ulice Moniuszki i Pełki. Lokalizacja i połączenia z innymi ulicami, przy których funkcjonują obiekty najczęściej odwiedzane przez mieszkańców sprawiają, że ulica WP należy do grupy o największym natężeniu ruchu pieszego i samochodowego w Karlinie. Tędy duża część mieszkańców chadza i dojeżdża do Żłobka, Przedszkola, Szkół, Biblioteki, hali widowiskowej Homanit-Arena, KOKu, Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, Stadionu, Muzeum, ulubionych sklepików prywatnych, do sobotniego targowiska, na ryby, na Policję, do znajomych w pobliskich osiedlach. I na  Cmentarz. Cdn...

Ulica Traugutta stanowi niemal w całości ciąg obiektów użyteczności publicznej. Rozpoczynając od styku z ulicą Szymanowskiego i ulicą Parkową, po stronie lewej przede wszystkim Szkoła Podstawowa z halą sportową i rozległym placem. Dalej dawne przedszkole wykorzystywane obecnie przez Bibliotekę, Związek Emerytów i Rencistów, Pomoc Społeczną, Wędkarzy. Po stronie prawej - część targowiska zabudowanego targowymi, zadaszonymi stołami. Pozostała część targowego handlu odbywa się w każdą sobotę przy i na ulicy Parkowej. Za targowiskiem Lecznica Zwierząt i Osiedle Chopina z ciągiem garaży, wewnętrznymi drogami, prywatnym handlem, placami zabaw i parkingami, punktami usługowymi. 

 

 

przechodzą pochody do obelisków, osoby odprowadzające zmarłych i wierni uczestniczący w wieczornej Drodze Krzyżowej. Obchodom świąt narodowych i lokalnych zwykle towarzyszy strażacka orkiestra dęta.

Wiele oczekiwań przyniosła modernizacja budynku dawnego Sądu Królewskiego.

Przez wiele lat, po przeniesieniu placówek służby zdrowia do innych obiektów, obserwowałem szybko postępującą jego dewastację. Zaczęło się od ubytku kilku dachówek i inwazji kawek. Kawki swobodnie wlatujące na poddasze, wychowały, prawdopodobnie w komfortowych warunkach, wiele swoich pokoleń. Bardzo chętnie obsiadały rzędem cały szczyt dachu. Spędzały tam dużo czasu, plotkując przed każdą kolejną zmianą partnera opiekującego się gniazdem. Działo się tak w czasach, gdy w Karlinie istniało wysypisko śmieci, okresowo odwiedzane przez ogromne stada mew. Mewy, poza wysypiskiem, chętnie oblatywały Karlino. Oblatując pstrzyły wszystko własnymi odchodami - dachy, ulice, samochody i ...ludzi. Na odpoczynek upatrzyły sobie budynek Sądu. Po przegonieniu kawek na anteny i dachy sąsiednich budynków, zaciekle walczyły o każde miejsce. Zwykle było ich więcej niż miejsc, więc walki i ruch trwały nieprzerwanie. Po kilkunastu minutach odlatywały i wszystko powracało do "normy".

Po zakończeniu przebudowy budynek prezentuje się okazale z każdej strony. Od strony ulicy Wigury sąsiaduje z najładniejszą (w mojej ocenie) remizą OSP, od strony ulicy Szymanowskiego - z parkingiem i blokową zabudową Białogardzkiej SM. Na przelotowym placu od strony zachodniej urządzono dwustronny parking otoczony niską zielenią i gablotami informacyjnymi. Kawkowe niegdyś poddasze zajmuje Muzeum Ziemi Karlińskiej, niżej Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty, Policja, Straż Miejska, Referat Promocji i Rozwoju Gospodarczego UM. Na poddasze, do Muzeum, organizującego m.in. interesujące wystawy fotograficzne, wjechać można windą.

-10 stopni, sądziłem, że jest po sprawie. Nie było. Para wychowała dwójkę młodych! Wszystkie ptaki paskudziły okropnie. Aby to ograniczyć stosowałem wymienne podstawki z grubego kartonu. Gdy po odlocie młodych, rodzice podjęli na naszym balkonie kolejne amory, bezpowrotnie przepędziłem całą czwórkę.

Przedłużeniem ulicy Szymanowskiego jest ulica Parkowa z obeliskami, zakończona miejskim cmentarzem. Tędy

Spokojna jest ulicą jednokierunkową od ulicy Kościuszki, do ulicy 4 Marca. Biegnie przez osiedle mieszkaniowe byłego Kombinatu PGR, wybiega także poza ulicę Kościuszki, do zespołu garaży wykorzystywanych przez okolicznych mieszkańców. Istnieje wiele podstaw ku temu, by ulicę i osiedle uznać za spokojne. Większość mieszkań stanowi obecnie własność prywatną.

Ulica łącze ulice Kościuszki i Sawickiej, w części wyprzedanej pod zabudowę prywatną. Karlino w tej części pięknieje niemalże z dnia na dzień, w miarę jak zmienia się zagospodarowanie działek. Teren zastrzeżony do udokumentowania wizualnego po zabudowie wolnych działek.

Spichrzowa jest ulicą jednokierunkową, łączącą jednokierunkową ulicę Waryńskiego z ulicą Szczecińską. 

W narożniku obu wymienionych ulic istniał niegdyś piętrowy Karliński Ośrodek Kultury, przeniesiony do budynków Zespołu Szkół Ponadpodstawowych. Obecnie jest tam świetnie wyposażona pralnia, obsługiwana przez osoby niepełnosprawne.

Oficjalnie, wg tablicy informującej o formach finansowania, jest to "Ciąg pieszy wzdłuż Kanału Młyńskiego oraz rzeki Parsęty, wraz z małą architekturą". Zostanie zaprezentowany w menu rozwijalnym Inwestycje pod adresem https://fv-dokument.pl/na-terenie-miasta-i-gminy-karlino (w dalszej kolejności uzupełniania). Przepraszam i ...zapraszam.

Spokojna

Ulica na obszarze wyznaczonym pod zabudowę prywatną - do uzupełnienia po zakończeniu budów. Niedawny wygląd tego obszaru przedstawia zapis "Karlino w październiku 2010". Więcej - nie tylko o Karlinie - po użyciu przycisku "Powrót do menu".  (poniżej).

Krótka uliczka na obszarze wyznaczonym pod zabudowę prywatną - do uzupełnienia po zakończeniu budów. Niedawny wygląd tego obszaru przedstawia zapis "Karlino w październiku 2010". Więcej - nie tylko o Karlinie - po użyciu przycisku "Powrót do menu", poniżej.

W latach siedemdziesiątych, tak jak w roku 2022, ulica Okrzei po stronie ulicy Koszalińskiej stanowiła przede wszystkim gospodarcze zaplecze starych budynków mieszkalnych równoległych do Koszalińskiej. W miejscu maksymalnego oddalenia obu ulic działki podzielono, sprzedano, powstało kilka prywatnych posesji z domami mieszkalnymi. Po stronie rzeki Radew duże luki w zabudowie utrzymywały się przez długie lata. Chadzałem tamtędy ze spinningiem nad rzekę, ale tylko w najwyższych miejscach. Reszta albo pozostawała pod wodą albo była niebezpiecznie grząska. Suchy i bezpieczny był tylko brzeg do okolic dawnego kąpieliska przy

Krótka uliczka jednokierunkowa, łącząca ulicę Chrobrego z ulicą Moniuszki. Uporządkowana na przełomie lat 2010/2011 m.in. poprzez wyłożenie kostką brukową.

Wg mapy Google ulica Moniuszki jest najdłuższą ulicą Karlina. Odbiega od ulicy Wojska Polskiego, za którą wybudowano 3-piętrowy budynek Moniuszki 3 (??) a wygląd ulicy miejskiej zachowuje tylko do północnej granicy posiadłości państwa Mazurków. Dalej jest to droga polna, wykorzystywana przede wszystkim jako dojazdowa do ogrodów działkowych i - po przekroczeniu ścieżki rowerowej - leśna, łącząca się z drogą 163 w rejonie Zakładu Utylizacji i Homanitu. Sytuacja ulegnie zmianie, gdy ruszy II etap budowy osiedla Biedronka.

Ulica rzeczywiście krótka i wąska, osłonięta wysokimi murami. Łączy ulicę Okrzei z Koszalińską. Po prawej zaplecze punktu usługowego i sklepu Techniki Grzewczej, po lewej, w dużej części rozebrany pustostan. Planów zagospodarowania nie znam.

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Karlino Ulica Spacerowa.

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

2022-12-14

2024-03-31

2024-06-30

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Ulica Krasickiego przebiega wśród zabudowy jednorodzinnej, wciąż rozbudowywanej pomiędzy ulicą Kościuszki i Parsętą. Łączy dwie ulice osiedla - ulicę Jaworskiej i Sawickiej. Można z niej wjechać na bezdroża w pobliże ścieżki spacerowej nad Parsętą, w okolice dawnego, zlikwidowanego "wodospadu" - przeciwpowodziowego progu wodnego. 

Krasickiego

Istnieje kilka powodów bezpośrednio powiązanych z dużą ilością prezentowanych zdjęć, a to nie wszystkie. Inne odnaleźć można np. w działach Inwestycje i Pory Roku.

Koszalińska to główna ulica Karlina - fragment szlaku WZ Kaliningrad-Berlin, krzyżującego się na Placu JP II ze Szlakiem Solnym. Tędy od najdawniejszych czasów chadzano do podstawowych instytucji-organów-obiektów miasta i gminy: ratusza, kościoła, policji usytuowanej niegdyś w narożniku białogardzkim (dom Napoleona!), jedynej apteki usytuowanej obok policji, do restauracji w narożniku Koszalińskiej, sklepu wędkarskiego z informacją o bieżących sukcesach, księgarni z artykułami szkolnymi, fryzjera, poczty, kina i KOKu na Szczecińskiej,

Na przełomie lutego/marca 2022 minęło 50 lat naszego pobytu w Karlinie. Pół wieku - nieźle! Zmieniło się b. dużo, głównie w zabudowie i estetyce ulicy a przede wszystkim w sposobie zagospodarowania frontowych lokali parterowych. Jak zwykle - każdy nowy najemca wprowadzał zmiany wg własnego gustu. Bryła budynku i jej usytuowanie pozostawała bz., stosownie do zaleceń wojewódzkiego konserwatora zabytków...

W systemie, w myśl którego wzdłuż większości ulic miejskich wszelką zabudowę realizowano zwykle równolegle do ulicy, frontem skierowanym ku niej, na Koszalińskiej istnieje wyjątek. Na wysokości wjazdu do marketu i osiedla Biedronka, po przeciwnej stronie ulicy wybudowano w latach bodajże osiemdziesiątych budynek mieszkalny ustawiony ukośnie do ulicy. Dlaczego?? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, aby nie ułatwiać jej nowym uczestnikom konkursu wiedzy o Karlinie, realizowanego w popołudniowych przerwach 3-etapowego, powtarzalnego spływu rzekami Radew i Parsęta do Kołobrzegu. Odnaleźć ją można po szczegółowym przewertowaniu niniejszej www. Cdn...

Ulica Konopnickiej jest jedyną i ostatnią przed granicą gminy ulicą, odbiegającą w lewo tuż po wjeździe z Placu Jana Pawła II w ulicę Białogardzką. Przez długie lata wyglądała ...nieciekawie. Po lewej tył i zaplecze budynków ustawionych frontem do placu i ulicy Koszalińskiej, po prawej chaos blaszanych garaży, głębiej podmokły teren rozlewiskowy rzeki Radew.

Po usunięciu garaży i nawiezieniu ziemi, strona prawa znacząco zmieniła swój rozmiar i wygląd. Teraz jest tam miły dla oka plac zabaw, kolorowa fontanna nawiązująca do niebezpiecznej erupcji ropy w Krzywopłotach i skwer wypoczynkowy z parkingami i miejską toaletą.

jego wewnętrznym terenie rozbudował Stację Paliw. Stację przejął LOTOS a po fuzji z ORLENEM, od roku 2022 sprawa ostatecznej nazwy pozostaje otwarta.

Za ogrodzeniem zmiany następowały nie mniej intensywnie. Przez pewien czas, w nowych obiektach działalność produkcyjną prowadziła firma niemiecka.  Obiekty przejął Kospel Koszalin.

ZPPiW, które w okresie rozkwitu zatrudniały ponad 1200 pracowników, oraz pozostałe polskie zakłady podobnej branży, przejęła Grupa Homanit. Po przebudowach i zmianach profilu Grupa uczestniczy finansowo w dalszej rozbudowie miast wciąż gwarantując atrakcyjną pracę.

Prawa strona ulicy Kołobrzeskiej znacząco zmieniła swoje oblicze i ciągle zmienia je nadal. W narożniku pomiędzy ulicą Koszalińską i drogą na Witolub powstał i działa prywatny Serwis Opon, dawne obiekty GS"SCH" - Ubojnia i Zakład Przerobu oraz Piekarnia, po wyburzeniach przejęły nowe firmy. Od ich granic do leśnego pasa ostro rozbudowuje się osiedle domów rodzinnych. Za lasem, na terenach Strefy Ekonomicznej, na których przez lata uprawiano truskawki szybko rozwija się chińska firma Yinlun Setrab Poland Sp. z o.o., która wcześniej przejęła produkcyjną firmę Scanrad, działającą na sąsiedniej Strefie Ekonomicznej, przy E28. Uroczystość zawieszenia wiechy na obiekcie firmy Yinlun odbyła się 4 maja 2022 roku, z udziałem przedstawicieli Yinlun Setrab Group ze Szwecji i Niemiec.

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Powrót do Place-Ulice

Karlino Ulica Pełki.

W roku 1972 Ulica Kołobrzeska wyglądała ...normalnie. Jak zwykła droga dojazdowa do Kołobrzegu. Jak każda inna droga istniejąca na obrzeżach miejscowości, stanowiących element pradawnego szlaku solnego.

Miejscowości takie zwykle rozwijały się najintensywniej na skrzyżowaniach podobnych szlaków, a w przypadku Karlina, na jego placu centralnym (obecnie Plac Jana Pawła II) krzyżował się szlak solny ze szlakiem handlowym WZ (Wschód-Zachód łączący drogą E28 Berlin z Kaliningradem, zwieńczonym na terenie Karlina zachowanymi nazwami ulic: Koszalińska-Szczecińska).

Z czasów najdawniejszych pamiętam przede wszystkim narożny krzyż, zawsze pięknie zadbanej kapliczki. Nie jestem pewien, kto tak intensywnie o nią dbał - prawdopodobnie rodzina państwa Popławskich. 

Na narożniku drugim, od strony centrum miasteczka, funkcjonował Wydział Chemizacji ówczesnego POM. Dalej długo nic, nieużytki + las, później "ośla łączka"-plac do drogowej nauki jazdy.  (Ostro na niej trenowałem w roku 1978 :)). Jeszcze dalej przejazd kolejowy, teren podmokły z rachitycznym laskiem i solidnie ogrodzony teren Zakładów Płyt Pilśniowych i Wiórowych z drogą zewnętrzną dla dostawców surowca. Droga zewnętrzna obiegała teren Zakładów aż do furtki, którą panie z zakładowego laboratorium wychodziły nad Parsętę po próbki do badań bieżących. Korzystałem z niej wielokrotnie w krótkich wyprawach wędkarskich. W niewielkiej odległości od ogrodzenia rozdzielała się - oba odcinki prowadziły do atrakcyjnych fragmentów rzeki.

Obiekty po Wydziale Chemizacji kilkakrotnie zmieniały właścicieli. Narożnik Koszalińskiej i Kołobrzeskiej ścięto ogrodzeniem i chodnikową ścieżką a prywatny przedsiębiorca na  

Nazwa wewnętrznej drogi osiedlowej. Tak samo określany jest przejazd pomiędzy blokami mieszkalnymi i osiedlowym zespołem garaży. Osiedle ma świetną lokalizację. Ważne dla codzienności mieszkańców instytucje są bardzo bliskie, osiągalne dla piechurów w każdym wieku.

Mapy Google zamieszczam zawsze z lekkim żalem, że dawniej nie były tak łatwo dostępne. Kolejne aktualizacje często zaskakują ilością i zakresem zmian...

Karlino Ulica Chopina.

Chopina

Uwagi - jak w siedmiu początkowych zdaniach opisu ulicy Jaworskiej.

Niby normalna kolej rzeczy, ale przyzwyczaić się było trudno do Stalinogrodu jak i niegdysiejszego np. Lechistanu. Tam przynajmniej okoliczności i powody bywały jasne. Teraz nie mam pojęcia, kogo chciały uhonorować władze Karlina ustanowieniem nazwy "Ulica Jaworskiej". Encyklopedia Popularna PWN wymienia tylko Władysławę - panią prezes międzynarodowego stowarzyszenia krytyków sztuki AICA. Internet dla nazwiska Jaworska  prezentuje 123348 rekordów, w tym Miss Polonia 1984 oraz Magdalena, k-k referatu promocji i rozwoju gospodarczego :).

Ulicę Jaworskiej utworzono na terenach przeznaczonych pod zabudowę prywatną. Tam ciągle dzieje się coś nowego. Wzdłuż ulic powstają nowe siedziby rodzinne. Każda inna. Tworzy się pstrokacizna. Większość z bliska wygląda pięknie. Z daleka - architektoniczny chaos.

Irytują mnie ciągłe zmiany nazewnictwa ulic, miast, nawet państw. Powtarza się to niemal po każdej zmianie władzy

Ulica Dworcowa odbiega od Koszalińskiej niemal prostopadle, naprzeciwko dawnej, GS-owskiej Rozlewni Piwa i Wytwórni Wód Gazowanych. Biegnie wzdłuż torów kolejowych do budynku dworcowego, częściowo odbudowanego po pożarze i dalej, do doraźnej bocznicy kolejowej, pobudowanej do odbioru ropy z ugaszonego odwiertu Krzywopłoty. Trwało to bardzo krótko. Później treny gminy Karlino i gmin sąsiednich opleciono rozłożonymi dość gęsto przewodami - pojawiły się specjalistyczne pojazdy badawcze Geofizyki Toruń. Zdołałem ustalić, że ropę pozyskiwano krótko, do czasu, gdy ciśnienie gazów było wystarczające. Ale pożar zrobił swoje. Ropę podobno mamy, ale uwięzioną w łupkach...

Coś w narożniku Dworcowej dziać się w roku 2022 zaczęło. Niegdyś był tam przystanek autobusowy. Później budynek zmieniono w salę bankietową (balowaliśmy), ale nawet wówczas zatrzymywały się tam busy dowożące podróżnych do berlińskich lotnisk.

Przystanek wraca??

Niestety - nie. Wątpliwości wyjaśnia seria zdjęć z 24-07-2022, w szczególności dość mętna treść tablicy informacyjnej obiektu.

Ulica Chrobrego obejmuje duży fragment starej zabudowy o wspólnych dla całej ulicy elementach architektonicznych. Było tak do czasu, gdy lokatorom umożliwiono wykup posesji i swobodną możliwość przebudowy. Teraz wygląd zależy przede wszystkim od gustu właściciela i zasobności jego portfela. Tak, czy owak osiedle a w szczególności przydomowe ogródki sprawiają, że osiedle pozostało miłym dla oka fragmentem miasta, do którego w ostrym tempie dołączyła prywatna zabudowa ciągnąca się od ulicy Moniuszki. 

Ulica, biorąc początek przy ulicy Moniuszki, ostro, pod kątem około 100 stopni skręca ku ulicy Kościuszki j na niej kończy swój bieg.

Ulica Parkowa ma swój początek u zbiegu ulic Szymanowskiego i Traugutta. Kończy się przy cmentarzu.

Z kilku ważnych powodów ulica pozostaje pod szczególną opieką władz Karlina i jego mieszkańców. W roku 2022, jezdnia i chodniki, oraz duży plac parkingowy na jej początku, umocnione kostką brukową, są zwykle uporządkowane i zadbane. Plac i część ulicy, w każdą sobotę zamieniane jest w intensywnie wykorzystywane targowisko. Plac przez wiele lat pozostawał zwykłym, opadającym w niewielką dolinę rumowiskiem, na które długo zwożono ziemię z budów realizowanych w innych rejonach. Obecnie wjazd na plac łączy się ze ścieżką (ulicą?) Spacerową, biegnącą wzdłuż kanału młyńskiego i Parsęty aż do przedłużenia ulicy Kościuszki. Ścieżka i ulica Kościuszki łączą się w obrębie ujęcia wody dla ogrodów pracowniczych.

Za wejściem na ścieżkę, idąc w kierunku cmentarza, po stronie lewej mijamy park z obeliskiem poświęconym "Tym, którzy oddali życie za Ojczyznę", wciąż odświeżanym kamieniem upamiętniającym 22 karlińskich gimnastyków którzy zginęli podczas I Wojny Światowej, w głębi plac z urządzeniami do ćwiczeń siłowych pod chmurką. Po prawej budynki Zespołu Szkół Ponadpodstawowych, do których z ulicy Szczecińskiej przeniesiony został Karliński  Ośrodek Kultury ze wszystkimi imprezami dla mieszkańców w każdym wieku.

Mieszkańcy, w każdą rocznicę uzyskania niepodległości przez Polskę, także przy rocznicach wyzwolenia Karlina, licznie spotykają się przy obelisku, po wcześniejszej mszy w miejscowym kościele i przemarszu z oficjelami ulicami Koszalińską i Szymanowskiego (wcześniej Świerczewskiego). Przemarsz odbywa się zawsze z towarzyszeniem miejscowej orkiestry dętej. 

W KOK, częstymi gośćmi są seniorzy. Zorganizowano im tam doskonałe przytulisko z mnóstwem różnorakich zajęć.

2024-06-30.

kwitnącymi drzewami. Przez pewien czas raził widok takiego drzewa, złamanego w połowie. Luka na długo pozostała.

W narożniku ulic Brzóski i Traugutta, oddzielony od ulicy Brzóski niegdysiejszym placem zabaw przedszkolnej dzieciarni, dzielnie trwa budynek także niegdysiejszego przedszkola i mieszkania państwa Wójcików. Obecnie (w roku 2022), mieści się w nim Miejska Biblioteka i kilka biur, m. in. Związek Emerytów i Rencistów, organizujący zawsze atrakcyjne wycieczki, nie tylko dla podopiecznych.

Dopóki w budynku istniało przedszkole i mieszkali państwo Wójcikowie, często w przedszkolnej bramce rodziców i maluchy witał ogromny, piękny i bardzo przyjazny wilczur. Pewnego popołudnia, gdy na placu przy budynku weterynarii tradycyjnie pozostawiałem samochód, zastałem żonę Zbyszka Wójcika, weterynarza ze strzykawą i wilczura leżącego na specjalnym podeście. Płacząca pani Wójcik poprosiła, abym pomógł utrzymać psa na czas zastrzyku. Pomogłem w przekonaniu, że chodzi o zastrzyk leczący. Niestety. To było usypianie...

Ksiądz Stanisław Brzóska pozostaje w pamięci narodowej jako wojskowy, naczelny kapelan województwa podlaskiego , generał, jeden z bohaterskich dowódców powstania styczniowego. Ranny trafił do niewoli jako ostatni powstaniec. Stracony 23 maja 1865 roku wyrokiem carskiego sądu polowego.

Uliczka krótka, miła dla oka, zabudowana dobrze utrzymaną "przedwojenną" zabudową, obsadzona pięknie  

ekip gaśniczych. Klienci wcześniejsi musieli odczekać do zakończenia ich działalności, wielu z usług gastronomicznych trwale zrezygnowało. Na pewien okres Skarpę opanowała młodzież ale klientela oraz - przede wszystkim - krajowe perturbacje ustrojowe i gospodarcze nie zapewniły stosownej rentowności. Wyprzedano wyposażenie, lokal zamknięto, wystawiono do sprzedaży.

Tajemnic handlowych oczywiście nie znam. W roku 2018 obiekt wyburzono łącznie z wysokimi fundamentami, wyrównującymi poziom do ulicy Koszalińskiej. Po ścięciu skarpy, na znacznie obniżonym, płaskim terenie posadowiono standardowy budynek handlowy DINO.

Analizując załączoną mapę, można poczuć się co nieco skołowanym. Od skrzyżowania z ulicą Koszalińską jest to ulica Bolesława X. Od skrzyżowania z ulicami Nadbrzeżną i Okrzei staje się ulicą Bogusława X a ciąg dalszy ulicy Bolesława odnaleźć można po przerwie, w prawej dolnej części mapy, wykorzystywanej przez dwa rodzinne gospodarstwa ogrodnicze. Gospodarstwa graniczą z rzeką Radew.

W narożniku ulic Koszalińska-Bolesława X, na słabo zadrzewionej skarpie ciągnącej się do drogi prowadzącej do podziemnych magazynów Spółdzielni Ogrodniczej, w latach siedemdziesiątych miejscowa GS, ze wsparciem firm lokalnych, wybudowała restaurację z trzema salami obsługowymi - restauracyjną, kawiarnianą, małą barową oraz wewnętrznym pomieszczeniem grillowym (bez zadaszenia). Nazwę ustalono w drodze konkursu dla mieszkańców. Z dużą przewagą głosów przyjęto nazwę NA SKARPIE. W przyjęciu inauguracyjnym i wielu późniejszych uczestniczyliśmy z przyjemnością, Indywidualnie także.

 

Parking przed restauracją często bywał wykorzystywany jako punkt startowy turystycznych wycieczek autokarowych. W kliku uczestniczyliśmy - zagranicznych i krajowych. Zawsze najbardziej udane bywały wyjazdy organizowane i osobiście prowadzone przez właściciela Biura Turystyczno-Handlowego MIRAŻ w Boninie. Organizowane są nadal.

Gdy w roku 1980 nastąpiła niebezpieczna, pożarowa erupcja ropy w pobliskich Krzywopłotach, restauracja z niemałym wysiłkiem przetrwała obecność międzynarodowych

Karlino Ulica Nadbrzeżna. 

Krótka ulica łącząca ulicę Koszalińską i Konopnickiej. Wjazd od strony Koszalińskiej odsłania po stronie prawej zaplecza domów ustawionych frontem do głównej ulicy i Placu JP II jednakże uwagę zwraca przede wszystkim ładnie zagospodarowany teren za ulicą Konopnickiej. Teren uprzednio przez wiele lat zastawiony blaszanymi garażami zawiera obecnie plac zabaw dla najmłodszych, wielostanowiskową, kolorową fontannę nawiązującą do wytrysku i pożaru ropy naftowej pod Karlinem oraz ozdobnie utwardzony plac wielofunkcyjny z parkingiem i sanitariatem.

Karlino Ulica 4 Marca. 

Karlino Ulica Żwirki. 

Karlino Ulica Wyzwolenia. 

Karlino Ulica Wolności. 

Karlino Ulica Wojska Polskiego. 

Karlino Ulica Wigury. 

Karlino Ulica Waryńskiego. 

Karlino Ulica Traugutta. 

Karlino Ulica Szymanowskiego. 

Karlino Ulica Walki Młodych. 

Karlino Ulica Spokojna. 

Karlino Ulica Stroma. 

Karlino Ulica Spichrzowa.

Karlino Ulica Słoneczna.

Karlino Ulica Sawickiej. 

chwilę zatrzymał się na krawędzi wschodniego, narożnego rowu i ruszył tak gwałtownie, jak jechał uprzednio. Zanim zdążyłem ochłonąć, "szybki i wściekły" zniknął...

Narastający ruch kołowy i wciąż wzrastająca ładowność oraz masa własna samochodów ciężarowych stanowiły dla Karlina znaczący problem. Pojawił się nawet projekt "obwodnicy" do którego dostosowano usytuowanie budynku Koszalińska 93A. Jako jedyny na całej długości ulicy stoi do niej ukośnie - pozostałe równolegle. Projekt, który na szczęście nie został zrealizowany, pozostawiał cały ruch drogowy na znacznej części terenu zabudowanego. Wiele starych budynków do roku 2022 po prostu nie wytrwałoby. Obwodnica zaprojektowana zgodnie ze swoją nazwą (i zrealizowana) zaczyna się i kończy w okolicach wschodnich i zachodnich rogatek Karlina, przebiega nad Radwią,  wiaduktem pokonuje tor kolejowy południe-Kołobrzeg, krzyżuje się z drogą 163, przebiega nad Parsętą i kończy na skrzyżowaniu z przedłużeniem ulicy Szczecińskiej. Na skrzyżowaniu z drogą 163, zanim zastosowano ograniczenia i ustawiono radar, zginęło kilka osób. Dziwiłem się, bo widoczność w obu kierunkach jest dobra.

Dziwiłem się tylko do czasu, gdy sam znalazłem się w sytuacji niebezpiecznej. Nie widząc nadjeżdżających, spokojnie wjechałem na skrzyżowanie. Zanim wjechałem na przeciwległy pas 112, od strony Parsęty pojawił się pędzący, płaski samochód sportowy. Aby uniknąć zderzenia, lekko odbił w prawo, zadymił hamulcami i oponami, na 

Karlino Ulica Przyjaźni. 

Karlino Ulica Prusa.

Karlino Ulica Parkowa. 

Karlino Ulica Okrzei. 

Karlino Ulica Ogrodowa. 

Ulica istnieje od niedawna tj. od czasu, gdy teren pomiędzy Parsętą i ulicą Kościuszki podzielono na działki przeznaczone do sprzedaży pod budowę domów prywatnych. Zmiany przy ulicy następują na tyle szybko, że zasadnym jest czekanie, aż sytuacja nieco ustabilizuje się. Ulica wciąż pięknieje :).

Karlino Obwodnica. 

W latach siedemdziesiątych XX wieku ulica Nadbrzeżna należała do grupy najbrzydszych ulic Karlina. Osłonięta rachitycznymi olchami, przez większą część roku pozostawała błotnista i wyboista. W sąsiedztwie dawnej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej istniał basen z wodą i żurawiem, ułatwiającym zatapianie beczek z ogórkami. Dalej, aż w pobliże mostu kolejowego, istniała mizerna uprawa ziemniaków. Prace przeprowadzone w latch 2004 i 2005 zmieniły ów stan radykalnie. Powstał Kompleks Sportowo-Rekreacyjny WODNIK. Chrzest Kompleksu "zaliczył" burmistrz Waldemar Miśko, wrzucony do rzeki Radew przez mieszkańców Karlina. Poradził sobie znakomicie.

Od czasu uroczystego cięcia wstęgi i chrztu, na terenach WODNIKA dzieje się przez okrągły rok na tyle dużo, aby z czystym sumieniem sugerować podróżującym koleją zwracanie uwagi na opisywany fragment Karlina - niezależnie od pory dnia i roku.

Codziennie dostrzec można osoby spacerujące, odpoczywające na ulicznych ławkach i dzieci z opiekunami, korzystające z placu zabaw. Na przedwiośniu, z urządzeń Wodnika, ogniska i wody w Radwi od wielu lat, corocznie korzystają duże grupy morsów. Kąpielom towarzyszą biegowe imprezy na lądzie. Z największym rozmachem przebiegają coroczne obchody nocy świętojańskiej, zwykle z udziałem zespołów lokalnych, popularnych zespołów z zewnątrz oraz ekip z zagranicznych miast zaprzyjaźnionych. Obchody trwają od rana - konkurs siatkówki, spływ kajakowy, występy zespołów estradowych, próby przejazdu rowerem przez kładkę na Radwi, w nocy wianki na rzece, fajerwerki i nocna zabawa pod chmurką. To zaledwie elementy tradycyjne. Towarzyszą im nowości, w każdym roku inne. Więcej na niniejszej stronie, pod adresem https://fv-dokument.pl/imprezy-powtarzalne przyciski MSK Radew-Parsęta / Morsy / Noc Świętojańska /. W lato aktywnie dołącza kąpielisko i kajakarze.

 

Karlino Ulica Niepodległości. 

 Karlino Ulica Krasickiego.

Karlino Ulica Moniuszki.

Ulica Kościuszki zaczyna swój bieg u zbiegu dwóch innych - ulicy Wojska Polskiego i Traugutta.  Przebiega obok centrum imprez sportowych i publicznych HOMANIT-ARENA, miejskiego stadionu, warsztatów terapii zajęciowej (uprzednio przedszkole Kombinatu PGR), osiedla mieszkaniowego tegoż Kombinatu, osiedla domów jednorodzinnych. Są to obiekty usytuowane po jej stronie lewej. Po prawej przebiega obok domów jednorodzinnych, starej hali sportowej, wylęgarni drobiu, kilku prywatnych domów i sklepów, ładnie utrzymanej Wioski Dziecięcej SOS, skyparku i pracowniczych ogrodów działkowych. Przedłużeniem ulicy asfaltowej, przejezdną drogą biegnącą skrajem lasu i łąk oraz rozlewisk nad Parsętą, dojechać można do leśniczówki i starorzecza nazywanego lokalnie kanałem bacutilskim. Ścieżką przedłużającą drogę przejezdną dotrzeć można do mostu nad Parsętą, ale tylko po nieco skomplikowanym pokonaniu bagienka, przez które dopływają m.in. ścieki z niegdysiejszego, rozsiewającego obrzydliwą woń przedsiębiorstwa Bacutil. (Woń dawno wykasowano!).

Karlino Ulica Krótka. 

Karlino Ulica Kościuszki.

Karlino Ulica Koszalińska.

Karlino Ulica Konopnickiej. 

Karlino Ulica Kołobrzeska.

Karlino Ulica Jedności.

Karlino Ulica Jaworskiej. 

Karlino Ulica Dworcowa. 

Karlino Ulica Chrobrego. 

4 Marca

Żwirki

Wyzwolenia

Wolności

Wojska Polskiego

Wigury

Waryńskiego

Walki Młodych

Traugutta

Szymanowskiego

Szczecińska

Stroma

Przyjaźni

Spichrzowa

Słoneczna

Spacerowa

Sawickiej

Pełki

Prusa

Parkowa

Okrzei

Ogrodowa

Obwodnica

Niepodległości

Nadbrzeżna

Moniuszki

Krótka

Kościuszki

Koszalińska

Konopnickiej

Kołobrzeska

Jedności

Jaworskiej

Dworcowa

Chrobrego

Bogusława/Bolesława X

Brzóski

Białogardzka

Plac Jana Pawła II

Urzędy i Dawny Sąd Królewski

Place-Ulice

Skatepark.  

Ulica Szczecińska łączy zachodni narożnik Placu JP II z obwodnicą, pełniącą funkcję drogi E28 przed uruchomieniem drogi ekspresowej S6. Obecnie obwodnica stanowi fragment drogi 112, w nawigacji Garmin określanej jako droga 6.

W połowie w/w. łącznika, odbiegająca w kierunku północno-zachodnim droga lokalna stanowi fragment alternatywnego dojazdu do Kołobrzegu. W Gościnie łączy się z drogą 162, w Ząbrowie z drogą 102. Chętnie z owych dróg korzystam przy dojazdach do miejscowości nadmorskich położonych po zachodniej stronie Kołobrzegu. Zapewniają przyjemniejszą i bezpieczniejszą jazdę od fatalnie sfałdowanych poboczy drogi 163. Szczecińska, w połączeniu z głównym placem miasteczka i ulicą Koszalińską, do czasu uruchomienia obwodnicy przenosiła na swoim odcinku cały ruch kołowy Wschód-Zachód. Obwodnica umożliwiła zamknięcie jej na czas kapitalnego remontu mostu nad Parsętą (Szczecińskiego - dokumentacja foto pod adresem, przycisk "Most Szczeciński").

Zmiany na Szczecińskiej następowały bardzo często. W roku 2022, z budynku, w którym na piętrze mieściły się biura GS a na dole ich sklep wielobranżowy, głównie z żelastwem, korzystają medycy. Istnieje w nim także punkt pobrań materiałów do badań laboratoryjnych (nigdy dotychczas z niego nie korzystaliśmy - powody różne).

W budynku Karlińskiego Ośrodka Kultury, przeniesionego do obiektów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych, po przystosowaniu funkcjonuje pralnia prowadzona i zatrudniająca wyłącznie osoby niepełnosprawne.

Prywatny warsztat przezwajania i naprawy silników nie działa od zgonu jego właściciela. Siedzibę i tereny PGR nad Parsętą sprzedano osobie prywatnej wraz z dawnym spichlerzem. Plan zagospodarowania widziałem. Piękny. Realizacji na razie brak.

W lato, przy stanach średnich i niskich, fragment Radwi poniżej progu oraz nabrzeżne łąki wykorzystywane były często jako bezpieczne kąpielisko miejscowej dzieciarni i dorosłych opiekunów. Od czasu uruchomienia kąpieliska strzeżonego przy moście kolejowym (w kompleksie pn. Wodnik) zainteresowanie dzikim kąpieliskiem przy moście drogowym znacząco osłabło. Atrakcję ekstra stanowią grupy kajakarzy pokonujących próg w ramach przenoski, bądź spektakularnych spływań przepławką.

Od lat najdawniejszych na placu krzyżowały się główne szlaki handlowe. Obecnie bardziej pasuje do nich określenie - szlaki transportowe. Jednostki handlowe nadal wypełniają dużą część ruchu drogowego a ruch z każdym rokiem narastał nasilając zagrożenia dla budynków przy trasie i mieszkańców. 

Dawny Szlak Solny północ-południe to obecna droga nr 163 z wjazdem ulicą Kołobrzeską i Koszalińską oraz wyjazdem - Białogardzką. Szlak wschód-zachód, łączący Trójmiasto ze Szczecinem to uprzednio droga 112 i E28. Skutki narastającego ruchu znacząco złagodziła obwodnica Karlina. Dalsze odciążenie zapewniło oddanie do użytku drogi ekspresowej S6, której przypisano także funkcję E28.

Ulica Białogardzka łączy południowy narożnik Placu JP II z obwodnicą. Przebiega nad rzeką Radew, wzdłuż której przebiega granica rozdzielająca gminy Karlino i Białogard. Pod i poniżej mostu betonowy próg z przepławką rozdziela wodę rzeki. kierując jej część do młyna wodnego przy ulicy Szczecińskiej i jazu piętrzącego przy odpływie do Parsęty, przy moście szczecińskim.

W zimie w obrębie progu dzielącego wodę tworzą się duże, wymyślne zlodowacenia. W różnych porach roku i z różnych powodów poziom wód w rzekach Parsęta i Radew rośnie tak dalece, że na 3/4 obrzeży Karlina tworzą się jednolite, ogromne rozlewiska. Kilkakrotnie opływaliśmy je pontonami. To duża frajda. Pontonami docieramy do miejsc niedostępnych w normalnym czasie, przy średnich i niskich stanach wody. 

Karlino Ulica Szczecińska. 

Karlino Ulica Księdza Brzóski. 

Karlino Ulica Bogusława/Bolesława X. 

Karlino Ulica Białogardzka. 

Od wczesnych lat siedemdziesiątych do przełomu 2021/22 zabudowa placu uległa zmianom niewielkim. Kompleksowe zmiany modernizacyjne, w najwyższym stopniu objęły ratusz, kościół, nawierzchnie oraz parterowe lokale handlowe i usługowe. Dzierżawcy, a później właściciele lokali parterowych, zmieniali się dość często. Zmianom towarzyszyła zwykle zmiana przeznaczenia i ...witryn. Z narożnych pomieszczeń placu i ulicy Koszalińskiej trwale wyprowadziła się "Na Skarpę" GS-owska restauracja, z narożnika placu i ulicy Konopnickiej - Policja i apteka, z zachodniej ściany placu - księgarnia i sklep wędkarski, w którym zawsze dostępne bywały najświeższe wiadomości znad Parsęty i Radwi. Zdjęcia z roku 2021 pochodzą z 11 grudnia tj. z dnia (i wieczoru), w którym dokonano otwarcia nowego parku "Na Wyspie", "Za Kanałem", "Przy Młynie" - czy i która z przykładowych nazw utrwali się - pożyjemy, zobaczymy. 

Aktualny wykaz, łącznie z ulicami intensywnie rozbudowywanego w roku 2023 osiedla przy ulicy Kołobrzeskiej zawiera https://mapa.livecity.pl/ulice/Karlino,0949968,1

Karlino Plac Jana Pawła II.

Urząd Miasta i Gminy - Ratusz.

Ochotnicza Straż Pożarna.

Urzędy /Instytucje - Relacje.

Place-Ulice Karlina - Relacje.

kłopotów odwiedzanej rodzinie), wyruszyliśmy na kilkudniowy objazd. Po kilkunastoletniej przerwie, wszędzie napotykaliśmy ogromne, w większości pozytywne zmiany. Fragmenty dojazdu oraz pobytu w Hajnówce udostępniłem pod linkiem. Więcej, w tym opisy pod przyciskiem "Hajnówka".

Podczas pobytu w Hajnówce skontaktowałem się z siostrą. Uzgodniliśmy krótkie jej odwiedziny, domu jej córki (obie oddzielnie mieszkają w Lublinie) oraz Kraśnika i tamtejszego cmentarza, na którym spoczywa jej mąż.  Czy zdążę opracować relację - nie wiem.

Opis okresu nauki w kraśnickiej szkole średniej dostępny jest pod przyciskiem "Kraśnik".

Stwierdzenie "wszędzie napotykaliśmy ogromne zmiany" w lwiej części dotyczy Kraśnika. Niegdyś istniał Kraśnik, Kraśnik Fabryczny a jeszcze wcześniej Dąbrowa Bór. Teraz to jedna aglomeracja o nazwie Kraśnik. Koszary w których rozpoczynałem drugi etap nauki, od dawna nie istnieją, powstał rozległy zalew ze stanowiskami rekreacyjnymi i wędkarskimi. W dawnym Fabrycznym rozrósł się - jak wszędzie - cmentarz. Po uporządkowaniu grobu powróciliśmy do Lublina, z krótkim postojem przy Zalewie. Wędkarza, który był na hajnowskim weselu Kazi i Ziutka nie rozpoznałem!

łukiem ominęliśmy Wałbrzych. Oględziny i zwiedzanie Zamku rozpoczęliśmy od tarasu widokowego. W jeździe powrotnej, po krótkim postoju i zwiedzeniu skromnej Palmiarni, przejechaliśmy przez Wałbrzych obok Hotelu SUDETY, w którym nocowałem kilkakrotnie w okresie aktywności zawodowej. Z licznych publikacji internetowych wynika, że Hotel pozostaje zamknięty od 2004 roku. Prywatny nabywca zobowiązany wg polskiego prawa do płacenia podatków jak za obiekt czynny, po odmowie przyznania dotacji unijnej sądzi się w coraz wyższych instancjach. Obiektu nie likwiduje, nie sprzedaje, a należności podatkowe rosną... 

W autokarowej wycieczce do Zamku Książ uczestniczyli kuracjusze z sanatoriów Polanicy i Dusznik-Zdroju. 

W terenie niezabudowanym i zimowej scenerii trasa dość atrakcyjna, gorzej na terenach zabudowanych skromnie i chaotycznie.

Drogą międzynarodową E67 przejeżdżaliśmy pod słynnym wiaduktem kolejowym w Lewinie Kłodzkim, znanym także z pobytu Violetty Villas (Czesława Cieślak). Po przekroczeniu granicy w Kudowie Zdroju (Słone) około 1/3 trasy przejechaliśmy po terenach Czech. W jeździe TAM

Trasy.

Wideo:  Podborsko 3001 /.

Podborsko, to rozległy obszar obejmujący swoją nazwą: maleńką wieś z dużym tartakiem i składem drewna, jezioro chętnie odwiedzane przez mieszkańców okolicznych miejscowości z Białogardem i Karlinem włącznie, grzybiarskie obszary leśne i tajny, niegdyś pilnie strzeżony obiekt PODBORSKO 3001 – dawniej magazyn amunicji/broni atomowej, obecnie Muzeum Zimnej Wojny i Obiekty Zakładu Karnego Dobrowo.

Przez wieś przebiega droga 169, tuż za wsią przecina ją linia kolejowa, od Szczecinka rozchodząca się w kierunkach różnych.

Po roku 1972 tereny Podborska odwiedzałem wielokrotnie.

W tartaku kupowałem otoczaki do montażu solidnej huśtawki.

Jezioro o nazwie własnej Dobrowieckie Wielkie odwiedzałem o różnych porach roku. Także w zimie. Pod lodem zastałem dziwny twór. Na głębokości ok. 1,5 metra utrzymywała się dość zwarta warstwa wodorostów Gdy udawało się pokonać ją podlodówką, błystka opadała swobodnie na głębokość dwukrotnie większą (??). Wyniki wędkarskie słabe – tras zimowych wędrówek okoni ustalić nie zdołałem.

W marcu 1996 zastałem na lodzie śniegową, zręcznie wykonaną rzeźbę porno (??), mocno nadszarpniętą odwilżą (foto wycofane). 

Tereny leśne odwiedzaliśmy wielokrotnie w różnych konfiguracjach rodzinnych i koleżeńskich. Cel – grzyby. „Dowcipni” grzybiarze przez pewien czas twierdzili, że za czasów, gdy Rosjanie w tajnych magazynach przechowywali głowice atomowe, grzyby w nocy lekko świeciły ale zawsze były zdrowe. Teraz co grzyb, to robale.

Obiekt PODBORSKO 3001 poznałem dopiero w dniu 25-09-2017, w ramach wycieczki karlińskich emerytów. Strzępy informacji docierały do mnie wcześniej, ale puszczałem je mimo uszu. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że politycy – ludzie podobno myślący – potrafią powierzyć losy świata wymyślonym przez człowieka maszynom/urządzeniom. Wymyślonym przez człowieka, a więc po prostu od niego głupszym. A jednak... Prace nad sztuczną inteligencją wciąż trwają! Nie trzeba być wizjonerem-pesymistą aby twierdzić, że ludzkość zniknie z chwilą, gdy wymyśli maszynę od człowieka mądrzejszą :(. ???

Podborsko - Relacje.

Podborsko

Trzęsacz - Relacje.

Trzęsacz

Objazd 11-04-2021 był niejako wynikiem internetowego nieporozumienia. Sprawdzając informacje o punktach widokowych w Podczelu i Bagiczu trafiłem na opis i zdjęcia 40-metrowej wieży widokowej. Gdy w przekonaniu, że informacja dotyczy Podczela, pytałem o jej lokalizację przechodniów, wszyscy wzruszali ramionami albo odsyłali mnie na Latarnię Morską w Kołobrzegu.

Po lekturze kilku internetowych stron polecam ciekawostki: 

https://twierdzakolobrzeg.pl/twierdza/bagicz-rogowo-ustronie/286-lotnisko-bagicz-bodenhagen oraz https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_rowerowy_R10. 

O objeździe rowerami szlaku R10, w naszym wieku możemy co najwyżej słodko pomarzyć :(...

Wieżę widokową odnalazłem - w Malechowie... 

PS. Aktualna wersja kreatora, w opisie siatki zdjęć rozciąga je na całą szerokość strony, bez dotychczasowej swobody decydowania o ilości zdjęć w rzędzie - 6 i koniec. Siatki 7-zdjęciowe kopiuję, wklejam, wymieniam zdjęcia...

Video:  Elitarna Grupa Żelazny na ziemi w powietrzu i TVN / Jazda w ulewieTrasa Karlino-Kukinia-Podczele-Bagicz-Podczele II-Kołobrzeg-Karlino /

Podczele na mapach Google opisane jest dwojako. Jedno, duże osiedle, określane jako Podczele, zajmowane było przez niegdyś przez rosyjską  (radziecką!) obsługę lotniska wojskowego w Bagiczu. Drugie, małe, powiązane z ośrodkiem sanatoryjnym i Ekoparkiem Wschodnim Kołobrzeg, określane jest jako Podczele II. Więcej o nim i o Ekoparku pod adresem Ekopark Wschodni.

pani wskazała adres kontaktowy na ulicy Kolejowej, pod którym przyjęto mnie na warunkach przeciętnych dla podobnych sytuacji. Zamieszkałem sam w dużym pokoju, ze staromodnym, eleganckim piecem kaflowym, opalanym - jak cała reszta jednopiętrowego budynku - przez członków rodziny przyjmującej mnie pod swój dach. Dom otoczony był dużym placem nieużytków i maleńkim ogródkiem z pojedynczymi, starymi drzewami.

Do pracy na ulicy Grunwaldzkiej, w pracowni konstrukcyjnej Wojewódzkiego Zjednoczenia Przedsiębiorstw Państwowego Przemysłu Terenowego z przyjemnością odbywałem codzienny 10-minutowy spacer. Z pracy często wracałem ulicą Dworcową. W latach sześćdziesiątych, po lewej stronie ulicy, w niewielkiej odległości od dworca PKP istniał duży sklep garmażeryjny a w nim ...wielkie kule mielonego, świeżego mięsiwa do przyrządzania tatara. Wystarczało dodanie kilku łatwo dostępnych składników i jedzenie było przepyszne. Odruchowo nabieram ochoty na takiego tatara nawet teraz, po 59 latach!

Oprzyrządowanie na potrzeby przedsiębiorstw przemysłu terenowego funkcjonujących w wielu miastach ówczesnego Województwa Koszalińskiego, konstruowaliśmy w długiej sali zastawionej po obu stronach deskami kreślarskimi, wyposażonej tylko w jeden piec kaflowy. Zima 1962/63 była zimą normalną dla tamtych terenów, czyli niezbyt ostrą ale zdarzało się, że przy piecu rozgrzanym niemalże do czerwoności, na końcu sali temperatura spadała do +10 st. C. W takich dniach szef pracowni rzucał na biurko uszankę i swoją składkę, pozostali dokładali swoje i - jak zwykle - po rum do herbaty albo krupnik do grzania musiałem maszerować ja, jako najmłodszy wiekiem i stażem. Gdy przygotowywałem coś pilnego, maszerował nasz kreślarz.

Gdy nastawały pogodne, mroźne dni zdarzało się, że szef wzywał kierownika działu kadr, pokazywał mu wskazania termometru i odsyłał nas do domów. Teraz dziwię się, że nie wydano nam grzejników elektrycznych a wygląda to tak, jakby ich w tamtym okresie jeszcze nie produkowano(??)...

Bodajże z nastaniem przedwiośnia 1963 w przedsiębiorstwach państwowych podjęto nakazane przez rząd prace nad weryfikacją norm pracy. W akcję NTU (normy technicznie uzasadnione), zaangażowano ogromne rzesze technologów, także tych, którzy w opracowaniach bieżących, na podstawie własnej rzetelnej wiedzy i doświadczenia zawsze zakładali warunki optymalne. W WZPPPT Koszalin utworzono w tym celu (i z tego powodu) nową komórkę, na początek 2-osobową - mój nowy szef i ja. Po kilku scentralizowanych szkoleniach ruszyliśmy w teren, aby w kolejnych przedsiębiorstwach organizować i szkolić miejscowych wykonawców. Wspólnie, pod naszym nadzorem nadawaliśmy pracom stosownego biegu i jechaliśmy do następnego miasta. Działania powtarzaliśmy, wracaliśmy aby je skontrolować i ewentualnie skorygować. Wszędzie prace podobne, tyle, że w odniesieniu do różnych rodzajów miejscowej produkcji.

Radykalnie zmienił się charakter mojego zakwaterowania. Wyjeżdżałem zwykle na dwa tygodnie, wracałem na dwa dni aby rozliczyć delegację i uzupełnić finanse na kolejny wyjazd. Gospodarze nieśmiało zapytali, czy w tej sytuacji zgodzę się na dokwaterowania współlokatora. Nic przeciwko temu nie miałem, więc dokwaterowali kelnera, który z pracy powracał bardzo późno. 

Pewnego dnia powrócił jak zwykle, gdy po powrocie z delegacji już spałem. Rano, z bardzo dziwnym samopoczuciem, z trudem dotarłem do pracy. Po rozliczeniu delegacji, pobraniu następnej i powrocie na kwaterę dowiedziałem się, że współlokatora, z oznakami silnego zatrucia czadem przed południem zabrało pogotowie ratunkowe. Ktoś przekombinował z ogrzewaniem piecowym, najprawdopodobniej kelner, ale to tylko przypuszczenia. Kelner po wyjściu ze szpitala kwaterę zmienił, a gospodarze przyjęli nowego współlokatora. Z nowym nie próbowałem nawiązać bliższego kontaktu, traktowałem go z rezerwą, ponieważ za jego sprawą ustały przemiłe kontakty z wychowaną przeze mnie sroką. Przepędził ją pod moją nieobecność, nieświadomie ale skutecznie. Niechęć pozostała.

Sroką zaopiekowałem się, gdy w pobliżu naszego domu, po wypadnięciu z gniazda, głośno domagała się jedzenia. Jadła niemal wszystko i to w sporych ilościach. W roku 1963, na nieużytkach zabudowanych obecnie blokami osiedlowymi, z istniejących tam płytkich zbiorników bardzo chętnie wyjadała ogromne ilości kijanek, tyle tylko, że nie wyłapywała ich sama - musiałem je wyławiać i jej podawać.

Niezależnie od tego czym ją karmiłem, zawsze wygwizdywałem tą samą sekwencję. Później, gdy nauczyła się latać i korzystała z pełnej swobody, przylatywała do otwartego okna zawsze, gdy po powrocie z pracy w "ustalony" sposób gwizdałem. Wyglądało to tak, jakby wiedziała, że mam dla niej smaczny kąsek :).

Gdy naszą komórkę powiększono do czterech osób a prace przy NTU nabrały rozmachu, z dniem 01-10-1963 podjąłem studia na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Szczecińskiej a od 01-03-1964, na wniosek Sławieńskich Zakładów Przemysłu Terenowego w Darłowie, za zgodą Zjednoczenia koszalińskiego, podjąłem w tej firmie pracę na stanowisku głównego technologa.

W skrócie telegraficznym: w JW 4420 podległej pod II Zarząd WP (kontrwywiad) przebywałem w okresie 28.10.1960-13.10.1962. W książeczce wojskowej nr 474966, wydanej 21.05.1960 r przez WKR Tczew, z datą 19.08.1961 r wpisano ukończenie Podoficerskiej Szkoły Łączności mimo, że dwa tygodnie wcześniej wywalono mnie z tej szkoły do plutonu gospodarczego, jako żołnierza który podniósł rękę na swojego wyjątkowo chamskiego dowódcę drużyny. Przy okazji odebrano mi łącznie 21 dni dodatkowych, 3-dniowych urlopów przyznanych wcześniej za bezbłędne wyniki w częstej rywalizacji pomiędzy plutonami polsko oraz anglojęzycznymi. Wyższych dowódców w większości szanuję i rozumiem. Do nich pretensji nie mam, mimo że popełnili gruby błąd zmieniając normalnego dowódcę na pospolitego durnia, któremu wszystko kończyło się na -my (dolinamy, wzgórzamy itd) a umiejętności w łączności radiowej miał dalece niższe od naszych i nikogo z nas ani niczego nauczyć nie potrafił.

Wideo: Szczecin Port z pokładu m/s SEDINA.

Album z dnia 21-07-2020.

2020

2019

Foto: seria z dnia 22-04-2019 poniżej.

Video: Ustka 2019 Port.

Ustkę - konkretnie port, plażę i kilka przymorskich uliczek przelotnie poznałem w roku 1959, podczas kilkudniowego, służbowego pobytu w Słupskich Zakładach Przemysłu Maszynowego Leśnictwa. Przejmowałem stamtąd dokumentację konstrukcyjną i technologiczną przyczep wywrotek, których produkcję na potrzeby ówczesnego leśnictwa zamierzał uruchomić mój pracodawca - Hajnowskie ZPML. /Po uruchomieniu produkcji w Hajnówce, pracowałem przy montażu finalnym - "stawianiu przyczep na osie"/.  Ustkę odwiedziłem ponownie w roku 1963, podczas służbowego pobytu w Słupskich Zakładach Przemysłu Terenowego. Nawiedzałem je jako przedstawiciel Wojewódzkiego Zjednoczenia Przedsiębiorstw Państwowego Przemysłu Terenowego w Koszalinie. Samotnie, później we trójkę, objeżdżaliśmy liczne przedsiębiorstwa terenowe dawnego Województwa Koszalińskiego. Cel - organizowanie i nadzór przebiegu prac związanych z wdrażaniem norm technicznie uzasadnionych (NTU).

Prywatnie odwiedziłem Ustkę dopiero na przełomie lat siedemdziesiątych. Po tym, jak w lokalnych mediach szeroko skomentowano wynik mistrzostw spinningowych, przeniesionych z wielce zaśnieżonego dolnego odcinka Słupi na tereny Słupska. W mieście (!) złowiono wówczas bodajże 48 ryb - wynik rekordowy. Odwiedziłem Słupię, gdy tylko ustąpiły śniegi.

Przy moście, pod którym rzeka przepływa na zachodnią stronę drogi Słupsk-Ustka, trafiłem na wędkarza układającego w bagażniku auta swoje trofeum - przepiękną siódemkę. Taki widok zadziałał jak środek dopingujący. Czym prędzej powędrowałem nad rzekę, na zachodnią stronę drogi.

Zniechęcenie pojawiło się bardzo szybko. Nie znając rzeki, niemalże po każdym rzucie wydobywałem z wody jakiś zaczep - gałązkę lub roślinę oblepioną zwisającym, przezroczystym śluzem. Oczyszczanie kotwiczki z takiego obrzydlistwa było ponad moje siły. Przewędrowałem na stronę wschodnią, z wodą płytką przy moim brzegu i znacznie oddalonym nurtem głównym. Z półtoragodzinnej wędrówki w górę rzeki powróciłem wprawdzie z rybą, ale niespełna trzykilogramową.

Ustka - Relacje.

świnoujski i dotarciu do ścieżki spacerowo-edukacyjnej. Mogą być z tym problemy - nie mam pojęcia, co dzieje się z promami po uruchomieniu tunelu pod Świną.

Na brzegu po stronie Świnoujścia wędkowałem tylko raz. Brały tylko nieduże leszcze i krąpie a z wyborem miejsca należy uważać - przepływające statki tworzą falę chętnie zmywającą sprzęt osoby siedzącej zbyt nisko. Leszcze oddawałem wodzie - zabieram, gdy ważą co najmniej 2,5 kilograma.

Wideo: Baza U-Bootów /Trasa Karlino-Świnoujście-Karsibór-Karlino.

Karsibór ciekawił mnie od zawsze. Wciąż umożliwia ciekawe ujęcia foto-wideo. Bazę U-Bootów z wędkarzami, czaplą, kursującymi promami i płynącymi Świną statkami z dostawami do Szczecina. Po przejeździe ostatnim nadal pozostałem zielony. Próbując dojechać do główek na Zalewie Szczecińskim, dojechałem tylko do grupy osób na dzikim kąpielisku Zacisza, z którego główki były widoczne, ale bardzo daleko. Spróbuję ponownie po przepłynięciu promem na brzeg 

Karsibór - Relacje.

Karsibór

Kraśnik i Lublin. Rada wzajemnie wspierającej się rodziny zdecydowała,, że kolejny etap edukacji, w latach 1954-58, zrealizuję w Kraśniku Lubelskim (więcej po przekierowaniu). Podczas nauki zorganizowano nam wyjazd do Lublina. Nic z niego nie pamiętam - prawdopodobnie, na bardzo krótko, miałem wielce pasjonującą powieść (?). Nadrobiliśmy to (tym razem we dwójkę!) dopiero w roku 2016, podczas odwiedzin siostry, która po śmierci dwóch mężów, licznych podróżach krajowych i zagranicznych, wylądowała ostatecznie w Lublinie pod opieką córki i jej rodziny.

Niemalże bezpośrednio po ukończeniu nauki w Kraśniku, podjąłem pracę w "Hajmaklesie"- nazwa gwarowa od skrótu Hajnowskich Zakładów Przemysłu Maszynowego Leśnictwa. Z "Hajmechlesu" (skrót telegraficzny), kilkanaście dni przebywałem w Słupsku, określanym wówczas jako "Mały Paryż".

Z powodów opisanych na stronie, poniosło mnie do Gniewa i Tczewa w woj. Pomorskim (opis w przekierowaniu).

Wałcz. Uznałem przed laty, że dojazd i pobyt w Wałczu pozostanie do odrębnego Opisu. Z ważnych powodów.

Karlino. W Karlinie mieszkamy ponad 52 lata. To spory kawał czasu na poznanie województwa i ...Polski. Przez ponad 12 lat pracowałem w POM w tym około 2 lat za trzech członków dyrekcji, później prywata na własny rachunek, renta i emerytura. Obecnie, w roku 2024, tylko mizerna emerytura.

Karlino należy do powiatu białogardzkiego stąd liczne wizyty w urzędach, sklepach i - niestety - w szpitalu Białogard.

W trakcie działalności na własny rachunek pokonywałem około 6000 km miesięcznie rozworząc produkty własne do odbiorców stałych i potencjalnych. Niejako przy okazji poznawałem szereg miejscowości. Jeżeli dodam do tego jazdy o charakterze  turystycznym, wędkarskim i zdrowotnym, uzbiera się całkiem pokaźny wianuszek. Miejscowości, Trasy i Akweny wymieniam w Skorowidzu.

Wideo: DW203/2019 Darłowo-Ustka p Jarosławiec / Darłówko W-Jarosławiec 2024.

W roku 2019 celem głównym była Ustka. Konkretnie - jej uchylna kładka na kanale portowym. Stąd brak wolnych stanowisk dla osób niepełnosprawnych w Jarosławcu i brak wiedzy o ich rozlokowaniu sprawił, że przez Jarosławiec przejechaliśmy bez próby zwiedzania. Nadrobiliśmy to w roku 2024, ale z kłopotami. Dojechaliśmy drogą okrężną, tą, którą uprzednio z Jarosławca wyjeżdżaliśmy. Droga do Ustki nadal pozostaje w remoncie zaawansowanym na tyle, że skrótu do Jarosławca nawet nie zauważyliśmy. Nim wracaliśmy.

W Jarosławcu naszym celem głównym była Plaża Dubaj. Sprawdziliśmy, co uzasadniało nazwę. Wspólnym jest tylko sztuczny ląd.

Wśród nadmorsko zatłoczonych uliczek trafiliśmy na XVIII Prezentację Kapel Ludowych a wędrujące ulicami Kapele sprawiały dużą frajdę.

W drodze powrotnej skorzystaliśmy z rady naszej młodzieży. Aby nie kluczyć drogą 203, z Darłowa pojechaliśmy do S6 w okolicach Karwic. Błąd. S6 nadal w budowie, z częstymi ograniczeniami szybkości do 40-70 km/godzinę.

Wolin.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Włocławek - Relacje.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Wicewo.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Warszawa.

Materiałów foto-wideo brak. Służba zasadnicza, przynajmniej ta, która mnie dotyczyła bezpośrednio, pozostawiała niewiele czasu na tego rodzaju zajęcia a nawet gdyby, to skromne zasoby finansowe oddalały chęć zakupu stosownego wyposażenia na czasy bardzo odległe. Działo się tak wiele i tak szybko, wydarzenia były tak różnorodne, że jedyną właściwą drogą ich udostępnienia pozostaje solidne, książkowe ich opisanie. Tak czasochłonne zadanie również odkładałem na później. Teraz obawiam się, że już nie zdążę. Szkoda...

Wałcz.

Wideo: Ustronie Morskie 2011 - Bałtyk w koronkach / Ustronie Morskie 2020 /

Ustronie Morskie zajmuje wśród odwiedzanych przez nas miejscowości nadmorskich jedno z czołowych miejsc. Powód jest oczywisty. Do Ustronia mamy najbliżej :). Lubimy tam zajrzeć przede wszystkim przed sezonem urlopowym, gdy ulicami chadzać można spokojnie. Ale nie tylko. Do roku 2020 mieliśmy na dojazdy aż 48 lat!

Aktywność w zwiedzaniu atrakcyjnych okolic i miejscowości znacząco rozkręciliśmy dopiero po roku 1978, po uzyskaniu prawa jazdy i zakupie fiacika 600 w kolorze wiosennego groszku. Maluch śmigał na trasie z szybkością 115 km/godz. nawet ze zwiniętym ciężkim wojskowym pontonem na dachu. Wyglądał jak piętrus - i śmiesznie i żałośnie, często mu nawet współczułem. Ale spisywał się dzielnie, nawet przez długie lata po sprzedaży i przemalowaniu.

Właśnie tym maluchem poniosło nas kiedyś z Ustronia do latarni w Gąskach. Wyczytałem z mapy, że droga o bliżej nie określonym statusie przebiega nad uchodzącą do morza rzeką Czerwona. Takie, nawet niepozorne rzeczki często bywają atrakcyjnymi tarliskami ryb przybrzeżnych - musiałem to sprawdzić. Niestety, rzeczka wyglądała niepozornie a podczas przejazdu nie spotkałem nikogo, kto wyglądałby na obeznanego z tematem. Kiedy o tym wspominam, nabieram chęci aby po upływie półwiecza rekonesans powtórzyć, ale takich zachcianek, odkładanych na później, miewam mnóstwo. Ale rzeczka, w porównaniu z tym, co było dalej to tzw. małe piwo. Horror rozpoczął się po wjeździe na "drogę" w pobliżu plaży. Po czterdziestu latach pamiętam przede wszystkim nadmorski piasek i ogromne w nim głazy. Jak dojechaliśmy do latarni, pojęcia nie mam. Prawdopodobnie wydarzenia, jako zbyt przykre, odruchowo w pamięci wykasowałem. W roku 2020 na mapie istnieje zdjęcie i zapis "Droga Rowerowa". Oczywiście asfaltowa, z zadbanymi poboczami.

Podczas każdych odwiedzin tradycyjnie rejestruję przede wszystkim (ale nie tylko) trwałe zmiany. Na trasie i w miejscowości docelowej. W wyżej sygnalizowanym zapisie z roku 2020 są to: - wycięty podmokły lasek graniczący od strony Karlina z Homanitem; nowa nawierzchnia asfaltowa w Dygowie; nadal wredny przejazd przez tory w Dygowie; powalone słupki drogowe na zakręcie w Kukini (?); skrzyżowanie z trasą S6; budowa długiego dwupiętrowego budynku tuż za ogrodzeniem Holiday Park & Resort; mnóstwo nowych straganów i sklepików wzdłuż deptaku; rodzina dzików na ulicy...

W roku 2019 utrwaliłem fragmenty zabudowy wysokiego brzegu. Budynki nowoczesne, nawet 4-piętrowe usytuowano z nadmierną (?) wiarą w aktualne umocnienia skarpy. Oby nie powtórzyła się historia kościółka w Trzęsaczu.

Materiały z lat wcześniejszych uzupełnię po ich odzyskaniu z uszkodzonego dysku.

Ustronie Morskie.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Uraz - Relacje.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Unieście - Relacje.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Turów - Relacje.

Poszukiwania wcześniejszych materiałów trwają. Uzupełnię je po odnalezieniu wśród materiałów odzyskanych z uszkodzonego dysku.

Jedną z rozrywko-leczniczych ofert w turnusie był wyjazd do Planetarium w Toruniu. Zapisaliśmy się przede wszystkim po to, by porównać samo Planetarium i jego program z poznanym wcześniej, ale prawie 40 lat temu, Planetarium w Chorzowie. Seans w Planetarium poprzedził długi spacer po Starym Mieście. Plon powyżej...

Świnoujście - Relacje.

Szymbark - Relacje.

Wideo: Szwajcaria Połczyńska 2011  /  Szwajcaria Połczyńska w Październiku 2013  /  Uwaga - Kleszcze  /  Jezioro Prosino  /  Szwajcaria Połczyńska 2020  /  Połczyn Zdrój 2020  /.

Szwajcarię Połczyńską odwiedzaliśmy przy wielu bardzo różnych okazjach, w różnych porach roku. Najpiękniej bywa jesienią, ale nie znaczy to wcale, że nie jest interesująco w porach pozostałych. Zimą próbowałem wędkować spod lodu na jeziorze Krąg. Do tafli nie dotarłem. W wysokich trawach kruszył się lód, pokazała się woda. Wystarczająco zniechęciła mnie do obchodzenia jeziorka i ponawiania próby od strony brzegu twardego. Wiosną, na jeziorze Prosino rejestrowaliśmy zachowania ptaków walczących o miejsca gniazdowania na małych, niezbyt odległych wysepkach.  To właśnie wtedy na naszym rozgrzanym kocu pojawiły się kleszcze.

Latem tamtędy albo przez Silnowo, Barwice i Połczyn wracaliśmy z wędkowania na jeziorach Brody, Strzeszyn, Kocie, Pile i Zalewach Nadarzyckich. Na słynnych "szwajcarskich" zakrętach zdarzyło się w nocy, że za kolejnym drogę w poprzek przekraczała łania z córcią. Małej na asfalcie rozjechały się nogi - klapnęła na środku jezdni. Aby umniejszyć jej stres, na chwilę wyłączyłem światła - na szczęście nikt z obu stron nie nadjeżdżał...

Szwajcaria Połczyńska - Relacje.

Szczecinek jest atrakcyjnym, ponad 40-tysięcznym miastem zachodniopomorskim, pięknie wkomponowanym pomiędzy kilka jezior. Miasto ma własny styl, przemysł i kulturę. Bywam w nim od lat sześćdziesiątych - najwcześniej jako dawny mieszkaniec Barwic.

Ze szczecineckimi SM krótko handlowałem po podjęciu pracy na własny rachunek a przez miasto przejeżdżałem w swoich ówczesnych, licznych podróżach.

Bywało, że dla zaspokojenia wędkarskiej ciekawości krótko sprawdzałem  jezioro Trzesiecko (podobnie, jak wszystkie inne po drodze). Korzystając z lokalnej drogi w Trzesiece, poprzez liczne wertepy objeżdżałem jezioro do brzegu południowego. Jak zwykle, ze spinningiem. Brały tylko okonie.

Kiedyś dotarła do mnie wiadomość, że na terenach tamtejszego OSiR odbywają się coroczne zjazdy i zawody baloniarzy.

Szczecinek odwiedziłem w latach 2016 i 2017. To rzeczywiście wielce widowiskowe imprezy, ale szybko zniechęciły mnie zachowania bardzo licznej publiczności. W obawie o sprzęt (i zdrowie własne) - zrezygnowałem. Materiały i opisy - pod adresem.

Szczecinek - Relacje.

W Szczecinie bywałem wielokrotnie, zawsze w konkretnym celu i zwykle ...w pośpiechu. Zdarzało się, że czas wolny, wygospodarowany po załatwieniu spraw w Szczecinie, spędzałem nad wodą w Kamieniu Pomorskim. Oczywiście z wędką, ale o tym więcej pod przyciskiem KAMIEŃ POMORSKI.

Okazję do wyjazdu wyłącznie rekreacyjnego stworzyły bardzo krótkie odwiedziny wnuczki. Przyleciała z WB na dwa tygodnie ale podzielone na dwu-trzydniowe odwiedziny kilku rodzin w Polsce. Uprzednio kilka dni spędziliśmy w Karpaczu, tym razem pozostaliśmy przy lokalnych wyjazdach kilkugodzinnych + wreszcie od dawna planowany Szczecin - Biała Flota.

W poszukiwaniu wypoczynku w odosobnieniu objechaliśmy leśne jeziora zakładając, że w upalny dzień zmotoryzowani Polacy stłoczą się na plaży nadmorskiej. Nad daleko w lesie skrytymi jeziorami zastaliśmy dziesiątki aut i setki osób myślących podobnie (!). Z kąpieli w jeziorze udało się nam skorzystać dopiero w Dargocicach, ale pewnie tylko dlatego, że pogoda w tamtym dniu była mało przyjazna.

Internetowe rozpoznanie rejsów szczecińskiej Białej Floty okazało się mało zachęcające. Podobnie z pogodą, ale nie mieliśmy innej sprzyjającej okazji.

Z uwagi na ograniczenia sanitarne (i pogodę ?) statki odbywały tylko rejsy jednogodzinne. Tylko w obrębie Portu. Obok zadowolenia pozostał niedosyt i mocne postanowienie skorzystania z rejsu co najmniej dwukrotnie dłuższego, obejmującego także jezioro Dąbie i rzekę Święta. Taki rejs dokładnie trafia w moje zainteresowania stąd (?) uważam, że jest to jedna z ważniejszych atrakcji Szczecina. Gorąco polecam.

Szczecin - Relacje.

Strzeszyn, to niewielka wieś o dużych aspiracjach, pięknie usytuowana pomiędzy dwoma jeziorami, połączonymi krótkim odcinkiem rzeki Piławy. Wieś odżyła w drugim dziesięcioleciu bieżącego wieku, gdy ziemie i obiekty przeszły w ręce prywatne.

Wcześniej bywało tu sennie i ubogo, ale nie brakowało terenów do grzybobrania ani miejsc do wędkowania. Więcej opisów zawierają opowiadania o tamtejszych jeziorach Brody, Kocie i Strzeszyn. Nadal w mojej pamięci tkwią opowiadania przedwojennego mieszkańca Międzylesia - tego, po drugiej stronie jeziora Strzeszyn.

Temat Strzeszyna traktuję jako świetny przykład polskiego bałaganu prawnego.

Nasłuchałem się odwiecznych pretensji wędkarzy i właścicieli terenów przyległych do rzek i jezior. To dwa przeciwstawne obozy. Niby są stosowne przepisy, ale na tyle mętne, że nikt ich nie egzekwuje, a sprzedaż terenów przyległych do rzek i jezior trwa. Na dziko (?).

Strzeszyn - Relacje.

Niegdyś, mniej-więcej w środku linii łączącej zaznaczenia na mapie, stała drewniana wieża widokowa Spyczyna Góra. Wykonałem z niej wiele zdjęć i nagrań okolicy z jezorem Drawskim włącznie. Odwiedzaliśmy ją także z Pawłem i jego żoną. Na mapach zdarza się napis, że jest zamnięta na stałe. Dlaczego - nie wiem. Tu niegdyś rozpoczynał się pieszy szlak turystyczny do Rezerwatu Prosino.

Strzekęcino - Relacje.

Wideo - Strzekęcino 2010  /  Dumny jak paw

Majątek z Bursztynowym Pałacem, pawiami, stawem i budynkami gospodarczymi, to piękny, atrakcyjnie urządzony, stale zadbany kompleks. Odwiedzaliśmy go wielokrotnie, w różnych porach roku, ze sprzętem foto-wideo i bez.

Za stawem, na uboczu, funkcjonowała niegdyś otoczona atrakcyjną zielenią z oczkami wodnymi, gościnna restauracja. Można do niej trafić podczas spaceru dookoła stawu. Latem i jesienią, w końcowym fragmencie spaceru, cieszyły oczy oblepione owocami drzewa. Bardzo jestem ciekaw, co zmieniło się od wiosny roku 2014 - ostatniego naszego pobytu. Mam nadzieję, że wszystko jedynie wypiękniało...

Spyczyna Góra.

Sopot jest środkowym elementem nadmorskiego, dużego Trójmiasta. Łączy Gdynię i Gdańsk. W roku 2015 Święta Bożego Narodzenia spędzaliśmy właśnie w Gdańsku. Miałem bardzo dużo czasu na spacery i objazdy śrokami komunikacji miejskiej. Oczywiście z kamerą i aparatem. Niestety - zdjęcia i nagrania straciłem. Krótki fragment kontrolnego przejazdu przez Sopot pociągiem Biebrza, zachował się, ale pochodzi z roku 2022! Wiedzę o tak okrężnym pociągu pozyskałem w Chełmnie, podczas stypy po pożegnaniu Henia Hermanowicza, pseudo "Szczygieł". Pociągiem tym przyjechał Z Hajnówki do Gdyni przyrodni brat Henia, Edward Zagubiniak. To ten sam wielgaśny men, który zamieszczał w internecie świetne materiały z podróży po Stanach, który podczs stypy uznał, że spora nitka makaronu ze stypowego rosołku, która przykleiła się do mojego krawata, jest nietypową jego ozdobą.

Sopot - Relacje.

Fragmenty wideo - Sławomierz 2011.

Łącznikiem pomiędzy drogą 163 i trasą Tychowo-Połczyn Zdrój, poprzez Osówko-Sławomierz-Wicewo-Trzebiec jeździłem wielokrotnie. Zwykle celem głównym była Parsęta i wędkowanie, później Zapora. Bywało, że parkowałem przy samotnym gospodarstwie przed Wicewem, ale tylko do czasu, gdy drogę dojazdową zamknięto z ostrzeżeniem o złym stanie drogowego mostka.

Sławomierz wprowadziłem do niniejszych materiałów ze względu na wielkość uprawy szparagów. Tak rozległą widziałem po raz pierwszy.

Sławomierz - Relacje.

Wideo: Przedwiośnie 2016 / Sarbinowo-Chłopy 2019 /.

Sarbinowo od niedawna ma nową, soldną promenadę. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Sztormowa woda przestała przelewać się przez ulicę najniżej położonych miejsc. 

Autorzy licznych prezentacji na YT różnie określają długość promenady– od 1 do 2,5 kilometra :)!!

Polecam prezentacje wykonawcy, spółki AARSLEFF:

https://youtu.be/6KtzQckjOHA - budowa

https://www.youtube.com/watch?v=YwzJkb6Mn_0 – po zakończeniu.

Film p.t. Sarbinowo-Chłopy nosi tytuł podwójny. ponieważ trudno jest sprecyzować gdzie naprawdę leży Cicha Polana, na której wczasowali opolanie - Kamila z synami + zaprzyjaźnione małżeństwo. Obie miejscowości połączone są uliczką-ścieżką a granicę Chłopów wytycza stojąca przy niej, mocno upstrzona tablica..

Sarbinowo - Relacje.

Wideo - Parsęta Odłów Tarlaków / Parsęta Przepławka w Rościnie Monitoring 2008 / Modernizacja Elektrowni Rościno 2013 2015 / Parsęta Modernizacja Przepławki w Rościnie w zapisie foto / Parsęta Rościno 22 10 2014 / Z przepławki w Rościnie / Parsęta Ochrona Przepławki w Rościnie / Parsęta 2016 Elektrownia Rościno cd / Październikowy Spływ Parsętą /.

Wieś Rościno ma złą sławę. "Zawdzięcza" ją bliskości Parsęty i wszystkiemu co działo się i nadal dzieje w jej obrębie na rzece.

W większości przypadków, gdy parkowałem przy MEW, zastawałem sytuacje i osoby, których zachowania nigdy nie powinny mieć miejsca. Kłusownicy, "wędkarze" łamiący 50-metrowy zakaz, sznury z sieciami w miejscach, gdzie zbierają się ławice przed pokonaniem przepławki - to tamtejsza normalka.

Sytuacja uległa znaczącej poprawie, gdy po PZW nadzór nad dorzeczem Parsęty przejął Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty z siedzibą w Karlinie. W internecie prezentowane są wspólne akcje Straży, Policji i Wojska, z przepławki prezentowane są tarłowe przejścia wspaniałych ryb, ale niedosyt pozostaje. Można (i trzeba!) zrobić więcej.

Splendor Rościna cierpi także na sąsidztwie zza rzeki. Mdlący odór z Fabryki Mączki rybnej w Nasutowie (nie wiem czy istnieje w roku 2024) potrafi zniechęcić do przebywania po stronie Rościna przy wiatrach zachodnich. Miałem okazję przekonać sie o tym dwukrotnie (patrz m.in. wyżej - Październikowy Spływ Parsętą).

Rosnowo - Relacje.

Rościno - Relacje.

normalnym domowym tempie przyniosła ją żona - już nie żył. Pobyt w Rogowie przerwaliśmy. Do Hajnówki dojechaliśmy dwoma samochodami, bez przerw na odpoczynek.

Wideo - Jezioro Resko Przymorskie / Bałtyk w Rogowie.

Z możliwości wypoczynkowych Rogowa korzystaliśmy wielokrotnie. Samodzielnie, z rodziną z Hajnówki, Lubska i Opola. W budynku ustawionym równolegle do drogi przejazdowej, ale za budynkiem głównym z recepcją i stołówką, po stronie jeziora z rozległym, drewnianym pomostem.

Za drogą, po stronie morza stały budynki wczasowe, kino i barek. Nieco dalej. po stronie Dźwirzyna stały budynki wyglądające na koszarowe, jeszcze dalej sprzęt wojskowy i urządzenia ziemne.

Na wyjeździe z WOW, po stronie Mrzeżyna, za wysoką wydmą malowniczo posadowiono miłe dla oka domki rodzinne z małymi ogródkami. Po obu stronach WOW stali wartownicy. Nieznajomych wpuszczali tylko po okazaniu specjalnej przepustki. Obok swobody porzuszania się po terenie  WOW, jeziorze i plaży, korzystania ze stółowki oraz 2-osobowego pokoju w budynku obsługi, miałem takową jako dostawca wyrobów produkcji własnej. Do chwili likwidacji garnizonu. Później, gdy zaoferowano nam wieloosobowy pokój w opustoszałym budynku uznanym za koszarowy - zrezygnowałem. Byłem tam ostatni raz, w roku 2001, na plażowaniu dojazdowym, z rodziną z Opola.

W mojej pamięci, na zawsze, pozostał przykry incydent. Za zgodą żon, z bratem-komandosem urwliśmy się na dwa dni z Rogowa na jeziora. Po noclegu nad Kocim, opłynęliśmy Strzeszn, Brody, Lubicko Małe i Wielkie. Podczas powrotu zajrzeliśmy do Karlina, sprawdzić, jak Babcia Halina radzi sobie z synami. Babcia przekazała nam szokującą wiadomość z Hajnówki - zmarł nasz najstarszy brat Roman. W Hajnówce dowiedzieliśmy się, że w upalny dzień zmęczony powrócił z wędkowania. Poprosił o szklankę zimnej wody. W 

Rogowo - Relacje.

Rewal, to kolejna miejscowość zatłoczona w sezonie wakacyjnym. (Normalne!) Po sezonie senna, jak wiele innych miejscowści nadmorskich. 

Mnie od zawsze niepokoi widok - wprawdzie na horyzoncie - dużych statków usługowych i wojskowych. Wiem, że to nie tylko one są głównymi dostawcami śmieci do wód ale to nie uspokaja, w szczególności, gdy filmy przyrodnicze prezentują kwadratowe kilometry pływających śmietnisk.

Jako wędkarz z zamiłowania dziwię się "kolegom", którzy na wędkarską wyprawę zabierją 2-litrową butlę napoju, a gdy po osuszeiu staje się lekka i łatwa do zgniecenia - ciskają ją do wody...

Rewal - Relacje.

Mapki pokazane na wstępie nieco mylą - pierwsza zawiera dojazd z Karlina, druga z Kołobrzegu lub Ustronia Morskiego. Obie trasy drugie łączą się w Dygowie, gdzie w narożniku rozgałęzienia do niedawna stał stary budynek Apteki, teraz istnieje tam elegancko zagospodarowana siedziba OSP.

Podczas budowy Parku Rozrywki Rodzinnej Pomerania(duży parking zawsze zatłoczony, szczególnie w okresie wakacyjnym) drogę poszerzono wprowadzając ograniczenie prędkości do 70 km/godz. Park rozrasta się ciągle. Na początku, na wzgórzu po stronie Dygowa, powstały kolorowe budynki. Co w nich jest - nie wiem. Odstrasza mnie pstrokacizna kolorów i tłok.

Później, poniżej kolorowych budynków wykonano kanał do Parsęty wyposażony w sprzęt do pływania. Jeszcze później, na dole, przy drodze sukcesywnie zasiedlane minizoo.

Zdjęcia, w znakomitej większości prezentują to, co dzieje się po obu stronach dojazdu do Karlina, ze wskazaniem na stronę lewą, po której, z udziałem finansowych środków unijnych, odtworzono Mokradła Pyszka.

Z trasy korzystam często, więc wokół Mokradeł i rzeczki zasilającej Parsętę widzę wędkarzy. Z siedzącymi nad rzeczką rozmawiałem. Twierdzą, że bywają dni, w których "patelniówki" biorą raz po raz, jakby pilnie im było na patelnię. Ale trudno na taki dzień trafić.

Po stronie Parsęty dawniej, do rzeki i przepławki można było dojechać o każdej porze. Teraz stoi tam ogrodzenie, powstają nowe zabudowania. Rozmawiałem z gospodarzami domu stojącego najbliżej rzeki. Zgodnie twierdzą, że przez wiele lat, cały letni sezon nocował u nich starszy pan z Warszawy. Dni, od świtu, spędzał zwykle nad wodą, przy zawieszonej na gałęzi podziurkowanej puszce, z której wprost do wody spadały białe robaki. Część ryb przynosił, resztę oddawał wodzie. Pewnego dnia, podczas kolacji spadł z krzesła. Martwy...

Przy pogodzie upalnej, uczestnicy corocznego spływu kajakowego Radew-Parsęta-Kołobrzeg zwykle urządzali kąpielowy postój poniżej progu zaznaczonego na drugiej mapce kolorem czerwonym. Pierwsi nibypodpowiadacze, stojąc na brzegu kierowali nowicjuszy w mejsca "najdogodniejsze" do jego przepłynięcia. Kierowali w nawiększą kipiel. Ich radosny śmiech po nabraniu wody niósł się po łąkach i rzece daleko...

Podczas jednego ze spływów, gdy kajakarzom towarzyszyliśmy pontonem uzbrojonym w sprzęt foto-wideo, na postoju straciłem okulary. Umęczony upałem z przyjemnością zanurkowałem. W okularach. Podwodne widoki podziwiałem tylko przez chwilę - obrazy szybko rozmazały się. Uczestników poprosiłem aby oddano je mnie, gdy ktokolwiek złowi rybę w okularach...

Większe straty ponieśli amatorzy orzechów laskowych. Gdy obaj chwycili leszczynę wiszącą nad rzeką, kajak z cenną zawartością wywrócił się. Zostali na leszczynie...

Pyszka -Relacje.

Wieś Prosinko odwiedziliśmy tylko 2x. Po raz pierwszy krótko po nabyciu samochodu terenowego, poprzez Stare Gonne i Prosino. Po raz drugi odwiedziliśmy ją bardzo krótko, dla przypomnienia i ze zwykłej ciekawości. Z drogi 163 objechaliśmy wówczas jezioro Prosino, na kórym w roku 1988 utworzono rezerwat ptasi. Rezerwat i wieżę widokową Spyczyna Góra, wybudowaną na turystycznym szlaku pieszym prowadzącym m.in. do rezerwatu, odwiedzaliśmy wielokrotnie, o różnych porach roku. Szwjcaria Połczyńska z Doliną Pięciu Jezior połączonych Drawą, szczególnie pięknie wygląda jesienią.

Właśnie tam, nad jeziorem Prosino, trafiliśmy na widok niezwykły-bajeczny. W ostatnich dniach października, o świcie, jechaliśmy do Hajnówki, na Święto Zmarłych. Na wysokości jeziora Prosino wschodzące słońce oświetliło widok, którego nigdy więcej nie miałem okazji podziwiać. Wysiadłem z samochodu by chłonąć niezwykłość zjawiska. Nad doskonale widoczną, gładką jak lustro taflą, na wysokości kilku metrów kłębiła się kilkumetrowa, bajecznie podświetlona słońcem warstwa mgły. Pod doskonale widocznym, czystym niebem mgła przybierała różne, fantazyjne kształty. Sięgnąłem po aparat, ale nakazano mi pośpiech. Żona chciała dojechać do Hajnówki przed zmierzchem...

Z ponawiania odwiedzin zrezygnowaliśmy, gdy po kocu rozłożonym nad jeziorem, w słonecznym miejscu, spokojnie przemaszerował kleszcz,,,

Prosinko - Relacje.

Wideo: / Połczyn Zdrój 2020 /

Zdjęcia jesienne opublikowane powyżej pochodzą z dnia 15.11.2020. Mam poza nimi wiele wcześniejszych. Muszę je zlokalizować wśród materiałów odzyskanych i przygotować do publikacji, więc cdn. Okazje do fotografowania w większości powstawały samorzutnie ponieważ w Połczynie droga dojazdowa rozgałęzia się na trzy często wykorzystywane przeze mnie kierunki - kontynuacja drogi 163 oraz drogi 172 i 173. Korzystałem z nich wielokrotnie w wyjazdach służbowych w głąb Polski i nie mniej często, w wyjazdach rekreacyjnych na liczne, piękne jeziora Pojezierza Drawskiego. Także na jesienne grzyby!

Bywało, że podczas powrotów z regionów południowych celowo - ale tylko nieznacznie, bo Połczyn nie jest wielki - zbaczałem z trasy przelotowej, aby rozprostować "kości", nieco odpocząć i zrobić drobne zakupy. Do dzisiaj pamiętam niesmak i wszystkie przekroczenia szybkości, gdy po wjeździe do centrum kupiłem żywego karpia, spokojnie pływającego w sklepowym "akwarium". Chciałem go dowieźć do domowej wanny jeszcze żywego!!

Muszę tu wcisnąć karpiową dygresję. Wczoraj skończyłem tłumaczenie obszernego artykułu z australijskiej Guardian&Tribune, w którym autor opisuje m.in. poczynania naszego syna Michała, międzynarodowego instruktora wędkarstwa muchowego, od lat plasującego się w światowej czołówce rzutów odległościowych i rzutów do celu. Michał relaksuje się połowem karpi na muchę, ale złowionych ryb - zgodnie z prawem stanu Queensland - nie może ani zabrać ze sobą ani na powrót oddać wodzie. Grozi za to grzywna do 220 tysięcy $ !! Tam karp i tilapia, traktowane są jako najgroźniejsze szkodniki inwazyjne. Autor przytacza wypowiedzi tamtejszych przyrodników - są zgodne w sprawie zagrożenia dla gatunków rodzimych ale także zgodne w sprawie bezskuteczności rozwiązań prawnych. Sama kara zagrożenia nie zlikwiduje a podobno - jak twierdzi autor - w Nowej Południowej Walii (NSW) niewiele pomogły nawet odłowy karpia i tilapii  z przeznaczeniem na nawozy.

/Przypominam sobie z młodości, co publicznie mówiono o stonce i jak zachęcano społeczeństwo do odpłatnego zbierania owego "wroga rozsianego na Polskę Ludową przez zachodnich kapitalistów"!! :).

Spośród zdarzeń pozostałych, najsilniej utkwiła w mojej pamięci scenka z udziałem śp. teściowej. Przyjechałem z nią, aby odwiedzić Irenę przebywającą na turnusie sanatoryjnym. Trafiliśmy akurat na obchód, musieliśmy poczekać. Skorzystaliśmy z pięknej pogody i ławeczki stojącej przy ulicy, na zewnątrz Uzdrowiska. Nasze bezsłowne oczekiwanie najwyraźniej fałszywie zinterpretował jakiś amator dojrzałych jabłek. Elegant przysiadł po stronie teściowej, zaczął prawić dusery. Słuchałem kątem ucha z rozbawieniem, bo - muszę przyznać - czynił to z wielką wprawą. Ale także z natarczywym uporem. Grzeczną prośbę teściowej, aby przestał i zechciał oddalić się, zignorował, nawijał dalej.

Patrząc mu w oczy, z przyjaznym uśmiechem zapytałem, "czy Mamie pomóc?" Podrywacz, słysząc mój zwrot "Mamo", na krótko zdębiał. Szybko ochłonął, z wcześniejszą swadą zaczął nawijać od innej strony. Oddalił się dopiero po moim uśmiechniętym, ale zdecydowanym "ssssss". Słowa kończyć nie musiałem.

Materiały uzupełnię w miarę ich odnajdywania i przywracania właściwego nazewnictwa.

Police - Relacje.

Połczyn Zdrój - Relacje.

Do Rexa i treningu założyłem szpulę z cienką żyłką - okropność. Ciężarek upadał daleko od celu. Zawiedziony, postanowiłem powrócić do tego, co niemalże "na codzień" robiłem nad Parsętą. Kij 2,70 cm, Rex z żyłką 0,30 + pozycja stosowana codziennie przy rzutach spod zwisających gałęzi lub pod nie, gdy zwisały nad drugim brzegiem.

Stanowisk było 5. Wygrałem na wszystkich, ale w konkurencji gruntowej dałem plamę. Nie złowiłem nic a od tamego dnia już nie dziwię się widząc zawodników gruntowych objuczonych zanętami, procami i mnóstwm wędkarskich akcesoriów...

Nad Jeziorem Solińskim byłem dwukrotnie, w czasach bardzo odległych. Wiele obrazów z pamięci umknęło. Po raz pierwszy daliśmy namówić się na wspólną jazdę na wczasy państwu Szeremetom. Irena była wielce energiczną gł. księgową POM, Kazimierz bardzo spokojnym kierownikiem działu napraw głównych ładowaczy obornika. Bardzo lubiłem ich opowiadania. Przeszli z gen. Sikorskim całą drogę z Rosji, przez Bliski Wschód, do Anglii. Do Karlina trafili jako jedni z pierwszych osadników w czasach, gdy każdy obserwator Parsęty miewał wrażenie, że solidnie rozpędzony mógłby przebiec na drugi brzeg rzeki po grzbietach łososi ciągnących na tarło. Trochę pewnie przesadzał, ale robił to bardzo zręcznie - to, jak sprawdzone dodawanie przypraw.

Z pobytu zapamiętałem - tylko:

W Solinie, daleko w dole, pod zaporą, potężne ryby czekające na smakowity kąsek zrzucony przez obserwatora.

W Myczkowcach widok turystów pod zaporą wsparty opowiadaniem, że muszą stamtąd szybko uciekać po każdym sygnale dźwiękowym, zawiadamiającym o spuszczaniu nadmiaru wody.

Po raz drugi odwiedziłem Polańczyk jako członek ekipy WZPPPT Koszalin - jako podwójny zwycięzca 2-etapowych eliminacji WZPPPT. Na miejscu okazało się, że zawody obejmować będą dwie konkurecje - rzutowa (do celu) i gruntowa. Po doświadczeniach wyniesionych z Parsęty i rzek pomorskich liczyłem przede wszystkim na rzuty.

W początkowych latach 21 wieku ulgłem sugestiom organizatorów wystawy gospodarczej w Białogardzie. W dużej hali jednej z tamtejszych szkół zorganizowano stoiska na których rzemieślnicy (nie tylko) prezentowali swoje wyroby i usługi. Nasz ponton ustawiony na specjalnych koziołkach budził zainteresowanie przede wszystkim młodzieży - dzieciarnia chciała w pontonie przynajmniej posiedzieć. Na samodzielne, kontrolowane z sąsiedniego pontonu, odpłatne pływanie po jeziorze Brody, zdecydowała się tylko jedna rodzina. Pierwsze, zarobione w ten sposób pieniądze stoją w naszym mieszkaniu zafoliowane. Do dzisiaj...

W kilka miesięcy później, podobną wystawę, wizytowaną przez władze centralne i wojewódzkie, zorganizowano w Policach.

Pontony wykorzystano przy nagrywniu wieloodcinkowego serialu TVP3 "Pomorskie Krajobrazy", prezentowanego także poza naszymi granicami. W roku 2023 przyczepę i pontony wyprzedaliśmy. Do dyspozycji rodziny Pawła pozostał tylko jeden zestaw z silnikiem elektrycznym i spalinową Hondą.

Polańczyk - Relacje.

Podczele - Relacje.

Poczernino to miejscowość na uboczu drogi 163, nad Parsętą. W czasach aktywności wędkarskiej samochód pozostawiałem zwykle w dwóch stałych miejscach. Albo objeżdżałem skrajne gospodarstwo za drogą i przez niewielki pas lasu pozostawiałem auto nad rzeką, albo przy skrajnym gospodarstwie po prawej. W przypadku drugim, do rzeki prowadziła ścieżka obiegająca wzgórze, spod którego rzekę zasilał wąski, bardzo płytki strumyczek. Bywałem tam      często - z obu miejscach często (ale nie zawsze) powracałem z okazałą rybą.

Nieco później okazało się, że ów odcinek dwuśrodowiskowe ryby szlachetne traktowały jako tarlisko. Natychmiast pojawili się tam specjaliści od ikry. Pewnego dnia kilku minąłem. Siarczyście klęli na bezrybie. Kilkadziesiąt metrów powyżej nich, ku ich głośno komentowanemu zdumieniu, po pierwszym rzucie miałem niedużą (2,70) rybę...

Poczernino - Relacje.

Osówko - Relacje.

Materiały foto-wideo do postprodukcji + komentarz - do opracowania.

Nosówko - Relacje.

Wideo: Nieszawa 2010 /

Na szczegółowych mapach okolic Ciechocinka widnieje symbol przeprawy promowej w Nieszawie. To zaledwie kilka kilometrów od Ciechocinka, w górę Wisły. Przeprawy promem w różnych porach dnia, przy różnym świetle dają okazję doskonałych ujęć.. Niestety - przeprawa na okres zimy została wstrzymana, prom bezczynnie stoi w zatoczce. Ale ujęcia z brzegu też są niezłe.

Uwaga. Sygnalizowana w zakończeniu wideo strona wyprawypontonowe.pl została zlikwidowana.

Nieszawa - Relacje.

Poszukiwania wcześniejszych materiałów trwają. Uzupełnię je po odnalezieniu wśród materiałów odzyskanych z uszkodzonego dysku.

Niechorze - Relacje.

Wideo - Bałtyk w Mrzeżynie.

Gdy uruchomiono swobodny dostęp na zachodni brzeg Regi, powstała okazja, której nigdy nie powinienem zbagatelizować tak, jak zrobiłem to wówczas. Tuż za mostem istniał zgrabny, niewielki budynek, nieco dalej hangar z szynowym zjazdem do wody. Wyobrażałem sobie jak pięknie byłoby zamieszkać w takim budyneczku, w hangarze umieścić 4 pontony i tłuc kasę przez sezon letni na 45-minutowych rejsach w górę i dół rzeki.

Było, minęło. Teraz działa tam stacja benzynowa i coś jeszcze. Nie sprawdzałem wkurzony odsyłaniem mnie "do kolegi". Należało drążyć temet do skutku, ale powtarzam - było, minęło. 

W powtarzalnych, nadmorskich objazdach objazdach najdalej zabrnąłem do niemieckiego Wolgast. To co najwyżej niewielki "krok za miedzę".

Mrzeżyno - Relacje.

Przez Międzyzdroje przejeżdżaliśmy wielokrotnie, niezależnie od celu-powodu przejazdu - ryby, dostawa wyrobów czy tradycyjny objazd miejscowości nadmorskich. Pewnego dnia postanowiliśmy, że celem będą Międzyzdroje. Po zwiedzeniu mola, alei gwiazd, kawałka miasta, nagraniach i zdjęciach postanowiliśmy wracać.

Gdy na ulicy przelotowej zauważyliśmy, że prowadzi do Świnoujścia, zrobiliśmy nawrotkę. Wszystko byłoby OK, ale na końcu ulicy stała dobrze widoczna Policja. Przewidując reakcję, zapowiedziałem kontrolę. Sprawdziło się. Jechałem  przepisowo - Policja wyprzedziła nas szybko. W przekonaniu, że zawróciliśmy na ich widok, przetrzepali wszystko. Ku wyraźnemu niezadowoleniu, nie mieli do czego przyczepić się. Z wyraźnym trudem uwierzyli w zupełnie najzwyklejszy przypadek. Nagrania i zdjęcia straciłem jako nowicjusz w budowaniu strony...

Międzyzdroje - Relacje.

Wideo - Mikołajki.

20-06-1999 zgrałem na płytę DVD m.in. materiał zarejestrowany w Mikołajkach - wnętrza i otoczenie hotelu Gołębiewski oraz fragmenty objazdu okolic, w tym Węgorzewo. Nie mogę ich wykorzystać - dlaczego, jeszcze nie wiem. Dowiem się i uzupełnię.

Po długich poszukiwaniach, nocowaliśmy w bardzo skromnej kwaterze prywatnej - hotele miały komplet. Gołębiewki prezentował się znakomicie. Nauczeni doświadczeniem, w roku 2013 ze stosownym wyprzedzeniem zarezerwowaliśmy pobyt świąteczny. Też w Gołębiewskim, ale w Karpaczu...           

Mikołajki-Węgorzewo - Relacje.

Urlop w Mielnie>Unieściu po raz pierwszy spędziliśmy dopiero w roku 1973, w rok po podjęciu pracy w POM Karlino. Wcześniej, w zimie 1962/63 byłem tam bodajże dwukrotnie, ale bardzo krótko. Pracowałem wówczas w Wojewódzkim Zjednoczeniu Przedsiębiorstw Państwowego Przemysłu Terenowego w Koszalinie. w Pracowni Konstrukcyjnej. Zjednoczenie mieściło się w starej zabudowie z ogrzewaniem piecowym. Pracownia z podwójnym rzędem stołów kreślarskich zajmowała długą salę z jednym piecem ustawionym na jej początku. W mroźną zimę, nawet przy piecu rozgrzanym niemal do czerwoności, temperatura na końcu sali bywała bliska zeru. Szew Pracowni rzucał wówczas na biurko swoją futrzaną uszankę, zarządzał zrzutkę. Mnie, jako najmłodszego wysyłano po rum do herbaty a sam powiadamiał kadry, że pracę przerywamy. Zwykle wracaliśmy do domów, ale nie zawsze. Zdarzyło się, co najwyżej dwukrotnie, że rozgrzani "herbatą z prądem" jechaliśmy do Mielna na wydmowe ślizgawki. Z ówczesnej zabudowy zapamiętałem bardzo mało. W zimie, w dzień powszedni, była to po prostu senna osada.

W roku 1973 urlop otrzymałem na tyle niespodziewanie, że w eleganckim ośrodku wypoczynkowym administrowanym przez Wojewódzkie Zjednoczenie Przedsiębiorstw Mechanizacji Rolnictwa w Koszalinie, przekształconym od dnia 01-01-1974 w Zjednoczenie Technicznej Obsługi Rolnictwa, miejsca od dawna były zajęte. Wynajęliśmy pokój w prywatnym domku na granicy Mielno-Unieście. W roku 2020 po domku nie ma żadnych śladów.

Urlop spędzaliśmy spokojnie, z drobnym wyjątkiem. Pewnego dnia odwiedzili nas nowi, wielce rozrywkowi znajomi z Karlina. Wieczorem. po plażowaniu powędrowaliśmy na tańce. Było wesoło, głośno, alkoholowo, ale dla nas nieco za krótko. Skończyły się na długo przed świtem. Noc była gorąca i czarna jak smoła więc poniosło nas jeszcze na plażę. Spokojne, lustrzane morze kusiło, zachęcało do odświeżenia się. Błyskawicznie znaleźliśmy się w wodzie. Na pustej plaży pozostały tylko nasze "balowe" stroje. Kompletne. Wracając nieśliśmy je, aby nie zmokły. Dlaczego przechodziliśmy pomiędzy namiotami, przez rozległe namiotowe pole, już nie pamiętam, ale chyba przechodziliśmy nieco za głośno. W kilku namiotach zapalono latarki. Pamiętam, że na każde oświetlenie czwórki golasów odpowiadaliśmy przyłożeniem palca do ust i uspakajającym gestem "baj, baj".

Kolejny urlop w Mielnie spędziliśmy w "naszym" Ośrodku Mewa we trójkę, z 20-miesięcznym Pawełkiem. Pogoda dopisała, było wspaniale - jak zwykle nad morzem :).

Później bywałem/bywaliśmy w Mielnie, Unieściu, nad jeziorem Jamno i przy Kanale Jamneńskim wielokrotnie służbowo i prywatnie. Często w zimie. W pozostałych porach roku w rolnictwie dzieje się dużo - wiosenne siewy, sianokosy, żniwa, wykopki.

Dwa zimowe powroty z Ośrodka Mewa wydźwięk miały szczególny. Gdy po zakończonym spotkaniu mieliśmy wracać do swoich miejscowości okazało się, że kilkudniowe opady śniegu i nadmorskie wichury odcięły nas od świata. Na drodze dojazdowej potworzyły się nieprzejezdne zaspy. Do odśnieżonej drogi krajowej w Mścicach spróbowano dowieźć nas wojskową amfibią. Amfibia, po przejechaniu 1/3 odległości osiadła podwoziem na zaspach tak skutecznie, że pozostały odcinek przewędrowaliśmy pieszo. Horror.

Drugi przypadek dotyczył końcowych lat siedemdziesiątych i ...wysokiej wody. Silne wiatry od morza wtłoczyły do j. Jamno tak ogromne masy wody, że w komunikatach radiowych odradzano jazdę do Mścic przez Strzeżenice. Sugerowano jazdę przez Łazy, Osieki, Kleszcze, Suchą Koszalińską, drogą również zalaną ale podobno przejezdną. Owszem, małym Fiacikiem przejechałem, ale wciąż  słyszę chrobot lodu łamanego przez autko i własne modły aby nie było głębiej i nikt nie nadjechał z przeciwka. Nikt nie nadjechał więc przypuszczam, że pod nieprzezroczystym lodem przejechałem środkiem drogi, w bezpiecznej odległości od zdradliwych, piaszczystych poboczy. Uff!!

23-09-2020r, podczas okazyjnych odwiedzin Mielna, Unieścia i Kanału Jamneńskiego, zapisanego na mapach Google jako Jamieński Nurt, odnotowałem kolejne zmiany. Restauracja i Hotel Meduza zabudowała zieloną niegdyś skarpę od strony ulicy 1 Maja. Teraz na poziomie Promenady Przyjaźni usytuowano oszklony segment kawiarniano-restauracyjny, na poziomie ulicy 1 Maja - lokale z Misiowymi Lodami, Goframi, Sokami, Kawą i Letnimi Napojami. Szkoda, że nie zwróciłem uwagi na Sztuczne palmy ustawione niegdyś wzdłuż Promenady Przyjaźni. W lokalnych mediach kpiono z nich bardzo często :).

Podczas jazdy w stronę Jamieńskiego Nurtu (do tej nazwy nie mogę przywyknąć) mile zaskakuje główna, przejazdowa ulica Unieścia. W roku 2020 jest teraz szeroka, ma wykolorowane ścieżki dla rowerzystów i nową, równą (!) nawierzchnię.

Po zakończeniu segregowania materiałów z uszkodzonego dysku, odzyskanych przez Klinikę Danych w Warszawie, album i opis uzupełnię.

 

Przez kilka dni lipca 2021 przebywali u nas członkowie rodziny z Lubska (młodsza siostra żony, jej mąż oraz ich sznaucer Karo). Objechaliśmy kilka nadmorskich miejscowości - Mielno, Ustronie Morskie, Dźwirzyno, Mrzeżyno, Kołobrzeg. Stąd kilka uzupełniających fotografii.

Malechowo - Relacje.

Mielno > Unieście - Relacje.

Wideo - Malechowo Sky Park.

Nazwę Malechowo od zawsze kojarzyłem z miejscowością, przez którą przejeżdża się  w podróży np. do Słupska, Trójmiasa, Olsztyna. Po pośpiesznym, nieuważnym przeczytaniu wiadomości internetowej wieży widokowej szukałem w Bagiczu. Przechodnie pytani o wieżę patrzyli na mnie podejrzliwie.

Punkty widokowe (zarośnięte) odnalazłem przy ścieżce rowerowej, ale z obszernie opisaną wieżą nie miały nic wspólnego.

Na Wieżę trafiłem przypadkem, podczas ucieczki z Ustronia Morskiego. Uciekaliśmy, bo znów zanosiło się na ulewę. Prawdopodobnie nadciągająca zmiana pogody sprawiła, że mało sympatyczny men nawet nie otworzył nam bramy.

Zaglądałem tam kilkakrotnie, ale nikt się do dwójki emerytów pojawić przy bramie nie raczył. Ustaleń telefonicznych nie  dokonywaliśmy...

Odpuściliśmy.

 

Łeba - Relacje.

Powrót do menu

W Łazach bywałem/bywaliśmy wielokrotnie, przede wszystkim dla zaspokojenia ciekawości własnej. Dojeżdżaliśmy zwykle przez Mielo-Unieście, wracaliśmy przez Osieki. Dojeżdżaliśmy do końca miejscowości, do końcowego zejścia na plażę, aby podczas przejazdów rejestrować postęp zabudowy. Na wyszukiwanie nagrań i zdjęć brakuje mi czasu - dodam je, gdy na nie trafię podczas uzupełniania strony.

Ecik, brat mojej żony, starszy od niej o dwa lata, miał niegdyś skierowanie do sanatorium właśnie w Łazach. Przyjechał do nas. Dowieżliśmy go na miejsce w dniu rozpoczęcia turnusu. Podczas późniejszych odwiedzin objechaliśmy razem Dąbkowice, Dąbki, Darłowo i Darłówko.

Łazy - Relacje.

Wideo: Koszalin 2020-10-05 / Koszalin 2021-Ulice cd1 / Koszalin-Parkingi-Ulice cd2 / Koszalin 2021 - Ulice cd3 /

 

W Koszalinie zamieszkałem 12 grudnia 1962 roku, po nagłym rozstaniu ze Spółdzielnią ZRYW w Barwicach (więcej o tym pod przyciskiem Barwice). W znalezieniu zakwaterowania dopisało mi szczęście. Pierwsza zapytana starsza 

Koszalin - Relacje.

2023-06-14. Z Pobytu w SU Bałtyk.

2023-06-17. Z pobytu w SU Bałtyk.

2023-06-17. Z pobytu w SU Bałtyk. Rejs Widokowy.

2023-06-15. Z pobytu w SU Bałtyk.

2023-06-16. Z pobytu w SU Bałtyk.

Kołobrzeg - Relacje.

Powtarzając przejazdy trasą przymorską (wielokrotnie!) przejeżdżaliśmy także przez Kołczewo. Pięknie wystrzyżone pola golfowe, zawodnicy i siedziba Baltic Golf Clubu sprawiają mocne wrażenia, ale to sceneria nie dla mnie. Za spokojnie, za sztywno. Podczas objazdu terenu z samochodu nie wysiadałem...

Kołczewo - Relacje.

Kluczewo - od roku 1972 - zawsze było "punktem rozjazdowym". Gdy jechałem służbowo (państwowo lub prywatnie) zwykle dalej, na południe i południowy-zachód - jechałem prosto drogą 163. Podobnie bywało, gdy jesienią jeździliśmy na grzyby na tereny Golców i Wałcza. Odpoczywałem/odpoczywaliśmy zwykle nad rzekami lub na jeziorach, a w niewielkim zasięgu jest ich bardzo dużo. Gdy decyzje dotyczyły jeziora Drawskiego, najczęściej przebywałem na półwyspie Uraz. Niegdysiejsza Spółdzielnia Rzemieślicza w Białogardzie miała tam swoją bazę urlopową. W istniejącym na półwyspie domu wynajmowano bodajże trzy pokoje. Korzystałem z nich kilkakrotnie. Mile ów czas wspominam - poznałem wielu wspaniałych wędkarzy.

Zatokę Kluczewską opłynąłem do końca. Plaża wówczas nie istniała. Rozległą jej część zarastały grzybienie. Plażę poznałem dopiero podczas maratonu canoa w roku 2019.

Kluczewo - Relacje.

Poprzedza go niewielki plac na którym często parkują samochody. Parkowałem i ja, do dnia, w którym Koszalińską przejeżdżał patrol Policji Drogowej.  Za parkowanie na skrzyżowaniu (?) zapłaciłem mandat. Niewielki, ale bardzo irytujący.

W latach siedemdziesiątych, na terenie Poczty, na ostrym zakończeniu Koszalińska-Pełki, przez kilka lat stała publiczna budka telefoniczna, Później, na jej miejscu, ustawiono pojemnik na odzież używaną. Po montażu wjazdu na teren Poczty, wcześniej dostępnej tylko po kilku schodkach, narożnik ścięto. W roku 2022 na nim i na spornym "skrzyżowaniu" parkują samochody osobowe i przystaje bus dowożący pracowników do Białogardu i Żelimuchy...

Ulica Pełki obiega bloki mieszkalne, wybudowane przez BSM Białogard w etapie drugim, po wybudowaniu osiedla Chopina. Wg starych planów, teren oddzielający bloki od ulicy Koszalińskiej miał być zagospodarowany zielenią i małą architekturą jako teren relaksu dla mieszkańców, klientów pobliskiego domu towarowego i poczty, oraz podróżnych jadących w kierunku Koszalina i Kołobrzegu. Stało się inaczej, prawdopodobnie wtedy, gdy podjęto decyzję o innym, korzystniejszym dla zabytkowej zabudowy ulicy Koszalińskiej przebiegu obwodnicy. Teren planowanego skweru przeznaczono pod zabudowę, utrzymaną w stylu nawiązującym do zabudowy starej. Między innymi miała tam powstać przychodnia zdrowia, jednakże zmieniono lokalizację z chwilą, gdy sąsiednią działkę sprzedano pod siedzibę firmy pogrzebowej ARMAR (!).

Ulicę Pełki zakończono nietypowym wylotem na Koszalińską, w rejonie miejscowej Poczty. 

Ulica Prusa jest krótka - łączy ulicę Wigury z placem Jana Pawła II.

W latach siedemdziesiątych, po obu jej stronach przestrzeń w znacznej części ziała pustką, zabudowaną co najwyżej komórkami stanowiącymi zaplecze budynków skupionych przy placu i Koszalińskiej, w tym miejscowego kina. Idąc do kościoła, ratusza czy chociażby do gospody zlokalizowanej także przy placu, trudno było przy obecnej ulicy Prusa odnaleźć obiekt, którego widok cieszyłby wzrok.

Do roku 2022, miła dla oczu zabudowa opasała ów teren od strony trzech ulic - Koszalińskiej, Wigury i Prusa. Najpiękniej prezentuje się plac z obiektami Ochotniczej Straży Pożarnej, otoczony ulicą Prusa, ulicą Wigury i kanałem młyńskim. Jest zawsze schludny, zadbany, z celnie dobraną kolorystyką. Wjazd na teren operacyjny OSP zlokalizowano przy ulicy Prusa, wejście do budynku z salą wykładową, udostępnianą mieszkańcom przy wielu różnych okazjach - od strony ulicy Wigury. Bezpośrednie sąsiedztwo zmodernizowanego budynku dawnego Sądu Królewskiego, w którym obecnie mieści się Miejskie Centrum Promocji, Policja, Muzeum oraz siedziba Związku Miast i Gmin Dorzecza Parsęty sprawia, że ów fragment Karlina jest jednym z wielu powodów do dumy mieszkańców.

Ulica Słoneczna łączy ulice Tadeusza Kościuszki i Bolesława Chrobrego. W bliskim sąsiedztwie  pozostaje lokalny stadion, dwie hale sportowe, w tym stara i Homanit-Arena, trzy "podręczne" sklepiki wielobranżowe oraz Wioska Dziecięca SOS. Usytuowanie sprawia, że ruch pieszy i kołowy pozostaje nieznaczny. 

Ulica Stroma łączy biegnącą po szczycie wzniesienia ulicę Koszalińską z przebiegającą u jego podstawy, po stronie Parsęty, ulicą Moniuszki. Lewą stronę ulicy, w całości stanowi prywatną własność firmy MAGA, po prawej rociąga się park z amfiteatrem. Ulica stanowi element trasy powtarzalnego od ponad 20 lat Biegu Papieskiego.

Zdjęcie z roku 1976 wykonane z czwartego piętra bloku nr 4 Osiedla Chopina przedstawia fragment ulicy Świerczewskiego (obecnie Szymanowskiego) i placu, na którym wybudowano blok 4A z naszym późniejszym mieszkaniem na drugim piętrze.

Po przeprowadzce w roku 1987 i zagospodarowaniu mieszkania, dość często wyjeżdżałem nad wodę. Zdarzało się, że w dniach, w których mój kierunek jazdy przebiegał kot, wracałem z kilkukilogramową rybą. I stało się. Podczas jednego z kolejnych wyjazdów, siedzący na poboczu kot nie przebiegł. Zatrzymałem się w jego pobliżu, zacząłem namawiać aby zrobił to, na co czekam. W trakcie namowy spojrzałem na okno, w którym jak co dzień, oparta na poduszkach ułożonych na parapecie właścicielka, tradycyjnie obserwowała ulicę. Patrzyła na nas ze zdumieniem. Speszony zrezygnowałem. Kot pozostał na poboczu. Znad wody powróciłem bez ryby. Nie pierwszy i nie ostatni raz...

Jedną ze skrzynek kwiatowych, zawieszonych na naszym balkonie, sierpówki uznały za dobre gniazdo. Samiczka złożyła dwa jajeczka. Gdy spłoszone przedwieczornym sprzątaniem ptaki odleciały, a temperatura w nocy spadła do

W latach 1972-2022 ulica Waryńskiego ulegała wielu modernizacjom. Za ratuszem istniał publiczny szalet, po latach zmieniony w zadaszony przystanek autobusowy. Poniżej istniały dwa parterowe budynki, otoczone zielenią. Ulicę kończył mizerny mostek, niedostępny przy wysokiej wodzie. Mostek wymieniono a w roku 2021 zastąpiono go solidnym mostem łukowym, prowadzącym do nowego parku, uruchomionego późną jesienią.

Parterowe budynki zlikwidowano. Na wysokości ulicy Spichrzowej, przez plac powstały po ich wyburzeniu, wyjeżdżono prostą drogę do tamtejszego gospodarstwa ogrodniczego. Korzystano z niej krótko. W roku 2022 bywa zastawiana autami niepełnosprawnych pracowników narożnej pralni. Do gospodarstwa dojechać można drogą zaznaczoną na mapie, dookoła placu.

Od Placu Jana Pawła II do ulicy Szczecińskiej poprzez Spichrzową, obowiązuje  ruch jednokierunkowy.

Ulica Wigury, jako pierwsza odbiega od ulicy Koszalińskiej, po jej lewej stronie. Licząc od Placu JP II. Kończy się przed Kanałem Młyńskim. Każdemu, kto zechce sprawdzić jej przebieg w roku 2022 odradzam mapę Google w wersji rysunkowej. Więcej szczegółów i korekt zawiera wersja Street View (widok ulicy), dostępna w prawym, dolnym rogu mapy, także wymagająca korekty. Np. budynki 7 i 8 , widoczne na zdjęciach, wyburzone zostały wiele lat temu.

Ale to drobiazg, przy którym rzeczywistość błyszczy i cieszy jeszcze bardziej. W szczególności końcowy fragment ulicy ze zmodernizowanym budynkiem dawnego Sądu Królewskiego i miłymi dla oczu i serca obiektami Ochotniczej Straży Pożarnej. Obiekty OSP cieszą mnie bardzo. Ochotnicy zasługują  bardziej niż ktokolwiek inny na wdzięczność mieszkańców...

Przyjemność chodzenia ulicą psuje tzw. rewitalizacja ciągów pieszych, dokonana poprzez ułożenie drobnej kostki granitowej. Bardzo nierównej.

Mieszkania.

Relacje bez foto.

Ruciane-Nidę, Pisz, Ełk, Mońki, Białystok, Bielsk Podlaski, HAJNÓWKĘ, Czeremchę, Siemiatycze i Mordy, kończąc swój bieg (raczej obieg) w Warszawie Wschodniej. Tą samą trasę przebiega w jeździe powrotnej. Taki przebieg sprawdzić i przynajmniej częściowo nagrać po prostu MUSIAŁEM. Najważniejsze, że w swoim przebiegu odwiedzał także leżącą na uboczu Hajnówkę.

Spośród umówionych wcześniej wizyt zdrowotnych, na odwiedziny Hajnówki wykroiliśmy aż-tylko cztery dni. Przy braku dogodnych połączeń dojazdowych, skorzystaliśmy z pomocy Pawła. Dowiózł nas i po powrocie odebrał z Gdyni samochodem. Podróż tam mieliśmy z przygodami, ale o tym więcej pod adresem Hajnówka 2022 Uzupełnienie.

Wideo - Pociąg Biebrza.

9 kwietnia 2022 roku w Chełmnie, w ostatnią drogę odprowadzałem kolegę z Hajnówki. Był  młodszy zaledwie o kilka miesięcy. W dzieciństwie mieszkał przy sąsiedniej ulicy, o kilka 4-rodzinnych domów dalej.

Od jego brata dowiedziałem się, że od niedawna kursuje pociąg Biebrza, który z Gdyni, drogą wielce okrężną, przez Sopot, Tczew, Malbork, Elbląg, Olsztyn, 

Gdynia - Relacje.

Dolinę, amfiteatr i minizoo odwiedziliśmy w ramach przerwy "na kawę" podczas powrotu z wycieczki karlińskich emerytów do Słowińskiego PN zorganizowanej 08 września 2013 roku.

Obiekty w Dolinie Charlotty pobieżnie poznaliśmy w dniu przyjęcia weselnego Magdy i naszego syna Pawła. Przyjęcie odbywało w budynku restauracyjnym, kwaterowaliśmy w małym budynku na wyspie. W potężnym amfiteatrze trwała jego budowa. Zwiedziliśmy także miejscowe minizoo. To, podonie jak wszelkie inne utrzymywanie zwierząt w warunkach sztucznych, nawet bardzo zbliżonych do naturalnych, zawsze oglądam bez entuzjazmu.

Dolina Charlotty - Relacje.

z tym spory kłopot w zimę.

Poczas pobytów w Dąbrowie wykonałem wiele zdjęć, w szczególności nad wodą Pogoria, ale ich odszukanie i uzupełnienie pozostawiam następcom. Zadanie niełatwe - zbiorniki Pogoria są cztery...

Dostawy realizowałem do dwóch odbiorców. Były to duże Spółdzielnie Mieszkaniowe. Czy syn kontynuujący produkcję kotakt utrzymuje - nie wiem. Wiem tylko, że - jak ja - nie jeździ. Korzysta z firm kurierskich i pośredników handlowych a lwią część czasu poświęca obsłudze własnej, aktualnie spłacanej ratalnie obrabiarce sterowanej numerycznie, zainstalowanej w dawnym, dużym garażu. Trzy samochody przez okrągły rok parkujemy na zewnątrz, pod chmurką i bywa 

Część zdjęć obok pochodzi z dnia 13-08-2016, z powrotnej podróży z Hajnówki.

Podróży okrężnej, przez Lublin, Sochaczew, Nieszawę, Ciechocinek, Piłę.

Wolin

Ustronie M.

Unieście

Świnoujście

Szwajcaria Poł.

Szczecinek

Szczecin

Strzeszyn

Sarbinowo

Strzekęcino

Spyczyna Góra

Sławomierz

Rościno

Rewal

Prosinko

Police

Połczyn Zdr.

Podczele

Podczele

Osówko

Niechorze

Mrzeżyno

Międzyzdroje

Malechowo

Mielno

Łazy

Koszalin

Kołobrzeg

Kołczewo

Kluczewo

Dolina Charl.

 

Ulica 4 Marca otacza najładniejszą część Karlina. To zdanie i opinia osobista, na użytek wyłącznie prywatny. W roku 1972 teren nie był powodem do dumy.  Mizerne boisko sportowe, budynki hotelowe Zakładu Płyt Pilśniowych i Wiórowych-stary, piętrowy i bodajże trzypiętrowy, wokoło nieużytki. Do roku 2022 wyładniał stadion, na jego obrzeżu powstała duża, nowoczesna hala sportowa (obecnie Homanit-Arena). Przy tytułowej ulicy powstało kilka bloków ZPPiW, nieużytki oddzielające ją od cmentarza zabudowano garażami i urządzeniami sportowymi, teren pomiędzy ulicą i Parsętą zabudowali prywatni inwestorzy. Teren wypiękniał, gdy w luźnym ale spójnym architektonicznie układzie powstało osiedle Karlińskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, zwane krótko Osiedlem 4 Marca a na terenie oddzielającym je od Parsęty wyłożono kostką brukową parkingi i zejście ku rzece.

W bezpośrednim sąsiedztwie Osiedla, pomiędzy ulicą Kościuszki i Parsętą ciągle trwa zagospodarowywanie. Prywatni inwestorzy, wzdłuż nowych ulic, wciąż ulepszają swoje posesje. Posesje pięknieją, gdy ogląda się je z bliska. Każda jest inna, inaczej zabudowana, Architektoniczny chaos pogłębia się.

Wśród mieszkańców Karlina są także schorowani seniorzy, którzy opuszczają swoje mieszkania tylko z konieczności. Kościół, najbliższy sklep, lekarz, uroczystość u koleżanki i niewiele więcej. Niniejsza strona jest także dla nich, a przydałby się im także okresowy objazd, nie rzadziej niż raz w roku, o różnych jego porach. Skromny przykład pod adresem.

Porównanie obu niechętnych sobie grup wędkarzy wypada równie blado. Normalny mięsiarz dzięki swojej wiedzy i umiejętnościom łowi tylko w konkretnie określonym sezonie i miejscu, a ryby w konkretnie określonej ilości i rozmiarze zabiera jako zwieńczenie swojego pobytu na łowisku. „Etyk”- zwolennik mody NO KILL okalecza ryby bez żadnych ograniczeń, aż do własnego zmęczenia i z dumą oddaje je wodzie z naiwnym przekonaniem, że nie wyrządza nikomu/niczemu żadnej krzywdy. Co gorsza, w mediach i praktyce wpaja swój styl oraz własne oburzenie na mięsiarzy - dzieciom, własnym i cudzym!

Pożyjemy, zobaczymy, co z tego wyniknie. Historia ludzkości zawiera przykłady znacznie bardziej drastyczne np. niegdysiejsze zabijanie bizonów dla samego zabijania…

(Teraz myśliwi zabijają dla mięsa albo dla zmniejszenia nadmiernego pogłowia i tylko patrzeć, jak wyznawcy NO KILL ze wsparciem mediów okrzykną, że do zwierząt strzelać można wyłącznie nabojami usypiającymi zwierzę na czas robienia fotek oraz na czas bezpiecznej ucieczki :)).

Fakt, że ludzie ciągle zabijają się wzajemnie i niszczą to, co inni mozolnie budowali przez stulecia, pozostaje tylko faktem. Czyżby mniej ważnym od ochrony ryb, ptaków, zwierząt naziemnych i podziemnych? 

Ludzi na Ziemi żyje około osiem miliardów. W znakomitej większości uważają się za zwierzęta naczelne, podobno najinteligentniejsze. Coś jednak z tą inteligencją jest nie tak, jak być powinno. Jest doskonała w tworzeniu nowych metod i środków unicestwiania konkurentów, zawodzi przy tworzeniu metod i środków pokojowego współistnienia narodów. Także ich współistnienia z przyrodą. Więc - dominują nieustające, odwieczne spory w każdej dziedzinie, przeplatane krwawymi wojnami...

CZŁOWIEK - brzmi dumnie ??

 

/Pozwoliłem sobie na obszerną, emocjonalną dygresję, ale proszę nie dziwić się – źle znoszę obelżywe wędkarskie komentarze i pogardliwe miano mięsiarza. Szczególnie ze strony osób nazywających siebie „etykami”. Przykłady skanuję, mam ich wiele ale w tym miejscu wolę ich nie pokazywać - szkoda nerwów./.

Przez tak długi okres działo się bardzo dużo. Ze spisania tylko najważniejszych wspomnień powstałaby opasła księga. Żyłem skromnie, z ogromną niechęcią obserwując polityków i wszelkich "doradców". Każdy wydaje odmienną opinię i pozostaje przekonany, że rację ma tylko on. Pozostaje "telegraficzny skrót" odniesiony głównie do najważniejszych powodów zmian. 

 

Współpraca z Naczelnym układała się dobrze, z jednym niemiłym dla mnie wyjątkiem. Od czasu, gdy przywieziono mu zastępcę, 80% czasu spędzał poza firmą, ale dzięki temu i własnym szerokim znajomościom potrafił załatwić naprawdę dużo - dla firmy, dla załogi, dla poszczególnych pracowników, dla mnie też.

Od zawsze wysoko ceniłem partnerskie współdziałanie dla dobra wspólnego, niezależne od poglądów politycznych. W Karlinie takie zastałem i sądzę, że było największą zasługą ówczesnego, głównego gospodarza miasteczka. Mawiano o nim, że nie umiał rozpocząć pracy bez codziennego obchodu nielicznych wówczas ulic. Wchodził do biura, siadał przy telefonie i stanowczo prostował to co wydało się mu krzywe. To właśnie on wymógł na POM m.in. pomoc dla miasta przy odśnieżaniu ulic remontowanymi w POM ciągnikami gąsienicowymi DT 54 i DT 75, zadaszenie amfiteatru, metalowy mostek na Radwi. To on próbował namówić Irenę do funkcji ratownika na rzecznym kąpielisku. Poddał się słysząc, że Irenka pływa jak przysłowiowa siekiera, czyli niewiele gorzej niż ja. To śp. Władysław Bąkowski. W potrzebie wielokrotnie potrafił pomóc - chyba każdemu. 

Z dniem podjęcia pracy, na okres przejściowy otrzymałem umeblowany pokój służbowy nad "całodobową" portiernią POM, w sąsiedztwie zakładowej świetlicy i stołówki. Później, mój Naczelny "załatwił" - również na okres przejściowy - 2-pokojowe mieszkanie (z ciemną kuchnią) w zakładowym bloku ZPPiW, przeznaczone dla kadry technicznej tamtejszych Zakładów. Zanim doszło do przeprowadzki, w służbówce odwiedził nas ojciec Ireny z bratem-Rosjaninem, który koniecznie chciał odwiedzić wspólnych przyjaciół w Koszalinie i Darłowie. Wspominam to, ponieważ podczas jazdy doszło do zabawnej sytuacji. Jan jakoś uniknął wywózki do Niemiec, pozostał na Białorusi, przyjął obywatelstwo ZSRR. Jadąc do Koszalina kilkakrotnie kręcił głową na widok stad saren pasących się na częściowo bezśnieżnych polach. Zagadnięty odpowiedział, że takie widoki bardzo go dziwią - na jego terenach dzika zwierzyna już dawno została ...zjedzona.

W okresie, gdy mieszkaliśmy w służbówce a później w zakładowym mieszkaniu ZPPiW, powstawało Osiedle Chopina współfinansowane przez ZPPiW, Białogardzką Spółdzielnię Mieszkaniową i Urząd Miasta. Gdy do użytku oddano blok, w którym dysponentami całych klatek schodowych (z trzema mieszkaniami na każdym piętrze) były wszystkie w/w jednostki, w jednej z nich otrzymaliśmy mieszkanie na piętrze IV, pod warunkiem, że stanę się członkiem BSM oczekującym na mieszkanie własnościowe. Warunek oczywiście spełniłem, ale podczas korzystania z mieszkania na IV pietrze okazało się, że ma ono nieprzyjemną wadę - gałkę zamiast zewnętrznej klamki, uniemożliwiającą wejście do mieszkania bez użycia klucza. Zdarzyło się i mnie, że po wyjściu na bardzo krótką chwilę wracać do siebie musiałem poprzez mieszkanie sąsiadki. Gdy z jej balkonu na piętrze III wspinałem się na własny, na dole zebrała się grupka obserwatorów, ciekawych - poradzę sobie, czy spadnę. Nie spadłem. Poza tym pamiętałem, że przed nieostrożnym wyjściem, nasze drzwi balkonowe były otwarte...

Po uzyskaniu statusu członka BSM oczekującego na mieszkanie własnościowe, dalsza pomoc Naczelnego stała się w tej dziedzinie zbędna, musiałem radzić sobie sam - w pracy i poza nią. Naczelny zachowywał się podobnie jak lew na sawannie - wciąż objeżdżał nasz rejon obsługi, "rozpoznawał sytuację", podtrzymywał lub odnawiał układy, umacniał i - niestety - obiecywał. Podczas jego nieobecności, wszelkie prośby, uzgodnienia, żale i pretensje telefonistka automatycznie kierowała do mnie. Było tego na prawdę dużo - jak to w rolnictwie, w którym wciąż dużo dzieje się począwszy od orek i siewów wiosennych, poprzez chemizację, zbiory płodów, do orek i siewów ozimych. Wobec poważnych szefów przedsiębiorstw rolnych telefonujących i odwiedzających nasz Ośrodek, pod nieobecność Naczelnego podejmowałem konkretne zobowiązania. Naczelny wracał, bez słowa porozumienia zmieniał moje ustalenia, bo akurat coś zupełnie odmiennego obiecał komuś w terenie. W normalnym przedsiębiorstwie sytuacja nie do wyobrażenia!! Cierpiał na tym przede wszystkim wizerunek mój, firmy, najmniej jego. Moje krytyczne uwagi przyjmował z wyraźną niechęcią i ...nadal podobne sytuacje stwarzał. Dlaczego? Mogę jedynie domyślać się, ale na pewno nie z powodu poczynań moich. Swoje miejsce w szeregu znam doskonale, a lojalność służbową  cenię wysoko.

Skoro mowa o lojalności. Przez dwanaście lat odnotowałem kilka przypadków jej wielce nieprzyjemnego gwałcenia. Jako pierwszy "wystartował" przewodniczący zakładowego Związku Zawodowego z żądaniem(!) zwiększenia kilku stawek płacowych za czynności, przy których niektórzy jego podopieczni, pomimo "usilnych starań" zarabiają poniżej przeciętnej zakładowej. Moje tłumaczenia i kontrargumenty poparte świetnymi wynikami innych pracowników wykonujących te same czynności traktował jako obraźliwe sprzeciwianie się woli ZZ. Pozostał wrogiem nr 1. Wrogość wzmogła się, gdy - stosownie do jego sugestii - powierzyłem jednemu z "działaczy" czynności, przy których inni osiągali najwyższe zarobki. Działacz po upływie dwóch miesięcy osobiście poprosił o przywrócenie mu czynności wcześniejszych, bo na nowych, mimo większego wysiłku, stracił około 30% zarobku. Moje ostrzeżenia potwierdziły się -  efektywnie wykonywać konkretne czynności może tylko właściwie dobrany człowiek, jego wiedza, zdolności organizacyjne, doświadczenie a także warunki fizyczne i kilka innych, równie ważnych cech. Działacz wielu z nich nie miał.

Pan przewodniczący krótko po tym, jak awansował do struktur powiatowych, spróbował odegrać się. Pewnego dnia, gdy pod zwykłą nieobecność Naczelnego rozstrzygałem na terenie zakładu jakiś gorący problem, na hali odnalazła mnie sekretarka. Poinformowała, że w gabinecie Naczelnego czekają "goście z powiatu" - chcą ze mną rozmawiać. Poprosiłem, aby chwilę zajęła się nimi, podała napoje, powiadomiła że przybędę niezwłocznie i wysondowała, w jakim przybyli celu. Jeżeli zechcą coś wiedzieć o DORO, to do przekazania szczegółów poleciłem podesłać im kierownika działu technicznego. 

Gdy po załatwieniu sprawy wszedłem do gabinetu z usprawiedliwiająco-przepraszającym uśmiechem, rozłożony w fotelu, młody i wielce nadęty przedstawiciel KP PZPR wystartował do mnie z grubej rury:

- a Wy co Dyrektorze?!  Nikt Was jeszcze nie nauczył jak należy przyjmować gości z powiatu!? Pozwalacie na siebie czekać, przysyłacie szeregowego pracownika!? Jeżeli tak to wygląda, to możecie zacząć się pakować. Za tydzień już Was tu nie będzie, ktoś taki nie może pełnić tak ważnej funkcji.

Uśmiech zamarł na mojej twarzy a widok rozpartego w fotelu, szyderczo uśmiechniętego pana związkowca rozwścieczył mnie ponad wszelkie granice. Odpowiedziałem:

- przede wszystkim to żaden szeregowy pracownik, tylko kierownik działu technicznego z wieloletnim doświadczeniem, a skoro mam się pakować, to nie widzę powodu do dalszego wysłuchiwania podobnych połajanek.

Mówiąc to zrobiłem zwrot na pięcie i ze słowem ŻEGNAM, trzasnąłem drzwiami gabinetu. Aby choć trochę uspokoić się, wyszedłem na teren zakładu. Dogoniła mnie sekretarka z informacją, że goście czekają na mnie nadal, że chcą rozmawiać dalej. Świadom partyjnej wszechmocy, pewien spełnienia groźby poprosiłem, aby im przekazała, że przyjść nie zamierzam, bo zająłem się pakowaniem. Kiedy i jak opuścili zakład - nie wiem.

Przepełniony zdenerwowaniem, obrzydzeniem i świadomością, że w taki sposób muszę rozstać się z pracą, do końca dnia nie pojąłem żadnej czynności służbowej. Gdy z terenu zjechał Naczelny, powiadomiłem go o całym zdarzeniu i związanej z nim niezdolności do dalszej pracy. Szef wysłuchał, chwilę pomyślał, doradził natychmiast udać się do I Sekretrza KP, bo to człowiek normalny, który do spełnienia gróźb nadętych, podległych mu funkcjonariuszy, po prostu nie dopuści. Miał rację. Za poręczeniem "Pierwszego" powróciłem do normalnego pełnienia obowiązków. Obu "panów-towarzyszy" nigdy więcej nie spotkałem. 

Ale był to tylko drobny incydent lokalny. Z przeogromnym niesmakiem wspominam otoczkę zdarzenia o charakterze państwowym.

Tereny naszego województwa odwiedziła delegacja władzy, z towarzyszem Edwardem Gierkiem na czele. Lokalne służby błyskawicznie wybrały najnowocześniejsze gospodarstwo hodowlane, przewieziono do niego z rozległej okolicy najdorodniejsze okazy byków. Gdy z ekipą TV zjechała Delegacja - wszystko prezentowało się wzorowo. Skrzeczące polskie rolnictwo w tak przygotowanej prezentacji po prostu nie wymagało ani państwowej troski, ani ulepszających działań!!

 

Gdy Polskę ogarnęła fala strajków solidarnościowych, wzrosło także napięcie w POM. Kolejne wydarzenia wyzwalały zaskakujące zachowania. Kierownik jednego z działów usługowych przypisanych do mojego nadzoru, doskonale radził sobie samodzielnie. Kiedykolwiek do POM trafiały z terenu prośby bądź sugestie, przekazywałem je kierownikowi, on zajmował się nimi dalej wg możliwości swojej ekipy. Skarg ani zastrzeżeń nie było nigdy. Wspieraliśmy się na bieżąco przemieszczając ekipy w miarę spiętrzeń powstających w zakładzie lub obsługiwanym terenie. Zależność służbowa pozostawała fikcyjną. Gdy w kontaktach z "Technicznymi" pozostałych przedsiębiorstw skupionych w Zjednoczeniu dowiedziałem się, że w wielu z nich pracami terenowymi kierują wydzieleni zastępcy dyrektora, wystąpiłem do Naczelnego o przerwanie fikcji i powierzenie takiej funkcji kierownikowi naszemu. Po kolejnym wznowieniu tematu Naczelny stwierdził, że nie uzyskał zgody Zjednoczenia. Odmowę uzasadniono niewystarczającym (średnim) wykształceniem kandydata.

W trakcie postępujących zmian odeszli - Naczelny na emeryturę wcześniejszą, "Ekonomiczna' do kołobrzeskiej firmy, bliższej jej nowego prywatnego domu i Gł. Księgowa - na emeryturę wysłużoną. Zaczęły mnożyć się niespodzianki. Kilka najmniej przyjemnych muszę (i chcę) opisać.

 

Gdy władze zdelegalizowały NSZZ Solidarność, zakładowi związkowcy usunęli z dużej związkowej tablicy wszystkie komunikaty. Na ciemnym tle gabloty środkowej, największej, wpięli czerwony goździk z czarną, żałobną wstążką. Wyglądało to pięknie w swojej skromności, doskonale oddawało nastrój ówczesnych chwil. Szybko okazało się, że nie wszyscy myślimy podobnie. Sekretarka, odnalazłszy mnie na terenie zakładu powiadomiła, że w towarzystwie niezaakceptowanego kandydata na zastępcę, czeka na mnie delegat z KW PZPR. Śpiesząc do tak ważnego gościa nie mogłem wymyślić logicznej odpowiedzi na dręczące pytanie - co i dlaczego przy delegacie robi nasz nieakceptowany kandydat?

Okazało się, że nic, poza minami dostosowanymi do słów i min delegata.

Po zapewnieniu, że pracujemy normalnie,  delegat uznał za konieczne pokazać, jak ta moja normalność wygląda. Zaprowadził nas (raczej mnie!) przed gablotę i wskazując goździk zapytał - A co znaczyć ma TO! Odpowiedź, że TO nie ma żadnego wpływu na pracę, wyraźnie go rozwścieczyła. "Nakazał" zlikwidować całą tablicę w ciągu najbliższych kilku godzin. Rozwścieczył się jeszcze bardziej, gdy wtrąciłem, że zamiast zajmować się drobiazgami, byłoby lepiej, gdyby spowodował powołanie nowego Naczelnego, bez dalszego zmuszania mnie do pracy za trzy ważne osoby. Gdy odjechał porozumiałem się telefonicznie z lokalnym Komisarzem WRON. Pan kapitan podzielił moje obawy, że likwidacja tablicy podziała jak iskra. Uzgodniliśmy osłonięcie jej skręconymi płytami wiórowymi. I tak się stało. Kto i dlaczego próbował zrobić z tego aferę - nie wiem do dzisiaj. I wiedzieć nie chcę...

 

Podczas burzliwych wydarzeń w kraju dwukrotnie nawiedził mnie przedstawiciel SB. Chciał poznać nastroje wśród załogi i pomóc w "uspokojeniu" ewentualnych wichrzycieli. Podziękowania za chęć pomocy, stwierdzenie, że pracujemy normalnie bo załoga doskonale wie, że i pracujący i strajkujący jeść muszą, oraz oświadczenie, że w przypadku utraty kontroli nad wydarzeniami w zakładzie wolę wybrać własną dymisję, wyraźnie go rozczarowała. Gdy dodałem, że wystarczy aby swoją pomoc sprowadził do szepnięcia komu trzeba o moim przemęczeniu pracą za troje, miał dość. Co i jak zapisał w swoich raportach dla przełożonych - nie wiem.

 

Dyrektora Naczelnego Zjednoczenia szanowałem zawsze, od pierwszego kontaktu. Bywał u nas dość często. Kilka razy zapytał, jak pracuje się z moim szefem. Nie skarżyłem się nigdy, bo poza ciągłą skłonnością do zastępowania moich obietnic swoimi, pozostawiał mi dużo swobody. Mocno zaskoczyła mnie jego reakcja na wydarzenia bieżące. Gdy wśród postulatów strajkowych znalazło się żądanie wycofania wojsk ZSRR z terenów Polski, Rosjanie zareagowali natychmiast średnio 3-krotnym zwiększeniem cen części zamiennych. Dla przedsiębiorstw specjalizujących się w naprawach głównych ciężkiego sprzętu rolniczego produkcji radzieckiej zmiana okazała się zabójcza. Pozostawały dwa naturalne rozwiązania - korekta cen za NG w górę, lub rezygnacja z ich wykonywania, ze stosownymi przesunięciami wśród załogi. Oba rozwiązania Naczelnego wyraźnie zdenerwowały, zarzucił mi brak wrażliwości politycznej. Uważał, że niebezpiecznie pogorszą nastroje także wśród rolników. Stwierdził, że takich zmian nie akceptuje. Pozostało minimalizowanie szybko narastających strat.

Przewidując, czym to się skończy, w bardzo skromnym (na początek) zakresie uruchomiłem działalność na własny rachunek.

 

Pewnego dnia, lotem błyskawicy zakład obiegła wiadomość, że w gabinecie Naczelnego rozsiadła się delegacja z Koszalina. Wezwano czynniki społeczne, aby przedstawić im Nominata. Odetchnąłem z ulgą, z przekonaniem, że wreszcie będzie ktoś, kto przejmie lwią część ciążących na mnie obowiązków. Zdziwiło mnie trochę, że funkcję Dyrektora Naczelnego POM powierzono tej samej osobie, której uprzednio odmówiono funkcji zastępcy dyrektora ze względu na niewystarczające wykształcenie. Ale - jak powiadają rdzenni rolnicy - nie mój ogród, nie moje owoce. Powierzono ją osobie właściwej politycznie, oficerowi rezerwy(?), a mnie polityka brzydziła od zawsze. Wciąż, z modulowaniem stosownym do okoliczności, powtarzałem gdzieś zasłyszaną/przeczytaną opinię, że polityka jest jak świeża kupa dziecka - z którejkolwiek strony tknie się ją, z każdej śmierdzi.

 

Moje nadzieje na spokojniejszą pracę nie sprawdziły się, przynajmniej nie tak szybko, jak się spodziewałem. Na początku Nowy, po odebraniu moich szczerych gratulacji przychodził do mnie ze stertą korespondencji, aby uzgodnić, do kogo ją przekierować i ewentualnie, co komu odpowiedzieć. Załatwialiśmy to szybko, ale Nowy pozostawał dłużej. Bardzo lubił opowiadać o ekstrawagancjach spotkań z kolegami-oficerami rezerwy. Czy robił to celowo aby podkreślić różnicę pomiędzy nim i  "szeregowcem dyplomowanym", któremu najpierw odmówiono rekomendacji na studia w WAT a później odebrano wszystkie nagrody i wywalono z kompanii szkolnej po bezpośrednim starciu z nowym dowódcą drużyny - nie wiem, ale po wydarzeniach późniejszych mam prawo brać taką ewentualność pod rozwagę. 

Kiedyś poprosiłem, abyśmy rozmowy przełożyli na później, bo mam do zrobienie coś pilnego. W kolejnym "ruchu" Nowy, poprzez sekretarkę, podesłał mi do rozdysponowania kolejną stertę korespondencji. Taka zamiana służbowej pomocy na służbowy obowiązek odebrałem jako grubą przesadę. Intencje stały się jasne podczas ogólnego zebrania załogi pod jego wodzą. Nowy zgrabnie połączył fakty, bez wskazania rzeczywistych przyczyn. Po prostu stwierdził, że w okresie, gdy samodzielnie zarządzałem przedsiębiorstwem, POM po raz pierwszy od wielu lat zanotował straty.

Po takim faulu złożyłem wypowiedzenie - możliwości dalszej współpracy z osobą, która w taki sposób manipuluje faktami, nie widziałem żadnej. Po upływie prawie czterdziestu lat uważam, że popełniłem emocjonalny błąd. W przypadku przeczekania do likwidacji POM miałbym i satysfakcję, i dużo wyższą emeryturę... 

 

Użyłem określenia "emocjonalny". Właśnie. Po prawie 50-latach od niecodziennego wydarzenia miewam wyrzuty sumienia. Tym bardziej, że niegdyś sam znalazłem się w sytuacji, w której- nie bacząc na konsekwencje - gotów byłem porzucić wszystko i udać się w siną dal. 

Na usilną prośbę klienta, po stosownych uzgodnieniach z pracownikami, obiecałem mu, że naprawiony sprzęt odebrać będzie mógł jutro. Po upływie niespełna godziny od uzgodnień przybiegł do mnie roztrzęsiony, najważniejszy wykonawca uzgodnień z wiadomością, że natychmiast musi urwać się z pracy i nie będzie go także w dniu następnym. Gdy spytałem, czy i jak mogę mu pomóc, czy ma jakiegoś zastępcę do wykonania uzgodnionych czynności, odrzekł, że teraz nie może i nie jest w stanie o tym myśleć. Dlaczego - nie mówił, a ja nie miałem zwyczaju wtykać nosa w sprawy osobiste. Emocjonalnie trzaskając papierzyskami o blat biurka postawiłem warunek - jeżeli zapewni zastępstwo, będzie OK, jeżeli nie, zostanie ukarany. Odszedł zdecydowany ponieść karę. Sprawę z niezadowolonym klientem udało się załagodzić na tyle, że afery nie było.

Pracownik nie został ukarany, ale wrogiem pozostał. Powiedziano mi później, że na zebraniu POP PZPR skarżył się, że jego - wieloletniego członka - potraktowałem skandalicznie, strzelając mu przed nosem papierzyskami o biurko. Szkoda. Zadra i dyskomfort pozostały. Jest takie powiedzenie - lepiej mieć tysiąc przyjaciół niż jednego wroga...

 

W okresie wypowiedzenia wielokrotnie nagabywałem Nowego o wyznaczenie osoby, której będę mógł solidnie przekazać przynajmniej dokumenty, z moją funkcją związane. Nowy do końca udawał, że w moje wypowiedzenie nie wierzy, że niby wycofam je w ostatniej chwili. Później wielokrotnie telefonował do mnie jego brygadzista z pytaniami, gdzie co może odnaleźć. Było to wielce irytujące ale telefonował zawsze człowiek wyjątkowo solidny. Odpowiadałem zwykle z maksymalną precyzją , bo akurat tego pracownika po prostu bardzo szanowałem - z takimi ludźmi chętnie pracowałbym nawet do emerytury i ...dłużej :).

 

Podczas rozkręcania działalności na własny rachunek natknąłem się na gąszcz absurdalnych przepisów, barier oraz ...krwiożercze zachowania lobbystów i konkurencji.

Po uzyskaniu zgody BSM na dostosowanie piwnicy własnej i części przyległej do piwnicy wózkowni, nigdy wcześniej i przez nikogo nieużywanej, przyjąłem duże zlecenie na dostawę dla Fabryki Maszyn w ŻNINIE drobnych elemenów do termosów wojskowych. Zakupiłem kilka obrabiarek stołowych, do pomocy zatrudniłem dwóch emerytów. Na skromne utrzymanie wystarczyło dla wszystkich. Spokój nie trwał długo. Po upływie bodajże 1,5 roku u odbiorcy ogłoszono przetarg. Wygrał konkurent o 15% tańszy od mojego minimum. Dowiedziałem się później, że pod jego presją i groźbą opóźnienia dostaw dla wojska przez FM Żnin, zgodzono się, by detale dostarczał terminowo o 30% droższe od moich. Bywało ciężko, ale miało być nie o tym...

 

Wideo: Karlino w październiku 2010.

                   Tadeusz Dużyński -- tadeuszduzynski@interia.pl

ulicy Białogardzkiej. Obecnie wszystkie działki są szczelnie wygrodzone i zabudowane. Dostępu do rzeki brak?? - nie wiem, nie próbowałem go szukać. Wiem tylko tyle, że - zgodnie z przepisami polskiego prawa - być tak nie powinno.

W roku 2022 na ulicy trwają prace porządkujące ścieki, jezdnię i chodniki a z lat siedemdziesiątych pamiętam czyn społeczny, w którym na styku Okrzei i Konopnickiej zrywaliśmy ciężką jak cholera trylinkę. Pod asfalt. Uczestniczyłem w nim bez oporów ze świadomością, że robimy coś pożytecznego dla miasta, dla mieszkańców.

Bywało z tym różnie. We wspomnianym dniu inna ekipa przygotowywała teren kolei wąskotorowej pod ścieżkę zdrowia. Ścieżki zdrowia były w tych czasach w modzie, ale nie na terenie, na który północny wiatr nawiewał mdląco-wymiotny zapach ówczesnego Bacutilu...

Przez tak długi okres działo się bardzo dużo. Ze spisania tylko najważniejszych wspomnień powstałaby opasła księga. Żyłem skromnie, z ogromną niechęcią obserwując polityków i wszelkich "doradców". Każdy wydaje odmienną opinię i pozostaje przekonany, że rację ma tylko on. Pozostaje "telegraficzny skrót" odniesiony głównie do najważniejszych powodów zmian. 

 

Współpraca z Naczelnym układała się dobrze, z jednym niemiłym dla mnie wyjątkiem. Od czasu, gdy przywieziono mu zastępcę, 80% czasu spędzał poza firmą, ale dzięki temu i własnym szerokim znajomościom potrafił załatwić naprawdę dużo - dla firmy, dla załogi, dla poszczególnych pracowników, dla mnie też.

Od zawsze wysoko ceniłem partnerskie współdziałanie dla dobra wspólnego, niezależne od poglądów politycznych. W Karlinie takie zastałem i sądzę, że było największą zasługą ówczesnego, głównego gospodarza miasteczka. Mawiano o nim, że nie umiał rozpocząć pracy bez codziennego obchodu nielicznych wówczas ulic. Wchodził do biura, siadał przy telefonie i stanowczo prostował to co wydało się mu krzywe. To właśnie on wymógł na POM m.in. pomoc dla miasta przy odśnieżaniu ulic remontowanymi w POM ciągnikami gąsienicowymi DT 54 i DT 75, zadaszenie amfiteatru, metalowy mostek na Radwi. To on próbował namówić Irenę do funkcji ratownika na rzecznym kąpielisku. Poddał się słysząc, że Irenka pływa jak przysłowiowa siekiera, czyli niewiele gorzej niż ja. To śp. Władysław Bąkowski. W potrzebie wielokrotnie potrafił pomóc - chyba każdemu. 

Z dniem podjęcia pracy, na okres przejściowy otrzymałem umeblowany pokój służbowy nad "całodobową" portiernią POM, w sąsiedztwie zakładowej świetlicy i stołówki. Później, mój Naczelny "załatwił" - również na okres przejściowy - 2-pokojowe mieszkanie (z ciemną kuchnią) w zakładowym bloku ZPPiW, przeznaczone dla kadry technicznej tamtejszych Zakładów. Zanim doszło do przeprowadzki, w służbówce odwiedził nas ojciec Ireny z bratem-Rosjaninem, który koniecznie chciał odwiedzić wspólnych przyjaciół w Koszalinie i Darłowie. Wspominam to, ponieważ podczas jazdy doszło do zabawnej sytuacji. Jan jakoś uniknął wywózki do Niemiec, pozostał na Białorusi, przyjął obywatelstwo ZSRR. Jadąc do Koszalina kilkakrotnie kręcił głową na widok stad saren pasących się na częściowo bezśnieżnych polach. Zagadnięty odpowiedział, że takie widoki bardzo go dziwią - na jego terenach dzika zwierzyna już dawno została ...zjedzona.

W okresie, gdy mieszkaliśmy w służbówce a później w zakładowym mieszkaniu ZPPiW, powstawało Osiedle Chopina współfinansowane przez ZPPiW, Białogardzką Spółdzielnię Mieszkaniową i Urząd Miasta. Gdy do użytku oddano blok, w którym dysponentami całych klatek schodowych (z trzema mieszkaniami na każdym piętrze) były wszystkie w/w jednostki, w jednej z nich otrzymaliśmy mieszkanie na piętrze IV, pod warunkiem, że stanę się członkiem BSM oczekującym na mieszkanie własnościowe. Warunek oczywiście spełniłem, ale podczas korzystania z mieszkania na IV pietrze okazało się, że ma ono nieprzyjemną wadę - gałkę zamiast zewnętrznej klamki, uniemożliwiającą wejście do mieszkania bez użycia klucza. Zdarzyło się i mnie, że po wyjściu na bardzo krótką chwilę wracać do siebie musiałem poprzez mieszkanie sąsiadki. Gdy z jej balkonu na piętrze III wspinałem się na własny, na dole zebrała się grupka obserwatorów, ciekawych - poradzę sobie, czy spadnę. Nie spadłem. Poza tym pamiętałem, że przed nieostrożnym wyjściem, nasze drzwi balkonowe były otwarte...

Po uzyskaniu statusu członka BSM oczekującego na mieszkanie własnościowe, dalsza pomoc Naczelnego stała się w tej dziedzinie zbędna, musiałem radzić sobie sam - w pracy i poza nią. Naczelny zachowywał się podobnie jak lew na sawannie - wciąż objeżdżał nasz rejon obsługi, "rozpoznawał sytuację", podtrzymywał lub odnawiał układy, umacniał i - niestety - obiecywał. Podczas jego nieobecności, wszelkie prośby, uzgodnienia, żale i pretensje telefonistka automatycznie kierowała do mnie. Było tego na prawdę dużo - jak to w rolnictwie, w którym wciąż dużo dzieje się począwszy od orek i siewów wiosennych, poprzez chemizację, zbiory płodów, do orek i siewów ozimych. Wobec poważnych szefów przedsiębiorstw rolnych telefonujących i odwiedzających nasz Ośrodek, pod nieobecność Naczelnego podejmowałem konkretne zobowiązania. Naczelny wracał, bez słowa porozumienia zmieniał moje ustalenia, bo akurat coś zupełnie odmiennego obiecał komuś w terenie. W normalnym przedsiębiorstwie sytuacja nie do wyobrażenia!! Cierpiał na tym przede wszystkim wizerunek mój, firmy, najmniej jego. Moje krytyczne uwagi przyjmował z wyraźną niechęcią i ...nadal podobne sytuacje stwarzał. Dlaczego? Mogę jedynie domyślać się, ale na pewno nie z powodu poczynań moich. Swoje miejsce w szeregu znam doskonale, a lojalność służbową  cenię wysoko.

Skoro mowa o lojalności. Przez dwanaście lat odnotowałem kilka przypadków jej wielce nieprzyjemnego gwałcenia. Jako pierwszy "wystartował" przewodniczący zakładowego Związku Zawodowego z żądaniem(!) zwiększenia kilku stawek płacowych za czynności, przy których niektórzy jego podopieczni, pomimo "usilnych starań" zarabiają poniżej przeciętnej zakładowej. Moje tłumaczenia i kontrargumenty poparte świetnymi wynikami innych pracowników wykonujących te same czynności traktował jako obraźliwe sprzeciwianie się woli ZZ. Pozostał wrogiem nr 1. Wrogość wzmogła się, gdy - stosownie do jego sugestii - powierzyłem jednemu z "działaczy" czynności, przy których inni osiągali najwyższe zarobki. Działacz po upływie dwóch miesięcy osobiście poprosił o przywrócenie mu czynności wcześniejszych, bo na nowych, mimo większego wysiłku, stracił około 30% zarobku. Moje ostrzeżenia potwierdziły się -  efektywnie wykonywać konkretne czynności może tylko właściwie dobrany człowiek, jego wiedza, zdolności organizacyjne, doświadczenie a także warunki fizyczne i kilka innych, równie ważnych cech. Działacz wielu z nich nie miał.

Pan przewodniczący krótko po tym, jak awansował do struktur powiatowych, spróbował odegrać się. Pewnego dnia, gdy pod zwykłą nieobecność Naczelnego rozstrzygałem na terenie zakładu jakiś gorący problem, na hali odnalazła mnie sekretarka. Poinformowała, że w gabinecie Naczelnego czekają "goście z powiatu" - chcą ze mną rozmawiać. Poprosiłem, aby chwilę zajęła się nimi, podała napoje, powiadomiła że przybędę niezwłocznie i wysondowała, w jakim przybyli celu. Jeżeli zechcą coś wiedzieć o DORO, to do przekazania szczegółów poleciłem podesłać im kierownika działu technicznego. 

Gdy po załatwieniu sprawy wszedłem do gabinetu z usprawiedliwiająco-przepraszającym uśmiechem, rozłożony w fotelu, młody i wielce nadęty przedstawiciel KP PZPR wystartował do mnie z grubej rury:

- a Wy co Dyrektorze?!  Nikt Was jeszcze nie nauczył jak należy przyjmować gości z powiatu!? Pozwalacie na siebie czekać, przysyłacie szeregowego pracownika!? Jeżeli tak to wygląda, to możecie zacząć się pakować. Za tydzień już Was tu nie będzie, ktoś taki nie może pełnić tak ważnej funkcji.

Uśmiech zamarł na mojej twarzy a widok rozpartego w fotelu, szyderczo uśmiechniętego pana związkowca rozwścieczył mnie ponad wszelkie granice. Odpowiedziałem:

- przede wszystkim to żaden szeregowy pracownik, tylko kierownik działu technicznego z wieloletnim doświadczeniem, a skoro mam się pakować, to nie widzę powodu do dalszego wysłuchiwania podobnych połajanek.

Mówiąc to zrobiłem zwrot na pięcie i ze słowem ŻEGNAM, trzasnąłem drzwiami gabinetu. Aby choć trochę uspokoić się, wyszedłem na teren zakładu. Dogoniła mnie sekretarka z informacją, że goście czekają na mnie nadal, że chcą rozmawiać dalej. Świadom partyjnej wszechmocy, pewien spełnienia groźby poprosiłem, aby im przekazała, że przyjść nie zamierzam, bo zająłem się pakowaniem. Kiedy i jak opuścili zakład - nie wiem.

Przepełniony zdenerwowaniem, obrzydzeniem i świadomością, że w taki sposób muszę rozstać się z pracą, do końca dnia nie pojąłem żadnej czynności służbowej. Gdy z terenu zjechał Naczelny, powiadomiłem go o całym zdarzeniu i związanej z nim niezdolności do dalszej pracy. Szef wysłuchał, chwilę pomyślał, doradził natychmiast udać się do I Sekretrza KP, bo to człowiek normalny, który do spełnienia gróźb nadętych, podległych mu funkcjonariuszy, po prostu nie dopuści. Miał rację. Za poręczeniem "Pierwszego" powróciłem do normalnego pełnienia obowiązków. Obu "panów-towarzyszy" nigdy więcej nie spotkałem. 

Ale był to tylko drobny incydent lokalny. Z przeogromnym niesmakiem wspominam otoczkę zdarzenia o charakterze państwowym.

Tereny naszego województwa odwiedziła delegacja władzy, z towarzyszem Edwardem Gierkiem na czele. Lokalne służby błyskawicznie wybrały najnowocześniejsze gospodarstwo hodowlane, przewieziono do niego z rozległej okolicy najdorodniejsze okazy byków. Gdy z ekipą TV zjechała Delegacja - wszystko prezentowało się wzorowo. Skrzeczące polskie rolnictwo w tak przygotowanej prezentacji po prostu nie wymagało ani państwowej troski, ani ulepszających działań!!

 

Gdy Polskę ogarnęła fala strajków solidarnościowych, wzrosło także napięcie w POM. Kolejne wydarzenia wyzwalały zaskakujące zachowania. Kierownik jednego z działów usługowych przypisanych do mojego nadzoru, doskonale radził sobie samodzielnie. Kiedykolwiek do POM trafiały z terenu prośby bądź sugestie, przekazywałem je kierownikowi, on zajmował się nimi dalej wg możliwości swojej ekipy. Skarg ani zastrzeżeń nie było nigdy. Wspieraliśmy się na bieżąco przemieszczając ekipy w miarę spiętrzeń powstających w zakładzie lub obsługiwanym terenie. Zależność służbowa pozostawała fikcyjną. Gdy w kontaktach z "Technicznymi" pozostałych przedsiębiorstw skupionych w Zjednoczeniu dowiedziałem się, że w wielu z nich pracami terenowymi kierują wydzieleni zastępcy dyrektora, wystąpiłem do Naczelnego o przerwanie fikcji i powierzenie takiej funkcji kierownikowi naszemu. Po kolejnym wznowieniu tematu Naczelny stwierdził, że nie uzyskał zgody Zjednoczenia. Odmowę uzasadniono niewystarczającym (średnim) wykształceniem kandydata.

W trakcie postępujących zmian odeszli - Naczelny na emeryturę wcześniejszą, "Ekonomiczna' do kołobrzeskiej firmy, bliższej jej nowego prywatnego domu i Gł. Księgowa - na emeryturę wysłużoną. Zaczęły mnożyć się niespodzianki. Kilka najmniej przyjemnych muszę (i chcę) opisać.

 

Gdy władze zdelegalizowały NSZZ Solidarność, zakładowi związkowcy usunęli z dużej związkowej tablicy wszystkie komunikaty. Na ciemnym tle gabloty środkowej, największej, wpięli czerwony goździk z czarną, żałobną wstążką. Wyglądało to pięknie w swojej skromności, doskonale oddawało nastrój ówczesnych chwil. Szybko okazało się, że nie wszyscy myślimy podobnie. Sekretarka, odnalazłszy mnie na terenie zakładu powiadomiła, że w towarzystwie niezaakceptowanego kandydata na zastępcę, czeka na mnie delegat z KW PZPR. Śpiesząc do tak ważnego gościa nie mogłem wymyślić logicznej odpowiedzi na dręczące pytanie - co i dlaczego przy delegacie robi nasz nieakceptowany kandydat?

Okazało się, że nic, poza minami dostosowanymi do słów i min delegata.

Po zapewnieniu, że pracujemy normalnie,  delegat uznał za konieczne pokazać, jak ta moja normalność wygląda. Zaprowadził nas (raczej mnie!) przed gablotę i wskazując goździk zapytał - A co znaczyć ma TO! Odpowiedź, że TO nie ma żadnego wpływu na pracę, wyraźnie go rozwścieczyła. "Nakazał" zlikwidować całą tablicę w ciągu najbliższych kilku godzin. Rozwścieczył się jeszcze bardziej, gdy wtrąciłem, że zamiast zajmować się drobiazgami, byłoby lepiej, gdyby spowodował powołanie nowego Naczelnego, bez dalszego zmuszania mnie do pracy za trzy ważne osoby. Gdy odjechał porozumiałem się telefonicznie z lokalnym Komisarzem WRON. Pan kapitan podzielił moje obawy, że likwidacja tablicy podziała jak iskra. Uzgodniliśmy osłonięcie jej skręconymi płytami wiórowymi. I tak się stało. Kto i dlaczego próbował zrobić z tego aferę - nie wiem do dzisiaj. I wiedzieć nie chcę...

 

Podczas burzliwych wydarzeń w kraju dwukrotnie nawiedził mnie przedstawiciel SB. Chciał poznać nastroje wśród załogi i pomóc w "uspokojeniu" ewentualnych wichrzycieli. Podziękowania za chęć pomocy, stwierdzenie, że pracujemy normalnie bo załoga doskonale wie, że i pracujący i strajkujący jeść muszą, oraz oświadczenie, że w przypadku utraty kontroli nad wydarzeniami w zakładzie wolę wybrać własną dymisję, wyraźnie go rozczarowała. Gdy dodałem, że wystarczy aby swoją pomoc sprowadził do szepnięcia komu trzeba o moim przemęczeniu pracą za troje, miał dość. Co i jak zapisał w swoich raportach dla przełożonych - nie wiem.

 

Dyrektora Naczelnego Zjednoczenia szanowałem zawsze, od pierwszego kontaktu. Bywał u nas dość często. Kilka razy zapytał, jak pracuje się z moim szefem. Nie skarżyłem się nigdy, bo poza ciągłą skłonnością do zastępowania moich obietnic swoimi, pozostawiał mi dużo swobody. Mocno zaskoczyła mnie jego reakcja na wydarzenia bieżące. Gdy wśród postulatów strajkowych znalazło się żądanie wycofania wojsk ZSRR z terenów Polski, Rosjanie zareagowali natychmiast średnio 3-krotnym zwiększeniem cen części zamiennych. Dla przedsiębiorstw specjalizujących się w naprawach głównych ciężkiego sprzętu rolniczego produkcji radzieckiej zmiana okazała się zabójcza. Pozostawały dwa naturalne rozwiązania - korekta cen za NG w górę, lub rezygnacja z ich wykonywania, ze stosownymi przesunięciami wśród załogi. Oba rozwiązania Naczelnego wyraźnie zdenerwowały, zarzucił mi brak wrażliwości politycznej. Uważał, że niebezpiecznie pogorszą nastroje także wśród rolników. Stwierdził, że takich zmian nie akceptuje. Pozostało minimalizowanie szybko narastających strat.

Przewidując, czym to się skończy, w bardzo skromnym (na początek) zakresie uruchomiłem działalność na własny rachunek.

 

Pewnego dnia, lotem błyskawicy zakład obiegła wiadomość, że w gabinecie Naczelnego rozsiadła się delegacja z Koszalina. Wezwano czynniki społeczne, aby przedstawić im Nominata. Odetchnąłem z ulgą, z przekonaniem, że wreszcie będzie ktoś, kto przejmie lwią część ciążących na mnie obowiązków. Zdziwiło mnie trochę, że funkcję Dyrektora Naczelnego POM powierzono tej samej osobie, której uprzednio odmówiono funkcji zastępcy dyrektora ze względu na niewystarczające wykształcenie. Ale - jak powiadają rdzenni rolnicy - nie mój ogród, nie moje owoce. Powierzono ją osobie właściwej politycznie, oficerowi rezerwy(?), a mnie polityka brzydziła od zawsze. Wciąż, z modulowaniem stosownym do okoliczności, powtarzałem gdzieś zasłyszaną/przeczytaną opinię, że polityka jest jak świeża kupa dziecka - z którejkolwiek strony tknie się ją, z każdej śmierdzi.

 

Moje nadzieje na spokojniejszą pracę nie sprawdziły się, przynajmniej nie tak szybko, jak się spodziewałem. Na początku Nowy, po odebraniu moich szczerych gratulacji przychodził do mnie ze stertą korespondencji, aby uzgodnić, do kogo ją przekierować i ewentualnie, co komu odpowiedzieć. Załatwialiśmy to szybko, ale Nowy pozostawał dłużej. Bardzo lubił opowiadać o ekstrawagancjach spotkań z kolegami-oficerami rezerwy. Czy robił to celowo aby podkreślić różnicę pomiędzy nim i  "szeregowcem dyplomowanym", któremu najpierw odmówiono rekomendacji na studia w WAT a później odebrano wszystkie nagrody i wywalono z kompanii szkolnej po bezpośrednim starciu z nowym dowódcą drużyny - nie wiem, ale po wydarzeniach późniejszych mam prawo brać taką ewentualność pod rozwagę. 

Kiedyś poprosiłem, abyśmy rozmowy przełożyli na później, bo mam do zrobienie coś pilnego. W kolejnym "ruchu" Nowy, poprzez sekretarkę, podesłał mi do rozdysponowania kolejną stertę korespondencji. Taka zamiana służbowej pomocy na służbowy obowiązek odebrałem jako grubą przesadę. Intencje stały się jasne podczas ogólnego zebrania załogi pod jego wodzą. Nowy zgrabnie połączył fakty, bez wskazania rzeczywistych przyczyn. Po prostu stwierdził, że w okresie, gdy samodzielnie zarządzałem przedsiębiorstwem, POM po raz pierwszy od wielu lat zanotował straty.

Po takim faulu złożyłem wypowiedzenie - możliwości dalszej współpracy z osobą, która w taki sposób manipuluje faktami, nie widziałem żadnej. Po upływie prawie czterdziestu lat uważam, że popełniłem emocjonalny błąd. W przypadku przeczekania do likwidacji POM miałbym i satysfakcję, i dużo wyższą emeryturę... 

 

Użyłem określenia "emocjonalny". Właśnie. Po prawie 50-latach od niecodziennego wydarzenia miewam wyrzuty sumienia. Tym bardziej, że niegdyś sam znalazłem się w sytuacji, w której- nie bacząc na konsekwencje - gotów byłem porzucić wszystko i udać się w siną dal. 

Na usilną prośbę klienta, po stosownych uzgodnieniach z pracownikami, obiecałem mu, że naprawiony sprzęt odebrać będzie mógł jutro. Po upływie niespełna godziny od uzgodnień przybiegł do mnie roztrzęsiony, najważniejszy wykonawca uzgodnień z wiadomością, że natychmiast musi urwać się z pracy i nie będzie go także w dniu następnym. Gdy spytałem, czy i jak mogę mu pomóc, czy ma jakiegoś zastępcę do wykonania uzgodnionych czynności, odrzekł, że teraz nie może i nie jest w stanie o tym myśleć. Dlaczego - nie mówił, a ja nie miałem zwyczaju wtykać nosa w sprawy osobiste. Emocjonalnie trzaskając papierzyskami o blat biurka postawiłem warunek - jeżeli zapewni zastępstwo, będzie OK, jeżeli nie, zostanie ukarany. Odszedł zdecydowany ponieść karę. Sprawę z niezadowolonym klientem udało się załagodzić na tyle, że afery nie było.

Pracownik nie został ukarany, ale wrogiem pozostał. Powiedziano mi później, że na zebraniu POP PZPR skarżył się, że jego - wieloletniego członka - potraktowałem skandalicznie, strzelając mu przed nosem papierzyskami o biurko. Szkoda. Zadra i dyskomfort pozostały. Jest takie powiedzenie - lepiej mieć tysiąc przyjaciół niż jednego wroga...

 

W okresie wypowiedzenia wielokrotnie nagabywałem Nowego o wyznaczenie osoby, której będę mógł solidnie przekazać przynajmniej dokumenty, z moją funkcją związane. Nowy do końca udawał, że w moje wypowiedzenie nie wierzy, że niby wycofam je w ostatniej chwili. Później wielokrotnie telefonował do mnie jego brygadzista z pytaniami, gdzie co może odnaleźć. Było to wielce irytujące ale telefonował zawsze człowiek wyjątkowo solidny. Odpowiadałem zwykle z maksymalną precyzją , bo akurat tego pracownika po prostu bardzo szanowałem - z takimi ludźmi chętnie pracowałbym nawet do emerytury i ...dłużej :).

 

Podczas rozkręcania działalności na własny rachunek natknąłem się na gąszcz absurdalnych przepisów, barier oraz ...krwiożercze zachowania lobbystów i konkurencji.

Po uzyskaniu zgody BSM na dostosowanie piwnicy własnej i części przyległej do piwnicy wózkowni, nigdy wcześniej i przez nikogo nieużywanej, przyjąłem duże zlecenie na dostawę dla Fabryki Maszyn w ŻNINIE drobnych elemenów do termosów wojskowych. Zakupiłem kilka obrabiarek stołowych, do pomocy zatrudniłem dwóch emerytów. Na skromne utrzymanie wystarczyło dla wszystkich. Spokój nie trwał długo. Po upływie bodajże 1,5 roku u odbiorcy ogłoszono przetarg. Wygrał konkurent o 15% tańszy od mojego minimum. Dowiedziałem się później, że pod jego presją i groźbą opóźnienia dostaw dla wojska przez FM Żnin, zgodzono się, by detale dostarczał terminowo o 30% droższe od moich. Bywało ciężko, ale miało być nie o tym...

 

Wideo: Karlino w październiku 2010.

Kołobrzeg odwiedzamy dość często od lat siedemdziesiątych wieku dwudziestego. Treść pierwszego zdania wydźwięk ma b. poważny, ale to tylko pozory. Po prostu korzystaliśmy z bliskości nadmorskiego kurortu, nie ograniczając się do ważnych imprez i wydarzeń. Często celem głównym bywał zwykły, nadmorski spacer. O każdej porze roku, przy każdej pogodzie. Bywały potężne sztormy, zimowe spiętrzenia kry, rzęsiste ulewy, upały, naloty motyli i gryzących biedronek.

Plażować w Kołobrzegu spróbowaliśmy tylko raz. Mrowisko zniechęciło nas tak skutecznie, że na pozostałe kąpiele i plażowania jeździliśmy do wielu innych miejscowości. Po zachodniej stronie Kołobrzegu dotarliśmy do niemieckiego Wolgast , po wschodniej, na Hel i Gdańsk.  

Cdn, gdy dotrę do wcześniejszych materiałów odzyskanych z dysku uszkodzonego...

Wideo: 2016-08-05 Karlino-Hajnówka + Hajnówka-Lublin-Kraśnik-Lublin-Nieszawa-Karlino. 

Do każdego odległego celu prowadzi zwykle kilka różnych tras. Najkrótsze, najszybsze, płatne, z utrudnieniami i bez. Na mapach odnaleźć można także drogi lokalne, niezalecane. Nie wiem skąd i dlaczego ugruntowało się we mnie dążenie do poznania wszystkich - także tych ostatnich. Stąd do niecodziennych przygód jest już bardzo blisko.

 

Wszelkie pokonane przeze mnie trasy chętnie rejestruję, od kiedy uzyskałem stosowne (bardzo skromne) możliwości. Po co ???...

Przede wszystkim dla siebie, z nadzieją, że tą samą trasę jeszcze kiedyś powtórzę i będzie to najlepsza okazja do porównania i udowodnienia zmian, jakie w międzyczasie i na trasie i wokół niej nastąpiły. A zmiany mają miejsce ZAWSZE. Wystarczą - zmiana pory dnia, pogody, pory roku, modernizacja drogi oraz wszelkie zmiany w wystroju i zabudowie na jej poboczach.

Na wszystkich trasach istnieją nudne dłużyzny. Zwykle usuwam je pozostawiając tylko miejsca charakterystyczne, pomocne w ustalaniu lokalizacji - tablice drogowe, mosty, wiadukty itp. Bywa to powodem krytyki ze strony zwolenników zachowywania ciągłości nagrań ze stosowaniem ich odtwarzania w tempie wielokrotnie przyśpieszonym. Przyśpieszeń staram się unikać - źle je znoszę, więc ROBIĘ CO LUBIĘ :)...

W październiku 2022 minęły moje 82 urodziny. To spory kawał czasu ale nigdy wcześniej nie widziałem tak atrakcyjnie zaprojektowanej i tak pięknie wkomponowanej w otoczenie siedziby OSP. Oczywiście otoczenie ulegało ogromnym zmianom - nowa zabudowa ulic Koszalińskiej, Wigury, Prusa i Szymanowskiego  , remont budynku dawnego Sądu Królewskiego. Obecnie całość uważam po prostu za imponującą. Za stałą gotowość do niesienia pomocy w przeróżnych sytuacjach, taka siedziba, uroczystość w dniu 25-09-2009 i nowy, nowocześnie wyposażony wóz bojowy oraz uroczyste uhonorowanie należało się im bardziej, niż komukolwiek innemu. Zdęcia i galerie związane z uroczystością , publikuję z przyjemnością.

Osówko, to niewielka miejscowość zabudowana po obu stronach drogi dojazdowej, łącżącej drogi 163 i 167 m.in. przez Sławomierz, Wicewo i Trzebiec. Często w niej bywałem z dwóch powodów - ryby w pobliskiej Paręcie i grzyby w lasach po przeciwnej stronie drogi. Teraz bywamy co najwyżej turystycznie, zwykle poza zaporą opisaną na podstronch Rzeki oraz Inwestycje Zewnętrzne. Zaporę wybudowano akurat na tarlisku-przełomie Parsęty, wspaniałej miejscówce pstrągowej. Poniżej zapory utworzono tarlisko sztuczne - czy ryby szlachetne chcą z niego korzystać - nie wiem.

Budowa zapory historię ma długą i obszerną. Powyżej obecnej zapory z trzema przepustami "podobno" przeciwpowodziowymi miał powstać duży zalew. Nawet w odległej Kolonii Motarzyno właściciel samotnego gospodarstwa nad rzeką twierdził, że swego czasu przedstawiciele starostwa namawiali go na rezygnację i przeprowadzkę do Białogardu. Projekt budowy zalewu padł po skutecznym proteście wędkarzy i ekologów...

Marszrutę rozpoczynam od województwa podlaskiego, bo właśnie tam, w Hajnówce, 15 pażdziernika 1940 roku "bocian przyniósł mnie" 4-osobowej rodzinie Durzyńskich. Stało się to po powrocie zdemobilizowanego pod Baranowiczami plutonowego Piotra Durzyńskiego. Piotr, w podarowanym mu w znajomej leśniczówce długim, sfatygowanym kożuchu, dotarł do Hajnówki zarośnięty tak bardzo, że z trudem rozpoznały go własne dzieci i żona. Miał pilnie strzeżony skarb - guzik od munduru, z orłem w koronie. Z nim został pochowany po przeżyciu lat 91. 

Gdy Piotr dotarł do Hajnówki, decyzja ówczesnych władz rosyjskich była krótka - sprawdzić. Jeżeli szpieg - rozstrzelać. Zwolniono go po interwencjach sąsiadów...

 

Jak powstały błędy w zapisie nazwisk, domyślać się można różnie. W urzędowych dokumentach mojej mamy zawarte są trzy różne wersje . U ojca i reszty rodziny - jedna, odmienna niż w moim dokumencie głównym i wszystkich pochodnych. U mojej obecnej żony, w dokumentach oficjalnych i pochodnych wpisano nazwę miejsca urodzenia w RFN, nieistniejącego na mapach. Istnieje, ale pisane przez dwa "t".

Do pokrewieństwa przyznajemy się na prawach kaduka. Tylko na zasadzie wspólnych rodziców i wspomnień. Formalnie nie jesteśmy nawet kuzynami.  Rodzina z upływem czasu wciąż się oddala - mam własną. Jak długo to potrwa ??

Marszrutę przedstawiam w systemie mieszanym - pobyt pierwszy + odwiedziny późniejsze, bez zachowania kolejności alfabetycznej. 

 

Z dzieciństwa w Hajnówce pamiętam niewiele. Tylko luźne, niepowiązane obrazy. Krowa Mućka, która chciała potraktować mnie rogiem, tucznik, który - nie trafiony w serce - biegał po ogrodzie aż się wykrwawił, świeczka i schron pod stogiem siana w którym ukrywaliśmy się albo przed Rosjanami, albo przed Niemcami (w zależności kto pytał), ruski żołnierz wychylający się z międzyrzędzia ziemniaków z uśmiechem i palcem na ustach sugerującym milczenie, podniebne potyczki samolotów.

Do pobliskiego przedszkola chadzać nie chciałem. Podobno po każdej próbie pozostawienia mnie tam, ryczałem tak długo i głośno, że takiego płaczu znieść nie mogły nawet doświadczone przedszkolanki. Pozostałem przy mamie jak typowy maminsynek. Miewało to strony dobre - złe przeważały.

Radykalne zmiany nastąpiły, gdy zacząłem uczęszczać do SP nr 1 TPD. Bywało różnie - więcej na stronie. Bardzo chciałbym przeprosić za swoje ówczesne wygłupy nauczyciela śpiewu (nazwiska nie pamiętam) ale jestem pewien, że to niemżliwe - prawdopodobnie od dawna nie żyje. W latach późnieszych próbowałem odnaleźć w leśnej osadzie Topiło lubianego kolegę Ziutka Emiljanowicza - bezskutecznie.

 

Dom rodzinny po raz pierwszy opuściłem w roku 1948. podczas wakacji po pierwszym roku nauki w SP nr 1 TPD. Pod "opieką" starszej o pięć lat siostry wyjechaliśmy na szkolne kolonie w Białowieży, w zamku częściowo rozwalonym. W latach późniejszych próbowałem go odnaleźć - bezskutecznie. Opis na stronie.

Do Białegostoku z Hajnówki jeździłem kilkakrotnie w latach 1950-54 po oliwę nicejską, dostępną tylko w tamtejszych delikatesach. Stanowiła składnik leku potrzebnego mamie. Na zdjęcia nie miałem czasu i chęci. W latach późniejszych, po ukończeniu edukacji w Kraśniku, z Gniewa, Tczewa i Koszalina jeździłem pociągiem Szczecin-Białystok. Niechętnie. W Białymstoku miewałem problemy z dojazdem do Hajnówki. Z Wałcza podróżowałem przez Warszawę. W sierpniu 2022 kontrolnie skorzystaliśmy z jadącego m.in. przez Hajnówkę "objazdowego" pociągu BIEBRZA relacji Gdynia-Warszawa. Awaria lokomotywy wywołała opóźnienie prawie 6-godzinne.

W latach dalece późniejszych (nie dotyczy pociągu Biebrza) zwykle wybieraliśmu trasy, których poznać wcześniej nie zdążyliśmy. Supraśl, Augustów, Wigry i kilka innych miejscowości odwiedziliśmy wracając z Hajnówki. W kierunku na Supraśl rejestrowaliśmy ogromny kloc-pomnik, w Wigrach klasztor Kamedułów, jezioro i statek którym pływał Papież Jan Paweł II (tam nocowaliśmy na nieco odległej kwaterze prywatnej - w klasztorze wszystkie miejsca były zajęte), w Mikołajkach hotel Gołębiewski i - w najbiższej okolicy - kilka miejsc szczególnie urokliwych. W Mikołajkach nocowaliśmy a w hotelu mikołajkowskiego właściciela obchodziliśmy rocznicę ślubu, ale w Karpaczu!

Łączę przekierowania - Augustów, Kosy Most, Siemianówka, Topiło, Wigry.

Gniew i Tczew. Brat, "po odpracowaniu" nakazu w Kraśniku zmienił pracę. Namówiony przez kolegów którzy zrobili to wcześniej, podjął pracę w Fabryce Maszyn i Odlewni w Gniewie jako Główny Technolog. Otrzymał mieszkanie służbowe na piętrze narożnej kamienicy głównego placu Gniewa w sąsiedztwie kolegi-Gł. Mechanika i Naczelnego Dyrektora Fabryki. Pracowałem wówczas w Hajmechlesie a tamtejsze nawyki w pracy i poza nią nie gwarantowały zawodowego rozwoju. Fabryka w Gniewie dysponowała umeblowanym pokojem służbowym i nadal poszukiwała technologów. Rodzinnie uradzono, że taką okazję samych plusów wykorzystać powinienem. Pracę zmieniłem z dnia na dzień - przebieg pobytu w Gniewie w przekierowaniu. Z przyczyn zależnych ode mnie tylko w niewielkiej części, pracę zmieniłem - opis w przekierowaniu na Tczew. Z Tczewa, za radą tłustego i wielce spoconego sierżanta WKU, po defiladzie na golasa przed Komisją, z kategorią A (mimo mojej krótkowzroczności) miałem zgłosić się w dniu swoich imienin w JW 4420 Wałcz. Przed stawieniem się w JW wykorzystałem w Hajnówce urlop ustawowy.

Koszalin. Zanim rozstałem się z Barwicami, miałem uzgodnione zatrudnienie w Wojewódzkim Zjednoczeniu Przedsiębiorstw Państwowego Przemysłu Terenowego w Koszalinie, w pracowni konstrukcyjnej, rozstawionej w bardzo długiej sali z jedynym piecem stojącym blisko drzwi. Nawet gdy piec pękał z gorąca, zdarzało się, że na końcu sali temperatura spadała poniżej 10 st. C. Gdy coś takiego zdarzało się, szef pracowni rzucał na biurko futrzaną czapę, organizował zrzutkę. Jako najmłodszy wiekiem i stażem biegałem po rum lub krupnik. Podobno gdy mnie nie było, szef pracowni wzywał szefa kadr aby powiadomić go, że odsyła pracowników do domów. Przy pięknej zimowej pogodzie zdarzało się, że cała grupa - zamiast we własnych domach - lądowała w Mielnie, aby po sporej dawce alkoholu np. pozjeżdżać sobie z nadbrzeżnej skarpy.

Zmiana nastąpiła, gdy Polskę nawiedziła moda NTU (norm technicznie uzasadnionych). Początkowo do podległych firm jeździłem sam, gdy moda umocniła się, otrzymałem nowego szefa, później dwóch współpracowników, jeszcze później kolejnego. W krótkim czasie nowa komórka rozrosła się z jedno- do pięcioosobowej. Jednocześnie zmieniono zasady gry. Początowo inspektor instruował i bezpośrednio uczestniczył w pracach. Skończyło się na instruktarzu, podziale zadań i kontroli postępu prac.

Pracę w WZPPPT bardzo ceniłem. Dzięki niej poznałem szereg nowych miescowości ówczesnego województwa i co nieco samo województwo. Lubiłem system pracy który sprawial, że do Koszalina powracałen max. 2x w miesiącu aby złożyć sprawozdanie i rozliczyć delegację. W takiej sytuacji, bez obiekcji zgodziłem się na dokwaterowanie sublokatora, ale jeden mocno zaczadział, a następny - nie uprzedzony - skutecznie odstraszył srokę, którą wychowałem od czasu gdy wypadła z gniazda. Sroka miała zwyczaj przylatywać do okna po serwowany wyłącznie dla niej, smaczny kąsek.

Poznałem Człuchów, Czaplinek, Darłowo i Darłówko, Parasolki i restaurację "U Piotrusia" w Słupsku.

Skoro w Wałczu nie udało się z cybernetyką na WAT, wykorzystałem szansę stworzoną w roku 1963 przez Politechnikę Szczecińską. Politechnika uruchomiła w Koszalinie filię Wydziału Budownictwa Lądowego, prowadzoną w trybie wieczorowym. Kręciła mnie w szczególności budowa wspaniałych mostów i związane z nią obliczenia. W owym czasie kierunkowaliśmy prace w Sławieńskich Zakładach Przemysłu Terenowego w Darłowie. Naukę podjąłem 01.10.1963. Aby ułatwić kontynuację, z dniem 01.03.1964 - za nieco wymuszoną zgodą WZPPPT - podjąłem pracę w SZPT na stanowisku Gł. Technologa.

W Darłowie zakochałem się po same uszy a nawet i nieco wyżej. 9 maja 1964 roku, w gronie kolegów a bez udziału rodzin, wzięliśmy ślub cywilny - wbrew ludowym przepowiedniom, że małżeństwa majowe trwają bardzo krótko. W naszym przypadku przepowiednia spełniła się. Już w listopadzie zdarzyło się coś, co nasze małżeństwo przekreśliło ostatecznie, mimo późniejszych prób jego przywrócenia. 16 listopada wyjechałem do Świebodzina.

Barwice. Do Barwic trafiłem bezpośrednio z Wałcza - nawet pokrywają się daty zwolnienia z JW i przyjęcia do pracy. W Spółdzielni ZRYW przepracowałem dwa miesiące. Mimo łączonych stanowisk kierowniczych, zwolnienie z dnia na dzień wymusiłem 12 grudnia 1962. Z Barwicami rozstałem się z plamą na honorze i zawodową satysfakcją. Wojsko, po bardzo dokładnej kontroli, nie miało żadnych zastrzeżeń do wykonanych pod moim nadzorem wielkich elementów. Jak wyglądała dalsza współpraca po moim odejściu - nie wiem. Do wielkich kłopotów wystarczył nawet niepozorny błąd technologiczny. Szczegóły w opisie dostępnym z wykorzystaniem przekierowania.

Po roku 1983 i latach póżniejszych próbowałem odnaleźć stare ślady - bezskutecznie.

09 kwietnia 2022. Wyjechałem w ciemnościach. ze stosownym zapasem czasu. Za Białym Borem trafiłem na roboty drogowe i czerwone światło. Czekałem bardzo długo, zapas kurczył się błyskawicznie. Nic się nie działo. Uznałem, że drogowcom coś się popsuło - ruszyłem. Po ujechaniu około 3 km, zza wzórza wyłonił się ogromny samochód ciężarowy. Cofanie nie miało sensu. Ratując życie "zjechałem" na prawy pas o 30 cm niższy. Spodziewałem się poważnych uszkodzeń Nissana Qashqaja, ale - ku mojemu zdumieniu - samochodzik zachował się normalnie.

Jerzy, starszy ode mnie o kilka miesięcy zmarł w czerwcu 2022. Uroczystość pożegnalną  ustalono na 14.06. Do Piły jeździmy zwykle przez Czplinek i Wałcz, ale trasę Połczyn-Czaplinek zamknięto na czas remontu. Wybrałem trasę przez Tychowo-Szczecinek. Komfortowa jazda skończyła się przed Jastrowiem. Po jeździe kilka metrów do przodu i długich postojach dojechałem na miejsce z ponad 20-minutowym opóźnieniem. U obsługi cmentarza dowiedziałem się, gdzie odbywa się uroczystość - do przejścia z ciężką, pożegnalną "łapą" pozostała spora odległość. Nie znając rodziny, stanąłem wśród zebranych w alejce.

Jerzy, jako oficer WP, miał pełną galę, z wojskowymi honorami oraz ekspozycją medali i odznaczeń.

Za sprawienie wielu kłopotów i spóźnienie było mi wstyd tak bardzo, że po przekazaniu kwiatów zmyłem się po angielsku, aby nie popełnić kolejnej gafy przy składaniu kondolencji nieznanej rodzinie.

Wiesię, siostrę Jerzego przeprosiłem telefonicznie.

Wracałem ponownie przez Jastrowie, aby sprawdzić, co było powodem aż takich opóźnień. W kraju normalnym, roboty na tak obciążonej trasie wykonuje się w nocy, gdy ruch jest najmniejszy. U nas z normalnością bywa na bakier.

Po powrocie, po jeździe w niekontrolowanym zdenerwowaniu, sprzęgło nadawało się tylko do wymiany.

Jerzy - jeżeli możesz - wybacz...

Historyjkę tczewską pamiętam nadal i to co powiedziałeś lokalnej tczewskiej bandzie. Banda miała wielką ochotę nam wtłuc, ale zaproponowałeś rozwagę. Zapowiedziałeś, że po ewentualnym łomocie wrócisz do Tczewa z całą kompanią szkolną a kadeci wyłuskają każdego bandziora nawet spod ziemi... Zrezygnowali. 

przejazdu kolejowego. W jeździe TAM minąłem drogę asfaltową i drogę ładnie utwardzoną jasnym tłuczniem. W powrotnej skręciłem na tłuczeń prowadzący w kierunku hodowli pstrąga, aby wcześniej, tuż za samotnym gospodarstwem zjechać na mocno rozjeżdżoną drogę dzielącą teren na las po stronie lewej i nadrzeczne łąki po prawej.

Na końcu drogi zastałem kolejną niespodziankę. Przejeżdżany przeze mnie wielokrotnie przejazd zlikwidowano. Po obu stronach toru wykopano rowy. na ich skraju ustawiono rzędy betonowych słupków. Ślady drogi dojazdowej do mostu kolejowego zniknęły. Jej miejsce zajęły buchtowiska. Teren jest zryty tak dokładnie, że jego pokonanie to niemały problem także dla piechura.

Po obu stronach mostu szczawiu zero. W wielu miejscach rosnąć dopiero zamierza...

Po spacerze i oględzinach rzeki przed i za mostem, wracając skręciliśmy w nieznaną drogę leśną. Na prostopadłym dojeżdzie do drogi poprzecznej skręciliśmy w prawo. Dojechaliśmy do samotnej chatki i czynnego przejazdu kolejowego. Po przejeździe przez tor jechaliśmy w nieznany las tak długo, dopóki jazdę umożliwiał stan drogi. Wracając dojechaliśmy do zabudowań Stajkowa, Dalej bz...